Sałatka z azotanów

Wiosna w pełni, nowalijki na straganach i w sklepach mienią się wszystkimi kolorami, zapraszając do kupna. Specjaliści jednak zalecają ostrożność. Szczególnie młode warzywa mogą zawierać resztki nawozów sztucznych i przez to być po prostu szkodliwe. Radzą, by nowalijki traktować jako ciekawostkę, urozmaicenie jadłospisu, a nie jego składnik podstawowy.

W uprawach nowialijek, w warunkach szklarniowych, stosuje się wyjątkowo dużo nawozów azotowych, które powodują w organizmie wytwarzanie się związków o działaniu rakotwórczym. Wszystkie warzywa liściaste i korzeniowe bardzo łatwo gromadzą szkodliwe związki. Dawki nawozów i środków ochrony roślin powinny być bardzo rozsądnie dawkowane. Każdy plantator powinien też zachowywać okresy karencji, czyli czasu, jaki musi upłynąć pomiędzy ich zastosowaniem a sprzedażą jarzyn. Czy tak się dzieje, nie możemy być pewni. - O tej porze roku lepiej więc jeść mrożonki, niż sięgać po młode warzywa z niesprawdzonych upraw. Oczywiście nowalijki nie muszą być czymś zatrute, ale tego nie jesteśmy w stanie ocenić po wyglądzie czy smaku. Niestety, plantatorzy rutynowo stosują chemiczne nawozy oraz środki ochrony roślin i nie możemy być pewni, że zawsze prawidłowo - mówi dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie.

Reklama

Pestycydy, herbicydy i metale ciężkie

To co jemy, naszpikowane jest szkodliwą chemią i wiemy o tym nie od dzisiaj. Czujemy się bezsilni, machamy już na to ręką, coś w końcu trzeba jeść. Coś tak, ale nie wszystko, co tylko ładnie wygląda i pachnie, a zawiera szkodliwe, czasami wręcz rakotwórcze składniki. Nowalijki z niesprawdzonych upraw mogą zaostrzyć chorobę wrzodową żołądka, spowodować zaburzenia układu trawiennego, wywołać reakcję alergiczną. Szkodliwe substancje potrafią się także kumulować w organizmie, co skutkuje chorobą dopiero po wielu latach. Niebezpieczne jest nie tylko nadmiernie nawożenie, ale i uprawa przy ruchliwych szosach. By spaliny samochodowe nie zanieczyszczały upraw, muszą się one znajdować minimum 100 metrów od drogi. W skład spalin wchodzi wiele związków chemicznych, takich jak bardzo szkodliwe dla człowieka tlenki węgla, azotu i siarki oraz spora ilość ołowiu. Niestety, warzywa łatwo je wchłaniają, dlatego na polach i w ogródkach znajdujących się przy ulicach powinny rosnąć jedynie kwiaty i drzewa (nie owocowe). Warzywa z własnej grządki położonej blisko ulicy mogą być bardziej trujące niż te pędzone na nawozach. Jak wykazują kontrole Sanepidu, w niektórych warzywach norma azotanów, azotynów czy metali ciężkich bywa przekroczona nawet dwa, trzy razy. Najwięcej nawozów pochłaniają warzywa liściaste (sałata, szczaw, kapusta pekińska, botwina) i korzenne. Młode warzywa nie mają jeszcze w sobie skrobi i np. młoda marchewka to tylko woda i nawóz, więc szczególnie niebezpieczna może być przede wszystkim dla małych dzieci. Szczególnie dla młodych organizmów bardzo niebezpieczny jest również ołów. Przyczynia się on do wielu zaburzeń rozwojowych, nawet takich jak zahamowanie wzrostu czy obniżenie ilorazu inteligencji. W dodatku kumuluje się w organizmie, skąd jest praktycznie nie do usunięcia.

Jakość niestety kosztuje

Dobrym rozwiązaniem wydaje się podawanie dzieciom wiosną warzyw i owoców ze słoiczka. Te opatrzone odpowiednimi certyfikatami dają gwarancję bezpieczeństwa. Są dobrze przebadane, każdy etap ich produkcji poddawany jest kontroli. Jednak nadają się one tylko dla dzieci bardzo małych, trudno już nimi żywić np. przedszkolaka. Co podawać starszym dzieciom? Kupując warzywa i wybierajmy te z upraw ekologicznych, zapłacimy więcej, ale mamy większą pewność, że są wolne od skażeń chemicznych. Decydując się na warzywa ekologiczne, zawsze domagajmy się od sprzedawcy pokazania certyfikatu. Dzieciom i osobom chorym nigdy nie podawajmy warzyw i owoców niepewnego pochodzenia. Specjaliści przekonują, że osobom zdrowym nie zaszkodzą nawożone nowalijki, pod warunkiem że będą je spożywać od czasu do czasu. Kanapka z dodatkiem liska sałaty czy rzodkiewka w twarożku jest na pewno lepsza niż słone i tłuste chipsy albo hamburger.

Dobrym pomysłem wydaje się założenie w domu, na parapecie, własnego ekologicznego ogródka. Najprościej, bo na talerzu z nasączoną watą lub ligniną można wysiać rzeżuchę, w skrzyneczkach z ziemią świetnie udaję się też szczypiorek, pietruszka i różne zioła.

Sernik tak, ale bez pomarańczowej skórki

A co z owocami? O tej porze skazani jesteśmy głównie na rodzime jabłka lub cytrusy. W przypadku tych drugich musimy pamiętać, że przyjechały do nas z daleka, czasami z innej półkuli. By przetrwały podróż, musiały być spryskane niebezpiecznymi dla ludzi środkami grzybobójczymi. - Przed spożyciem musimy je wręcz wyszorować. Ze skórki zmyjemy chemikalia, ale nie z jej środka, dlatego powinno się ją wyrzucać. Skórka pomarańczowa czy cytrynowa dodawana do wypieków zdrowia nam na pewno nie doda. Jeśli jednak ktoś bardzo ją lubi, to już trudno. Zjedzona od czasu do czasu w małej ilość nie wywoła zatrucia. Pamiętajmy jednak, że chemikalia kumulują się w naszym organizmie i po latach mogą przyczynić się do choroby, nawet nowotworowej - mówi dr Agnieszka Jarosz.

Dowiedz się więcej na temat: Po prostu | specjaliści | sałatka | nowalijki | warzywa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje