Wyjdziemy z grupy!

Krok po kroku - to dzięki tej dewizie Leo Beenhakkera polscy piłkarze wygrali eliminacje do Mistrzostw Europy. Jednym z autorów tego historycznego awansu jest pomocnik Wisły Kraków Wojciech Łobodziński. Popularny "Łobo" o eliminacjach, nadchodzącym turnieju i trenerze Beenhakkerze opowiada w rozmowie z Michałem Bondyrą.

Mijający sezon przyniósł Ci nie tylko mistrzostwo Polski z Wisłą Kraków, ale i awans z reprezentacją do finałów piłkarskich Mistrzostw Europy. Który z tych sukcesów jest dla Ciebie cenniejszy?

Reklama

- Mój wkład w mistrzowski tytuł zdobyty przez Wisłę nie był znowu taki wielki. Choć przyczyniłem się do niego w mniejszym stopniu niż koledzy, którzy grali cały sezon, cieszyłem się z niego na równi z nimi. Co do reprezentacji, to mój udział w jej awansie na mistrzostwa był zdecydowanie większy.

Skoro mowa o reprezentacji. Jesteś jednym z odkryć jej trenera Leo Beenhakkera. Jak pracuje się z tym znakomitym szkoleniowcem?

- Przede wszystkim czuć jego ogromne zaufanie. Tak było i w moim przypadku. Nawet, gdy grałem jeden czy drugi mecz słabiej, trener wciąż na mnie stawiał. To zaowocowało moją lepszą grą nie tylko w reprezentacji, ale i w klubie. Po raz kolejny zaprocentowało jego ogromne doświadczenie.

Współpracowałeś z wieloma trenerami. Beenhakker na ich tle wyróżnia się czymś szczególnym?

- Trudno porównywać. W europejskiej piłce treningi wyglądają bardzo podobnie. Różnica moim zdaniem tkwi w kwestii pracy mentalnej z zawodnikami. Beenhakker ma charyzmę, ma to coś, a ja mam to szczęście, że z nim pracuję...

Nauczył Cię zatem czegoś wyjątkowego?

- Może nie nauczył, a wyzwolił we mnie wiarę we własne umiejętności i pewność siebie. Było to szczególnie ważne w grze z silnymi europejskimi przeciwnikami.

Ta wiara we własne umiejętności i pewność siebie pozwoliły Tobie i Twoim kolegom pokonać Portugalczyków, Serbów, Finów czy Belgów?

- Myślę, że tak. W naszej drużynie nie ma przecież jakichś wielkich graczy, gwiazd, które strzelają najważniejsze bramki. Ale tak naprawdę od samego początku tych eliminacji widać było wielkie zaangażowanie każdego z nas dla tej reprezentacji. To pozwoliło nam na przykład pokonać Portugalczyków, których normalnie byśmy nie ograli. Ale wtedy wznieśliśmy się na wyżyny.

A kiedy tak naprawdę uwierzyłeś w to, że zdobędziecie kwalifikację na europejski championat, rozgrywany na boiskach Szwajcarii i Austrii?

- Do tej kadry wchodziłem stopniowo. Dopiero z Kazachstanem u siebie zacząłem mecz od początku. Wtedy uwierzyłem, że mogę mieć jakiś wkład w awans, i że my, jako zespół, możemy tego dokonać...

I udało się. Teraz szykujecie się do pierwszego w historii polskiej piłki udziału w Mistrzostwach Europy. Jak sądzisz, co trzeba będzie zrobić, by udział w nich biało-czerwonych nie skończył się na fazie grupowej?

- Przede wszystkim każdy musi wyciągnąć wnioski z udziału naszej kadry w poprzednich dużych imprezach, myślę tu o mistrzostwach świata. Decydujący będzie mecz rozpoczynający z Niemcami. Jeśli go wygramy, powinniśmy skutecznie powalczyć o awans.

Dlaczego akurat mecz z Niemcami?

- Bo od niego zaczynamy. Grając na mistrzostwach świata w Niemczech było bardzo ciężko. A teraz znowu się spotykamy, ale już w Austrii. Będziemy na pewno niesamowicie skoncentrowani i podejdziemy do niego z pełną ambicją i wolą walki. Tym bardziej że pokazaliśmy już w eliminacjach, że potrafimy wygrywać z silnymi przeciwnikami.

A pozostali rywale w grupie? Z Chorwatami i gospodarzami też chyba nie będzie łatwo?

- Uważam, że Chorwaci to najtrudniejszy rywal w naszej grupie. To drużyna, która ograła Anglików na Wembley, która wygrała grupę, która ma świetnie wyszkolonych piłkarzy, grających w najlepszych europejskich klubach. To może być czarny koń tych mistrzostw. Myślę jednak, że wyjdziemy z grupy razem z Chorwatami, bo co prawda gospodarze zawsze dobrze radzą sobie na tego typu imprezach, ale Austriacy są absolutnie w naszym zasięgu.

Masz już na koncie jeden tytuł Mistrza Europy do lat 18. Jedziesz do Austrii i Szwajcarii, by powtórzyć ten wyczyn w seniorskiej piłce?

- W piłce młodzieżowej mam też tytuł wicemistrzowski. Ale piłka juniorska i seniorska to zupełnie inna bajka. Cieszę się, że w mojej karierze wciąż jest progres, że teraz gram dla reprezentacji i mam z nią szansę zagrać w Mistrzostwach Europy. Oczywiście, że marzę o medalu. Myślę, że realne jest wyjście z grupy, a co będzie dalej? Zobaczymy...

Wojciech Łobodziński urodził się 20 października 1982 roku w Bydgoszczy. Jest pomocnikiem Wisły Kraków. Wcześniej grał w Zawiszy Bydgoszcz, Stomilu Olsztyn, Wiśle Płock i Zagłębiu Lubin. Mistrz Polski z Wisłą Kraków i Zagłębiem Lubin, z tym ostatnim zdobył też Superpuchar Polski. Mistrz Europy do lat 18 (2001 rok) i wicemistrz Starego Kontynentu do lat 16 (1999 rok). W pierwszej reprezentacji Polski zadebiutował w grudniu 2006 roku w wygranym 5:2 meczu ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W kadrze rozegrał dotąd 14 meczów, strzelając dwie bramki (stan na 26.05.08 r.).

Dowiedz się więcej na temat: awans | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje