Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba...

Od dwóch i pół roku posługuję w rzymsko-katolickiej parafii św. Anny w Jekaterinburgu. Jest to jedna z największych parafii diecezji zachodniosyberyjskiej. Jekaterinburg to duże, prawie dwumilionowe miasto położone po azjatyckiej części środkowego Uralu. Do pierestrojki nosiło nazwę Swierdłowsk.

Miałam szczęście spotykać tu różnych ludzi. Historie wielu z nich tworzą splot niesamowitych wydarzeń, po ludzku sądząc przypadkowych, ale zuchwałością by było stwierdzić, że Bóg ich nie przewidział w swoich odwiecznych planach. Chcę tu opisać jedną z takich historii, którą opowiedziała mi Jelena Andrejewna.

Reklama

Niespodziewane konsekwencje wizyty

W 1891 roku, w małżeństwie zamieszkującym jedną z podwłocławskich wsi, przyszła na świat dziewczynka, Maria. Z biegiem lat rodziły się kolejne dzieci i obowiązek ich doglądania i wychowywania spadł całkowicie na Marysię. Było to ogromnie wyczerpujące zadanie dla tak młodej opiekunki. Dlatego, kiedy Maria skończyła 18 lat, mama postanowiła wysłać ją na kilkumiesięczny odpoczynek do ciotki. Ciotka mieszkała w Rosji, w Kurganie. Było to miasto położone na południowo-zachodnich krańcach Syberii. W owym czasie skupiało ono sporo Polaków, którzy tworzyli swoistą, nieformalną enklawę narodową.

Na początku 1908 roku przyjechał do Kurganu, także w odwiedziny do krewnych, przystojny Polak z Mińska (obecnie stolica Białorusi), Andrzej Pietrowicz. W 1910 roku, u stóp ołtarza kurgańskiego kościoła, Maria i Andrzej ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Bóg pobłogosławił ich związek i już 22 listopada 1911 roku przyszło na świat ich pierwsze dziecko- córka Helena.

Kiedy osiągnęła odpowiedni wiek, rodzice zapisali ją do polskiego przedszkola. Ale gdy trzeba było iść do szkoły, w 1917 roku. polską szkołę zlikwidowano. Halenka trafila więc do szkoły rosyjskiej, w której ani ona nikogo, ani nikt jej nie rozumiał. Z ogromnym trudem przychodziło jej zapamiętywanie pisowni rosyjskich liter i wypowiadanie ich brzmienia. Ale powoli trzeba było pokonywać trudności i przyzwyczajać się, że ona nie jest już Helenką, lecz Jeleną albo Leną. Kiedy skończyła 16 lat ojciec wyrobił jej paszport (odpowiednik dowodu osobistego), w którym miała wpisaną narodowość polską.

Mniej więcej w tym czasie mamie Heleny udało się na krótki czas odwiedzić swoją ojczyznę. Z tej podróży przywiozła zaległe wiano ślubne- prezent od rodziców: maszynę do szycia i damską toaletkę (szafka z lustrem), która do dziś stoi na honorowym miejscu w pokoju pani Heleny w Jekaterinburgu.

Areszt

Lata 30-ste to dla Polaków w Rosji czas bardzo niepewny. W Kurganie zamknięto już kościół, zdradą stanu było wyznawanie katolicyzmu. Za to trafiało się do gułagu lub na rozstrzelanie. Zaczęły się obowiązkowe rejestracje ludności, ze specjalnym uwzględnieniem narodowości i wiary. Maria Pietrowicz, mama Helenki, do tej pory paszportu nie miała. Mąż wyrobił jej zatem potrzebny dokument, ale podał narodowość żony rosyjską.

Z tego powodu między małżonkami doszło do ostrej kłótni. Maria broniła swojej polskości, lecz Andrzej, przeczuwając bliskie już złe chwile, chciał ją tym sposobem uchronić. Odwołać już nic się nie dało, więc pozostało tak, jak jest?

Mając lat 18 Helenka wyszła za mąż. Jej wybrańcem był Rosjanin Michał Kryworuczko.

Po dwóch latach zgodnego pożycia urodził im się syn Giennadij. Młodzi mieszkali z rodzicami Heleny. Pewnego dnia Andrzej Pietrowicz nie wrócił z pracy. "Został uwięziony"- szepnęli w tajemnicy jego koledzy. Lecz nikt nie wiedział, za co. Nie można było nawiązać z nim żadnego kontaktu. W końcu załamana Maria otrzymała oficjalną wiadomość: "Za przynależność do wrogich organizacji (tzn.: do narodu polskiego), Andriej Pietrowicz skazany na..." I ślad po nim zaginął.

Do dzisiaj. - Wtedy strach było szukać ojca, a teraz już nie ma komu - trochę ze wstydem zwierza się Helena.

Dowiedz się więcej na temat: "Dwóch i pół" | 'Dwóch i pół'

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje