70. rocznica wyzwolenia Auschwitz

Niemiecki polityk: Nieobecność Putina w Auschwitz to był jego błąd

W centrum uroczystości upamiętniających wyzwolenie Auschwitz znalazły się ofiary i ich los. Ale nieobecność Putina na uroczystościach to był jego błąd. Każdy, kto czuł taką potrzebę, tutaj był - mówi Dietmar Nietan*.

DW: Wziął Pan udział w oficjalnych obchodach 70-tej rocznicy wyzwolenia byłego obozu Zagłady Auschwitz-Birkenau. Jak Pan odebrał tegoroczne uroczystości?

Reklama

Dietmar Nietan*: - Relacje byłych więźniów obozu, które stały w ich centrum, dogłębnie mnie poruszyły. Jestem pod wrażeniem ich przemówień. Uświadamiają nam, że na naszym i na następnych pokoleniach ciąży odpowiedzialność, aby świadectwo przeszłości trwało.

Podczas swojego przemówienia przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Ronald Lauder powiedział, że z powodu rosnącego antysemityzmu Europa przypomina dziś bardziej rok 1933 niż 2015. Jak Pan przyjął takie porównanie?

- Te słowa na pewno polaryzują. Obserwując wzrost przejawów antysemityzmu i ataków na żydowską społeczność w Europie można zrozumieć, że Ronald Lauder dał się ponieść emocjom i użył takiego porównania. Muszę jednak przyznać, że przy całej krytyce Europy, takie porównanie jest dla mnie zbyt daleko idące i nie jest pomocne.

W ciągu ostatnich tygodni pojawiło się wiele komentarzy na temat nieobecności Władimira Putina na uroczystościach. Czy odgrywało to dziś jakąś rolę podczas rozmów gości przed i po ceremonii?

- Na ten temat rzeczywiście wiele się mówiło od dłuższego czasu, ale dziś podczas ceremonii już nie. W centrum uroczystości znalazły się ofiary i ich los. Z mojego punktu widzenia nieobecność Putina to był błąd.

Błąd Putina czy jakiś inny błąd?

- To był jego błąd. Wiadomo było, że w tym roku w centrum ceremonii znajdą się byli więźniowie obozu Zagłady i dlatego nie było specjalnych zaproszeń dla specjalnych gości. Ale każdy, kto czuł taką potrzebę, dziś tutaj był.

Na kilka dni przed uroczystościami szef polskiego MSZ powiedział, że Auschwitz wyzwolili Ukraińcy. Prezydent Komorowski podkreślił w czasie uroczystości, że "obóz oswobodzili żołnierze 60. Armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej", a następnie wkroczyła tam 100. Lwowska Dywizja Piechoty. Jak odebrał Pan tą wypowiedź?

- Myślę, że stwierdzenie, że Auschwitz wyzwolili Ukraińcy nie odpowiada historycznej prawdzie. Takie wypowiedzi uświadamiają, iż aktualne wydarzenia na świecie, także na Ukrainie, zawsze wpisują się historyczny kontekst. Rozumiem to, że polski prezydent przytoczył dziś historyczne fakty. Ale myślę też, że w taki dzień powinniśmy przede wszystkim pamiętać o ofiarach. Historyczne porównania są w takiej sytuacji raczej ryzykowne.

Dziś "Gazeta Wyborcza" opublikowała wyniki sondażu, z których wynika, że ponad 40 proc. Polaków kojarzy Auschwitz przede wszystkim z męczeństwem narodu polskiego, a mniej z zagładą Żydów. Wyjątkiem są młodzi ludzie, którzy częściej to miejsce kojarzą z Zagładą. Jak Pan ocenia te wyniki?

- Naturalnie, że trzeba zwracać uwagę, iż wśród ofiar Auschwitz były różne narodowości i grupy religijne. Ale systematyczne unicestwianie Żydów nabrało tu szczególnego charakteru. Każda ofiara - zarówno polska Żydówka, czy prawosławny rosyjski jeniec - to była jedna ofiara za dużo. Ale trzeba podkreślić, że nazistowska machina Zagłady sięgnęła zenitu właśnie w ideologii i odczłowieczeniu Żydów. Podkreślając to nie pomniejszamy innych ofiar. Jest zrozumiałe, że w Polsce w pierwszej linii pamięta się o polskich ofiarach. Wynika to z historii, również z historii Auschwitz, które początkowo naziści chcieli wykorzystać do wyniszczenia polskich elit i ruchu oporu. Mimo to powinno być możliwe stwierdzenie, że na końcu obóz Zagłady Auschwitz-Birkenau był jednym z wielkich kroków do unicestwiania narodu żydowskiego.

Jak sobie Pan wyobraża obchody rocznicowe za dziesięć lat, kiedy świadków będzie jeszcze mniej?

- Mam nadzieję, że będzie wtedy możliwe, aby w uroczystościach aktywniej wzięło udział młodsze pokolenie. Bo to na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za to, aby coś tak strasznego już nigdy się nie powtórzyło. Wydaje mi się też, że za dziesięć lat będzie jasne, iż choć w osiągnięciu tego celu konieczna jest odwaga osobista i walka o prawa człowieka oraz demokrację, to równie ważna jest współpraca międzynarodowa, solidarność oraz ciągłe starania o pokój. To powinna być nauka, jaką wyciągniemy z doświadczeń przeszłości.

Rozmawiała Róża Romaniec, Redakcja Polska Deutsche Welle

* Dietmar Nietan (ur. 1964), polityk niemieckiej socjaldemokracji (SPD), poseł do Bundestagu, w klubie poselskim SPD odpowiada m. in. za sprawy polskie. Od 2010 roku prezes Federalnego Zrzeszenia Towarzystw Niemiecko-Polskich.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje