Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Afera hazardowa

Według śledczych CBA przy projektowaniu nowelizacji ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych doszło do nieprawidłowości. W aferę, która zyskała miano "hazardowej", zamieszani mogą być czołowi politycy Platformy Obywatelskiej. Doprowadziło to do zmian w rządzie i klubie PO.

Sobiesiak: Nikogo nie korumpowałem

Biznesmen Ryszard Sobiesiak oświadczył przed hazardową komisją śledczą, że nie ma żadnej wiedzy na temat przecieku związanego z - jak mówił - "nieistniejącą" aferą hazardową. Po wygłoszeniu swojego oświadczenia Sobiesiak odmawiał odpowiedzi na pytania posłów. W dalszej części przesłuchania biznesmen odpowiada na zamkniętym posiedzeniu.

- Pytanie: kto jest większym zagrożeniem dla Polski? Ja, lokalny przedsiębiorca, czy szef służb specjalnych łamiący prawo, zakładający nielegalne podsłuchy, wydający biliony z budżetu państwa na udowodnienie bzdur. Kto szkodzi bardziej? - pytał na wstępie Sobiesiak w swobodnej wypowiedzi.

Byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego nazwał funkcjonariuszem opłacanym z podatków, "plującym na tych, którzy składają się na jego pensję".

Dodał, że znalazł się przed komisją, bo walcząc o swoje interesy wszedł do świata zastrzeżonego polityków. - W tym świecie obowiązują inne zasady. Zasady, których nie znałem. (...) Tutaj kłamstwo, pomówienie, zła wola zastępują argumenty, dowody i racje - powiedział.

- Jestem uczciwym człowiekiem, nie jestem stroną afery hazardowej - oświadczył biznesmen.

- Od ponad pięciu miesięcy ja, moja rodzina i należące do mnie firmy jesteśmy przedmiotem kampanii oszczerstw i nagonki medialnej. Bez mojej winy i woli nazwisko Sobiesiak stało się instrumentem walki politycznej, prowadzonej bez szacunku dla prawdy czy dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości - mówił Sobiesiak przed komisją w swobodnej wypowiedzi.

Jak zapewnił, jest człowiekiem uczciwym, "nie mającym związku z tym, co funkcjonuje w obiegu publicznym jako afera hazardowa". - Nie jestem stroną waszej afery, całe swoje życie uczciwie zarabiałem na chleb swoją ciężką pracą - podkreślił.

Przekonywał, że "ani w tej, ani w innej sprawie nikogo nie korumpował i nikomu nic nie dawał w zamian".

- Jako przedsiębiorca muszę codziennie radzić sobie w absurdalnym świecie wzajemnie sprzecznych przepisów prawnych, pracowicie tworzonych przez posłów i zwalczać bezprawne decyzje podejmowane przez bezmyślnych urzędników, opłacanych także z moich podatków - dodał Sobiesiak.

Komisja nie wyłączyła z przesłuchania Wassermanna

Członkowie hazardowej komisji śledczej nie wyłączyli z przesłuchania Zbigniewa Wassermanna (PiS), o co wnioskował pełnomocnik Ryszarda Sobiesiaka.

Przeciw wyłączeniu Wassermanna głosowało 5 posłów komisji, a 1 wstrzymał się od głosu.

Mec. Ryszard Bedryj wniosek o wyłączenie Wassermanna uzasadnił tym, że poseł wielokrotnie - podczas dotychczasowych przesłuchań przed komisją oraz w mediach - wypowiadał się o Sobiesiaku w sposób "stronniczy". Jak wyjaśnił, Wassermann mówił o Sobiesiaku m.in., że jest "kryminalistą", co - jego zdaniem - jest niedopuszczalne.

Jeszcze przed głosowaniem Wassermann powiedział, że używając słowa "kryminalista", zaznaczał, że to kolokwializm. Poseł PiS podkreślał, że jego słowa o Sobiesiaku wynikały nie z jego przekonań, ale z dokumentów, które ma komisja i pytał Sobiesiaka, czy jego wyrok skazujący za korupcję został zatarty. - Nie mam nic do dodania w tej sprawie - odpowiedział mu biznesmen.

"Nie ujawniłem źródła przecieku"

Ryszard Sobiesiak oświadczył przed hazardową komisją śledczą, że zeznając w prokuraturze w sprawie tzw. afery hazardowej nie mógł ujawnić źródła przecieku, bo o całej sprawie dowiedział się z mediów 1 października.

Sobiesiak powiedział w swojej swobodnej wypowiedzi, że "Rzeczpospolita", która przed kilkoma dniami pisała o jego styczniowym przesłuchaniu w prokuraturze, nie opublikowała całego tekstu protokołu z przesłuchania, tylko - jak uważa - "kłamliwe streszczenie plus komentarze, które uruchomiły oszczerczą kampanię".

"Rzeczpospolita" opublikowała zeznania, jakie Sobiesiak złożył w prokuraturze. Wynika z nich, że podczas spotkania 24 sierpnia 2009 roku, które dotyczyło pracy Magdaleny Sobiesiak - córki biznesmena w zarządzie Totalizatora Sportowego, Marcin Rosół (współpracownik ówczesnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego) miał jej powiedzieć, by lepiej nie ubiegała się o stanowisko członka zarządu TS, bo "są donosy" na jej "tatusia".

- Chcę kategorycznie stwierdzić: nie ujawniłem w prokuraturze rzekomego przecieku, bo nie miałem pojęcia o akcji CBA przed 1 października prowadzonej wobec mnie - oświadczył Sobiesiak. Podkreślił, że nigdy nie mówił, iż były szef gabinetu politycznego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego Marcin Rosół ostrzegł jego lub jego córkę o podsłuchach CBA. Dodał, że nie wiedział nic na temat podsłuchów założonych na jego telefony.

"Wycofałem Magdę, bo tam KGB, CBA"

Zaznaczył, że jego córka po spotkaniu z Rosołem 24 sierpnia 2009 roku w kawiarni "Pędzący Królik", ani później nie informowała go o działaniach CBA. - Mówię te słowa, mając świadomość, że zeznaję pod przysięgą - dodał.

- Moje wypowiedzi o "KGB i CBA" były komentarzem do manii podsłuchiwania wszystkich i wszystkiego. Nawiasem mówiąc, jak się okazało, nie pomyliłem się - powiedział biznesmen. Nawiązał w ten sposób do znajdujących się w stenogramach CBA cytatów z jego rozmowy z Janem Koskiem 27 sierpnia 2009 roku, podczas której mówił: "Wycofałem Magdę, bo tam KGB, CBA - jak się spotkamy to ci powiem - donosów było tyle".

Sobiesiak zeznał że donosy, o których mowa, a które skłoniły jego córkę do wycofania się z konkursu o stanowisko w Totalizatorze Sportowym, są - jego zdaniem - codziennością w branży hazardowej. Dodał, że wiedział, iż do Ministerstwa Finansów i innych urzędów wielokrotnie wpływały nieprawdziwe donosy na jego temat. - Wiem o tych faktach, bo za każdym razem byłem sprawdzany i za każdym razem okazywało się, że rzekome rewelacje były zmyślone - dodał.

Sobiesiak odniósł się też do cytowanych przez "Rz" jego zeznań w prokuraturze w sprawie długości znajomości ze Zbigniewem Chlebowskim, Mirosławem Drzewieckim i Grzegorzem Schetyną. Sobiesiak - jak podała "Rzeczpospolita" - powiedział w prokuraturze, że Drzewiecki, Chlebowski i Schetyna "byli jego kolegami". "Znam Drzewieckiego i Schetynę od około 20 lat" - cytowała zeznania Sobiesiaka gazeta.

- Moje wypowiedzi na temat długości okresu znajomości z politykami, które stały się początkiem kłamliwych twierdzeń "Rzeczpospolitej", nie są sprzeczne z tymi, które komisja słyszała od panów Schetyny oraz Drzewieckiego - powiedział dzisiaj biznesmen.

Powiedział, że staje przed komisją mając świadomość, że część osób już wydała na niego wyrok. - Ale zanim mnie powiesicie, posłuchajcie, co mam do powiedzenia w tej sprawie - mówił.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

więcej o:
hazardowa komisja śledcza,
arłukowicz,
szef klubu,
mirosław sekuła,
firmy,
świadek,
Prawo i Sprawiedliwość,
KGB,
nielegalnie,
ministerstwa,
szef CBA,
20 lat,
zieleniec,
sekuła,
Grzegorz Schetyna,
Drzewiecki,
Mariusz Kamiński,
"Rzeczpospolita",
kapica,
donosy,
zeznania,
budżet,
ryszard sobiesiak,
córki,
afera,
Kamiński,
Zbigniew Chlebowski,
Urbaniak,
pytania,
posłowie,
CBA,
biznesmen,
sobiesiak

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 34%
  • nie 66%
Ocen: 177
Zamknij

Dodatki

Prawo dopuszcza lobbing

  • Zasady działalności lobbingowej określa ustawa z 7 lipca 2005 r. Zgodnie z nią, za lobbing uważane jest każde działanie prowadzone metodami dozwolonymi przez prawo, mające na celu wywarcie wpływu na organy władzy. Taką rolę pełnią np. organizacje pracodawców, które lobbing mają zapisany w swoich statutach. »
 


Informacje dodatkowe