Twardy sen na ulicy
Jednak prawdziwe życie afgańskiej stolicy toczy się za hotelowym murem. Smród rynsztoków i spalin miesza się z zapachem szaszłyków, pieczonych na straganach, stojących na chodnikach, a czasami wprost na ulicy. Bywa bowiem, że chodniki są za wąskie, by pomieścić całą masę handlarzy, kupczących dosłownie wszystkim - od niesamowicie czerwonych pomidorów, przez wszelaką elektronikę, po stare książki, wśród których można odnaleźć oksfordzkie podręczniki do nauki angielskiego i francuskie książki kucharskie.
Chodnik to również idealne miejsce dla mini-rzeźni i warsztacików rowerowych, na chodniku - siedząc w kucki - można godzinami rozłupywać słodkie orzechy. Wreszcie, właśnie na chodniku, można sobie uciąć popołudniową drzemkę. Nikomu w każdym razie nie przeszkadzają zalegający mężczyźni, których ciała, nawet z bliska, wyglądają jak martwe...
Nikt też specjalnie nie przejmuje się beznogim żebrakiem, siedzącym na środku jednej z głównych ulic. Pośród tysięcy w większości rozklekotanych samochodów, których kierowcy jeżdżą jak nawiedzeni. I nad którymi, w żaden sposób, nie są w stanie zapanować ubrani w operetkowe mundury policjanci drogówki...
Cudem unikają korków
Kabul zaskakuje. Cieszący się nie najlepszą sławą afgańscy taksówkarze tu pokazują się z lepszej strony. Luksusów nie zapewniają - przeciwnie, ich auta to najczęściej pobijane starocie, dobrze, jeśli z szybami i kierownicą po lewej stronie. Bywa też, że nie bardzo wiedzą, o co klientowi chodzi. Gubią się i kręcą po kabulskich zaułkach, co dla cudzoziemców o słabszych nerwach oznacza nie lada stres. Generalnie jednak dowożą na miejsce, jakimś cudem unikając stania w kabulskich korkach.
Sześć lat po upadku talibów nikogo nie dziwią reklamy lokalnej sieci komórkowej, pełne zachodnich towarów sklepy, siłownie czy zakłady fryzjerskie. Nie zaskakuje widok kobiet ubranych w spodnie i skromną chustę. Ale żeby ubrana w burkę matka z dzieckiem na ramieniu sama prosiła cudzoziemca o zrobienie zdjęcia?
- Trzeba jej zapłacić dolara - wyjaśnia niezastąpiony Ahmi. - Biznes to biznes - dodaje z łobuzerskim uśmiechem i znów usiłuje wcisnąć paczkę gum...
Marcin Ogdowski, Korespondencja z Afganistanu
Sprawdź: Spodnie damskie, Spodnie męskie












~Kabir Chan
Nareszcie czytam tekst, który pokrywa się z moimi artykułami , które wcześniej do Redaktora wysła...
~lena
...no i dobrze, dolary tam to bogactwo a dla nas? Gdyby każdy turysta zapłacił takiemu małemu prz...
~adi
coz mozna powiedziec, wojna to pieniadze!!! czy jast lepszy interes???!!!
~A.
wojny? Hmmm?
~AS
NIE LUBIĘ NATRĘTSTWA JEŚLI CZEGOŚ NIE CHCE KUPIĆ TO NIE KUPUJĘ CHCĘ TĄ GUMĘ TO KUPIĘ OD NIEGO ALE...
~A.
zrozumieć to "natręctwo"?
dodaj komentarz »wszystkie wątki »