Praca dla niepełnosprawnych: dobrodziejstwo czy konieczność?

Według danych GUS z 2004 roku niepełnosprawni w Polsce stanowią 16 procent ogółu społeczeństwa. Praktycznie oznacza to, że w każdej rodzinie, bliższej lub dalszej, jest osoba niepełnosprawna.

W roku 2009 aktywnych zawodowo było 15,7 proc. osób niepełnosprawnych w wieku 15 lat i więcej, a w wieku produkcyjnym - 24,6 proc.

Reklama

Po 1989 r. został powołany Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, którego zadaniem jest likwidować bariery w społeczeństwie. Jednym z pierwszych pomysłów funduszu było powołanie zakładów pracy chronionej, w której określona liczba osób niepełnosprawnych miała zapewnioną pracę. Dofinansowane były wynagrodzenia pracowników, a miejsca pracy przystosowane do potrzeb danego pracownika.

Historia Daniela

Od dwóch lat można także dofinansować indywidualne miejsce pracy na tzw. otwartym rynku pracy. Z takiego dofinansowania korzysta Daniel, który pracuje jako administrator sieci komputerowej w placówce naukowo-badawczej. Daniel ma 32 lata, urodził się z wrodzoną łamliwością kości i nie liczy już, ile w dzieciństwie i w życiu dorosłym miał złamań... - Po prostu łamie się i już - mówi, podchodząc do tego z humorem. Ma za sobą długą rehabilitację, włącznie z wydłużaniem kości. Udało mu się ukończyć szkołę średnią i wyższe studia na politechnice. Uzyskał tytuł magistra inżyniera.

Daniel porusza się o kulach, z czego często żartuje, mówiąc, że jest jedynym czworonogiem w instytucie. Jego poważny stan pozwala jednak na prowadzenie samochodu, którym codziennie udaje się do pracy z drugiego końca miasta. Piętnastoletni Opel Corsa, którego kupił za pieniądze z programu samochodowego PFRON, jak mówi Daniel "trzyma się dzielnie", ale patrzy z przerażeniem w przyszłość, co będzie, jak samochód się rozleci. Ostatni pilotażowy program samochodowy PFRON z roku 2006 został zawieszony. Kierownictwo funduszu stwierdziło, że trzeba kłaść nacisk na tzw. telepracę (pracę przez internet).

- Do lekarza i na rehabilitację mam jeździć taksówkami? - irytuje się Daniel, komentując poczynania funduszu. W poprzednim systemie przed rokiem 1990 przyznawaniem samochodów zajmowały się wydziały zdrowia. Zakup malucha na raty przy galopującej inflacji był możliwy nawet dla osoby niepełnosprawnej. W tamtych czasach także inwalidzi byli zwalniani z podatku drogowego, a teraz płacą go jak wszyscy uczestnicy ruchu drogowego w kupowanym paliwie. Zwolnienie z podatku drogowego zostało zastąpione ulgą podatkową.

Praca, a raczej pensja powyżej tysiąca złotych, w przypadku Daniela jest najważniejsza, gdyż ZUS nie przyznał mu renty inwalidzkiej. Nie wiadomo jednak, czy będzie mógł pracować, jeśli nie uda mu się zdobyć pieniędzy na nowy samochód, gdy obecnie przez niego używany będzie w stanie zagrażającym innym użytkownikom dróg i jemu samemu.

Historia Pawła

36-letni Paweł chorujący od dziecka na dziecięce zapalenie stawów ma rentę. Udało mu się pokonać chorobę i od trzech lat jest szczęśliwym posiadaczem endoprotezy produkowanej przez prestiżową szwajcarską firmę. Kosztowało go to kilka lat walki z Narodowym Funduszem Zdrowia, gdyż fundusz chciał wszczepić mu endoprotezę, którą zaleca się seniorom. Paweł nie dał za wygraną i dopiął swego. Wszystko po to, żeby wyjść z domu i iść do pracy w Urzędzie Miejskim. Na co dzień odbiera telefony i doradza petentom, gdzie mają zgłosić się ze swoimi problemami. Jest szczęśliwy, gdyż to zajęcie pozwala na utrzymanie mieszkania, w którym mieszka z żoną i córeczką. Praca i pensja pozwalają mu czuć się głową rodziny. Oszczędzając, udaje mu się czasami odłożyć trochę pieniędzy na tzw. czarną godzinę. Wcześniej pracował w systemie telepraca, jednak, jak mówi, "była to praca ogłupiająca". - Wyszukiwanie przetargów przez osiem godzin jest pracą żmudną i niestety nieciekawą - twierdzi Paweł.

Historia Marcina

Niestety, prawdą jest, że firmy oferujące telepracę nie proponują arcyciekawych zajęć. - Mało jest ofert dla osób z wyższym wykształceniem - mówi 29-letni Marcin, który jest z zawodu nauczycielem, ale ukończył jeszcze podyplomowo dwa wydziały. Po szkole przez dwa lata pracował jako nauczyciel i bardzo mu się ta praca podobała. - To nieprawda, że młodzi ludzie są nietolerancyjni - mówi.

Jest po ciężkim urazie kręgosłupa. Ma za sobą lata rehabilitacji, na nowo musiał też nauczyć się chodzić. Pracując w szkole, spotkał się z ciepłym przyjęciem uczniów, którzy bardziej zwracali uwagę na to, co mówi o wykładanym przedmiocie niż na to, że lekko utyka. Większy opór spotkał go ze strony kolegów, stosujących dość nieeleganckie chwyty. Największym nietaktem wykazała się nowa pani dyrektor, która insynuowała, że wygląd Marcina wzbudza agresję. W konsekwencji przerwała mu staż zawodowy i zwolniła go z pracy, a na jego miejsce zatrudniła wysokiego bruneta. Marcin szuka pracy w systemie telepraca, ale chciałby robić coś twórczego: uczyć, pisać, robić coś, co jest potrzebne. - Tyle razy upadałem i się podnosiłem, że jest to wkalkulowane w moje życie. Denerwuje mnie to, że ciągle jestem debiutantem - stwierdza, ale nie traci ducha walki.

Niepełnosprawni na rynku pracy

W konfrontacji z osobami zdrowymi na otwartym rynku pracy niepełnosprawni nie mają szans. Teoretycznie można złożyć ofertę i zaproponować pracodawcy, że będzie się pracowało na jego rzecz, ale o dofinansowanie występuje pracodawca, który dostaje dotacje z PFRON na przystosowanie miejsca pracy oraz dopłatę do wynagrodzenia. Dla pracodawcy jest to pokusa, żeby fikcyjnie zatrudnić osobę niepełnosprawną i podzielić się dotacją za tzw. cenę milczenia.

Niektóre rozwiązania prawne funduszu są źle skonstruowane, np. to, że dana osoba musi się zatrudnić na umowę o pracę. Dla osoby mającej przyznaną rentę inwalidzką na czas określony zagrożeniem jest wykazanie się pracą i zarobkowaniem. Dla komisji lekarskiej orzekającej o stanie zdrowia to dowód na to, że dana osoba może pracować. W myśl tej tezy, jeśli może pracować, to po co jej renta. Z tego też powodu wiele osób nie szuka pracy, gdyż mentalność społeczeństwa jest taka: "Jeśli ma rentę, to po co się pcha do pracy".

W ostatnim czasie powstały instytucje, których zadaniem jest poszukiwanie pracy dla osób niepełnosprawnych. Powstało wiele fundacji szukających nie tyle pracy dla osób niepełnosprawnych, co samych niepełnosprawnych. Z takiej pomocy skorzystała m.in. 25-letnia Beata cierpiąca na zespół chorób ortopedycznych. - Pani w biurze fundacji bardzo miło mnie przyjęła, ale wydawało mi się, że najbardziej zainteresowana jest moim orzeczeniem o stanie zdrowia. Kserowała je na wszystkie strony i zakomunikowała, że nauczy mnie pisania CV. Odniosłam wrażenie, że ta pani wygrała jakiś projekt z Unii Europejskiej przeznaczony dla osób niepełnosprawnych. Z tych pieniędzy płacą jej pewnie pensję, a ona sprawia pozory, że pomaga. Bo jak można nazwać propozycję szkolenia z pisania CV osobie po wyższych studiach. Szkoda, że ja nie skorzystałam z tej "szumnej" pomocy Unii Europejskiej, tylko pieniądze przeznaczone dla mnie przejadają jakieś panny pozorujące niesienie pomocy - denerwuje się Beata.

Brak mądrych rozwiązań i nieprzychylność państwa powodują, że osoby niepełnosprawne zniechęcają się do działania, pozostając na łasce rodzin. - Państwo i państwowi urzędnicy bardzo często traktują niepełnosprawnych jako potencjalnych wyłudzających państwowe pieniądze, traktują nas, jakbyśmy chcieli im zabrać ich pensje. Najczęściej swoją niechęć do nas okazują w bardzo perfidny sposób, np. każą nam przychodzić kilka razy z jedną sprawą, szukając jakichś uchybień - mówi Beata.

Taki obraz instytucji państwowych niosących pomoc widzą na co dzień osoby niepełnosprawne w Polsce. W obliczu kryzysu gospodarczego problem braku pracy dotyczy całego społeczeństwa, ale najszybciej dotyka jednostek najsłabszych. Do takich należą ludzie niepełnosprawni.

Maciej Niemier

*Imiona wszystkich bohaterów zostały zmienione.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje