Prokuratura o dowodach ws. podpalenia domu w Jastrzębiu-Zdroju

Piątek, 28 marca (14:36)
Aktualizacja: Piątek, 28 marca (17:53)

Opinia biegłego wskazująca na celowe podłożenie ognia to jeden z dowodów obciążających Dariusza P., podejrzanego o podpalenie w ubiegłym roku w Jastrzębiu Zdroju domu, w którym spali jego bliscy. W pożarze zginęła żona P. i czworo dzieci.

Zdjęcie

Dom, w którym doszło do tragedii /Andrzej Grygiel /PAP
Dom, w którym doszło do tragedii
/Andrzej Grygiel /PAP
Nowy motyw ws. podejrzanego o podpalenie domu z bliskimi

Romans to jeden z dwóch głównych motywów, które śledczy biorą pod uwagę w sprawie Dariusza P. Mężczyzna jest podejrzany o podpalenie domu, w którym zginęła jego żona oraz dzieci. Oprócz romansu śledczy badają wątek ubezpieczenia. Prokuratura zarzuca podejrzanemu zabójstwo. czytaj więcej

Prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Gliwicach w czwartek zarzuciła mężczyźnie zabójstwo. Motywem miała być chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia. W piątek śledczy oficjalnie opowiedzieli o dowodach obciążających aresztowanego dzień wcześniej podejrzanego.

Jak przekazał rzecznik prokuratury Michał Szułczyński, pierwszym z dowodów jest opinia biegłego z zakresu pożarnictwa, jednoznacznie wskazująca na podpalenie. Ogień podłożono w mieszkaniu w sześciu miejscach. Żaluzje domu były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć. W domu nie było też śladów włamania.

Reklama

Sprawca podłożył martwą mysz

Aby upozorować przypadkowe powstanie pożaru, sprawca podłożył martwą mysz. Chodziło o zasugerowanie, że przegryzła kable, doprowadzając do zwarcia. Na zlecenie prokuratury przeprowadzono sekcję zwłok gryzonia. Okazało się, że zdechł wcześniej niż doszło do pożaru, na skutek urazu mechanicznego.

Podejrzanego obciążają też logowania jego telefonu do sieci komórkowej - okazało się, że wbrew twierdzeniom w chwili pożaru był w pobliżu domu, a nie kilkanaście kilometrów od niego. Zdaniem biegłych Dariusz P. sam sobie wysyłał sms-y z pogróżkami, aby skierować śledztwo na fałszywe tory. Znaleziono przy nim telefon, z którego wysyłano te wiadomości.

Romans możliwym powodem podpalenia domu przez Dariusza P. (TVN24/x-news)

Do tragicznego pożaru doszło w maju ub. roku. Zginęła matka i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Już krótko po tragedii opinia biegłego wskazała, że doszło do podpalenia. P. tłumaczył, że ktoś, kto podpalił jego dom, wcześniej wysyłał mu sms-y z groźbami.

Rodzina jest dla mnie najważniejsza

Przez kolejne miesiące śledczy gromadzili obciążające Dariusza P. dowody. Teraz na ich podstawie mężczyznę zatrzymano. Prokurator przedstawił mu w czwartek zarzut spowodowania pożaru i zabicia w ten sposób pięciu członków rodziny, a także usiłowania zabójstwa szóstej osoby - najstarszego syna.

Dariusz P. odpierał zarzuty. Jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze, policjanci zawieźli w czwartek zatrzymanego do  domu, gdzie z jego udziałem przeprowadzono przeszukanie. - Nie mam nic wspólnego z tym pożarem, rodzina jest dla mnie najważniejsza - mówił P. dziennikarzom.

Po przedstawieniu zarzutów prokuratorzy wnioskowali o aresztowanie podejrzanego. Gliwicki sąd uwzględnił ich wniosek. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Dariuszowi P. będzie groziło dożywocie. W ramach śledztwa konieczna będzie jeszcze m.in. opinia biegłych, którzy wypowiedzą się na temat poczytalności podejrzanego.

Miał poważne długi

Prokuratura dotąd nie mówiła oficjalnie o motywie, jakim miał kierować się Dariusz P. Według nieoficjalnych informacji ze śledztwa miało chodzić o polisy ubezpieczeniowe na członków rodziny, wykupione na krótko przed tragedią. Według mediów P., który prowadził zakład produkujący meble, miał poważne długi.

Prokuratura o aresztowaniu podejrzanego o zabicie żony i dzieci: Posiedzi do końca czerwca (TVN24/x-news)

Pożar miał miejsce 10 maja ub. roku w domu jednorodzinnym, w którym mieszkała 7-osobowa rodzina. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze, paliła się część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Ojca nie było w tym czasie w domu.

Cała piątka spoczęła w jednym grobie

Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Żegnali ich członkowie rodziny, mieszkańcy miasta i metropolita katowicki abp Wiktor Skworc, który przed tragedią odwiedził rodzinę P. podczas swej wizytacji w parafii.

Podczas uroczystości pogrzebowych abp Skworc wspominał zaangażowanie rodziny P. w życie Kościoła - 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w Stowarzyszeniu Dzieci Maryi, a matka brała udział w ruchu "Światło-Życie". 

Ksiądz: Znam jego i całą rodzinę

Również ks. Bogusław Zalewski, proboszcz parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Jastrzębiu Zdroju, do której należała rodzina, mówił w piątek, że z tą rodziną kojarzy mu się dobro, a on sam nie potrafi sobie wytłumaczyć, zrozumieć tej sytuacji.

- Znam jego i całą rodzinę z najlepszej strony - jako dobrą rodzinę, funkcjonującą w pozytywnych relacjach. Świetnie wychowywali dzieci. Nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo kojarzy mi się z nimi samo dobro. Tu nie chodzi tylko o zaangażowanie w życie Kościoła, to byli też moi uczniowie; w sensie charakteru, stylu bycia - widziałem tam samo dobro. Więc ja nie potrafię tego pojąć - zaznaczył ks. Zalewski.

 Zmarły 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w Stowarzyszeniu Dzieci Maryi, a matka brała udział w ruchu "Światło-Życie". Sam Dariusz P. był szafarzem komunii świętej.

 

Uwaga! TVN: Zrozpaczony mąż i ojciec, czy bezwględny zabójca? (Uwaga TVN/x-news)

Więcej na temat:dom | pożar