Moda na dwa koła

Sądząc po liczbie rowerzystów, którzy pojawiali się w tym roku na ulicach, gdy tylko przestawał padać deszcz, Polska staje się krajem miłośników rowerów. To jednak tylko częściowa prawda. Wielu z nas rower ma po to tylko, żeby mieć, korzystamy z niego rzadko.

Rower służy nam najczęściej do niedzielnej przejażdżki do parku czy podmiejskiego lasu. Niewielu z nas zabiera dwa kółka, jadąc na wakacje nad morze czy jeziora. W ogóle Polacy nie mają sportowego zacięcia. Jak wynika z różnych badań, w miarę regularną aktywność fizyczną podejmuje zaledwie mniej więcej połowa społeczeństwa. A ulubionym rodzajem rekreacji oprócz spacerowania i jazdy na rowerze jest... jazda na sankach.

Reklama

Wszelki sport - zdaniem GUS - Polacy traktują wciąż głównie rekreacyjnie, a nawet ludycznie (to szczególnie mężczyźni), czyli dla własnej przyjemności. Dla kobiet na ogół najważniejsza jest dbałość o wygląd.

Tymczasem, w zdrowym ciele - zdrowy duch. A specjaliści polecają szczególnie właśnie rower. Już kilkanaście kilometrów przejechanych w tygodniu ma spory wpływ na kondycję.

Marcin Hyła, czterdziestolatek z Krakowa, który stworzył stronę "Miasta dla Rowerów" i kieruje organizacją o takiej nazwie, jest, jak sam podkreśla, tłumaczem spraw rowerowych.

- Tłumaczę sprawy rowerowe bliźnim, bo uważam, że rower to jeden z najgenialniejszych wynalazków ludzkości. Rower jest znacznie bardziej sensowny - wręcz wykwintny w swojej prostocie - niż barbarzyński samochód z jego silnikiem spalinowym - twierdzi. - Rower też jeździ, a jakoś nie hałasuje i nie smrodzi.

Mirosław Sobel, prezes Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, twierdzi, że wzrost liczby jeżdżących widać gołym okiem. Szybszy jest wzrost liczby rowerów, jakie posiadamy. Rocznie w Polsce, jak szacuje, sprzedaje się już ok. miliona rowerów.

- To pokazuje prawdziwą modę na rowery w Polsce. W każdym razie jeśli chodzi o posiadanie bicyklów. Tym bardziej, że sprzedaje się też ok. 3 mln rowerów używanych - podkreśla. To spory postęp. 10 lat temu sprzedawało się wielokrotnie mniej, choć właśnie wtedy był to żelazny prezent od ojca chrzestnego na I komunię świętą.

3-4 godziny rekreacji

Dowody na rowerową modę mają też inne organizacje zajmujące się turystyką rowerową. Imprezy urządzane przez Stowarzyszenie Podróżników CROTOS przyciągają znacznie większą liczbę chętnych niż jeszcze kilka lat temu.

- Moda jest tym większa, że ludzie coraz lepiej rozumieją wpływ wysiłku na zachowanie zdrowia niż jeszcze kilkanaście lat temu - mówi Joanna Mikulska z zarządu stowarzyszenia. Jak przekonuje, do tego, żeby być w rowerowej formie (bez zadyszki po przejechaniu kawałka dystansu), wystarczy przejechać już 30-40 kilometrów, czyli jeździć 3-4 godziny tygodniowo.

Ilu z nas to robi, dokładnie nie wiadomo, bo deklaracje zainteresowanych mogą odbiegać od rzeczywistości. Wiadomo, że najczęściej jeżdżą najmłodsi (liczba jeżdżących maleje wraz z wiekiem), a także mieszkańcy wsi, dla których rower to główny środek transportu. Trzy czwarte jeżdżących ma własny rower. Najwięcej na jedną rodzinę przypada ich na wsi (średnio 2 szt. na jedno gospodarstwo domowe).

Miasta dla rowerów

Miłośnikiem rowerów był i jest prymas senior kard. Józef Glemp. Kiedy w 1999 r. pojechał rowerem na pola Wilanowskie, młodzież mówiła: "Prymas jest cool". Dziś starszy już prymas senior miłośnikiem dwóch kółek jest bardziej teoretycznie.

Regularnie jeździ Janusz Onyszkiewicz, były himalaista i znany polityk. Jakiś czas temu odstawił auto Paweł Poncyljusz, poseł PiS i były wiceminister gospodarki. Powód? Oczywiście chęć zachowania formy, ale i galopujące ceny paliw.

- Przesiadłem się na rower i do komunikacji miejskiej. Jest o wiele taniej i sympatyczniej. Jedyny problem polega na tym, że w garniturze niewygodnie jeździ się na dwóch kołach - tłumaczył zmianę. Jednak nowa funkcja (rzecznik sztabu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego) znów zmusiła Poncyljusza do powrotu do czterech kół.

W Sejmie działa nawet Parlamentarna Grupa Rowerowa. Miała swój udział w przygotowanej zmianie prawa drogowego. Blisko współdziałała przy tym z "Miastem dla Rowerów". Wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym roku rowerzyści będą jeździli według nowych, bardziej sensownych zasad. Projekt zmian jest w pierwszym czytaniu. Rowerzyści będą mogli jeździć po chodniku podczas złych warunków pogodowych, obok drogi rowerowej pojawi się "pas ruchu dla rowerów" - czyli oznakowana część jezdni.

Nowe przepisy - jak podkreślają środowiska rowerzystów - powinny przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa rowerzystów. To ważne, bo np. według raportu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Polska jest najniebezpieczniejszym dla rowerzystów krajem w Europie. Liczba śmiertelnych wypadków rowerzystów jest u nas czterokrotnie wyższa niż średnio w krajach Unii Europejskiej.

Jedna ścieżka w mieście

Za wzrostem liczby rowerów nie idzie rozwój infrastruktury rowerowej. - Warszawa nie jest miastem przyjaznym rowerzystom - mówi prezes Mirosław Sobel. - Gdzie indziej w Polsce wcale nie jest lepiej, ale to dla nas mało pocieszające. Bo są także lepsi: Kraków i Tczew otrzymały prestiżowy certyfikat miast przyjaznych rowerom.

Dlaczego jest tak źle (brak infrastruktury rowerowej) skoro jest tak dobrze (coraz zwiększa liczba jeżdżących i sprzedawanych rowerów)? - W samorządach rządzą ludzie z wykształceniem samochodowym, a nie rowerowym - mówi półżartem prezes Sobel.

Joanna Mikulska ze stowarzyszenia CROTOS lubi jeździć po ścieżce rowerowej wzdłuż Wisły w Warszawie. - Niestety, to chyba jedyna tak dobra ścieżka w mieście - mówi. - Trzeba jeździć po chodnikach, bo na jezdnię aż strach wjechać.

Infrastruktura rowerowa jednak w ostatnich latach poprawia się - przyznaje Mikulska, ale to wszystko za mało, ze względu na zapóźnienia w stosunku do wielu europejskich miast. - Np. w Berlinie można po specjalnych ścieżkach przejechać z jednego krańca na drugi. Czy w ogóle będzie to możliwe w Warszawie.

O zmiany próbują walczyć uczestnicy imprez Masy Krytycznej - regularnie odbywających się w Warszawie i innych dużych miastach przejazdach, które mają zwrócić uwagę na zwykle ignorowanych rowerzystów. Na razie na walce się kończy.

Masę Krytyczną wzmacnia jednak rowerowa moda. Szanujący się cyklista nie musi mieć najnowszego i najnowocześniejszego sprzętu, powinien jednak pomyśleć - trochę dla szpanu, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa - o kasku. Jazda tylko po jezdni nie jest wymagana. W dużych miastach nie da się poruszać bezpiecznie po niektórych ulicach.

Nieekstremalny wypoczynek

Polacy bardzo lubią jeździć na rowerach - twierdzi Maciej Zimowski, właściciel biura, organizującego wyjazdy rowerowe. Niestety, nasz zapał ogranicza się, jego zdaniem, do góra krótkich wypadów weekendowych za miasto. Tymczasem w Europie panuje moda na zwiedzanie ciekawych regionów na rowerze.

Działają wyspecjalizowane biura, które pomagają zaplanować trasę wycieczki, wyposażają turystę w rower, mapę, opis trasy, rezerwują noclegi i przewóz bagażu z hotelu do hotelu. W Polsce to zupełna nowość. Polacy nie są przyzwyczajeni, jak zauważył Zimowski, do takiej formy spędzania urlopu. Wolą leżenie na plaży niż aktywne spędzanie czasu.

Tymczasem wypoczynek aktywny, nie znaczy ekstremalny. W Polsce, sądzi Maciej Zimowski, istnieje bariera psychologiczna: gdy ktoś słyszy, że ma przejechać 40-50 kilometrów, łapie się za głowę. Tymczasem trwa to trzy, cztery godziny. Resztę czasu można spędzić na zwiedzaniu i posiłkach.

Nie można się tłumaczyć brakiem ścieżek rowerowych. Potrzebne są w miastach, tam, gdzie trzeba oddzielić ruch aut, pieszych i rowerzystów. Poza miastami na bezpieczną jazdę wystarczą lokalne, polne i leśne drogi. Tych nam nie brakuje: da się trasy ułożyć tak, by biegły mało uczęszczanymi drogami.

To wszystko powoduje, że ludzie związani profesjonalnie z turystyką rowerową nie mają złudzeń. Zainteresowanie jazdą na dwóch kółkach rośnie, ale to dopiero początek mody. Boom, rowerowe szaleństwo dopiero przed nami. Ale, że kiedyś nastąpi, to pewne.

Wojciech Dudkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: koła

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy