Kaleta: Mąż i córka Hanny Gronkiewicz-Waltz muszą zwrócić łącznie ponad 2 mln zł

"Córka i mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz uzyskali z reprywatyzacji kamienicy przy Noakowskiego 16 po 1,087 mln zł. Muszą je zwrócić na konto miasta" - powiedział członek komisji weryfikacyjnej Sebastian Kaleta. Dodał, że deklaracja Andrzeja Waltza o zwrocie tej kwoty świadczy o szacunku dla prawa.

Kaleta potwierdził, że komisja otrzymała pismo od męża prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz - Andrzeja Waltza, w którym prosi on o wskazanie numeru konta bankowego, na który ma przelać pieniądze uzyskane w związku z reprywatyzacją kamienicy przy Noakowskiego 16. Podobne pismo przesłała do komisji córka prezydent Warszawy - Dominika Waltz-Komierowska. Dodał, że taki numer konta zostanie im podany.

Reklama

"Pozostali członkowie rodziny, osoby, które zostały wskazane w decyzji komisji jako te, które powinny zwrócić nienależne świadczenia, do tej pory takich oświadczeń, analogicznych, nie złożyły" - powiedział Kaleta. Dodał, że "te środki będą w przyszłości przeznaczone na wypłatę m.in. odszkodowań dla mieszkańców, którzy byli poszkodowani reprywatyzacją Noakowskiego 16, jako rekompensatę za krzywdy, których doznali wskutek reprywatyzacji".

22 grudnia ub.r. komisja weryfikacyjna uznała, że decyzja reprywatyzacyjna z 2003 r. ws. nieruchomości przy Noakowskiego 16 została podjęta z naruszeniem prawa. Komisja zobowiązała też beneficjentów reprywatyzacji do zwrotu równowartości nienależnego świadczenia w wysokości ponad 15 mln zł. Chodzi o nieruchomość, do której część praw nabył w 2003 r. m.in. mąż prezydent stolicy.

Z łącznej kwoty świadczeń spadkobiercy rodzina Waltzów miałaby zapłacić 5,4 miliona złotych, z czego Andrzej Waltz oraz Dominika Waltz-Komierowska zostali zobowiązani przez komisję weryfikacyjną do zwrotu każde po 1 mln 87 tys. zł, które uzyskali z transakcji na podstawie nienależnego im - zdaniem komisji - zwrotu części praw do kamienicy.

W środę po południu do biura podawczego Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęły dwa osobne pisma od Dominiki i Andrzeja Waltzów, w którym deklarują oni zwrot pieniędzy za kamienicę Noakowskiego 16. W pismach proszą o wskazanie przez komisję weryfikacyjną numeru konta bankowego, na który mają przelać pieniądze. Zadeklarowali jednocześnie, że zamierzają wykorzystać środki zaskarżenia, odwołując się w całości od decyzji komisji.

10 innych osób też ma zwrócić pieniądze

Na czwartkowej konferencji prasowej w Ministerstwie Sprawiedliwości Kaleta przyznał, że z rodziny Waltzów jeszcze dwie osoby powinny zwrócić środki uzyskane w związku z reprywatyzacją kamienicy przy Noakowskiego 16. Spoza tej rodziny, jest to jeszcze osiem osób.

Jak mówił, wnioski egzekucyjne, które komisja weryfikacyjna może złożyć w związku z nadaniem decyzji rygoru natychmiastowej wykonalności nie zostały jeszcze rozesłane. Przyznał, że nienależne pieniądze trafią na rachunek stołecznego Ratusza.

Poseł PiS Paweł Lisiecki z komisji weryfikacyjnej zaznaczył, że "wszelkie środki ze sprzedaży tej kamienicy nie powinny się należeć beneficjentom wymienionym w decyzji zwrotowej, stąd te pieniądze powinny wrócić do miasta".

Kaleta dodał, że środki te będą w przyszłości przeznaczone na wypłatę m.in. odszkodowań dla mieszkańców, którzy byli poszkodowani reprywatyzacją Noakowskiego 16, jako rekompensatę za krzywdy, których doznali wskutek reprywatyzacji.

"Waltz szanuje prawo"

Pytany, ilu mieszkańców kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 zwróciło się do komisji o odszkodowanie odparł: "Jeszcze nie jest czas na to, żeby składać takie wnioski. Ustawa jasno mówi, że decyzja musi być ostateczna, żeby taki wniosek móc skutecznie złożyć. Mieszkańcy fizycznie nie mogą rozpocząć tych postępowań".

Jak tłumaczył Kaleta, decyzja komisji uprawomocnia się, gdy minie termin 30 dni od jej wydania lub komisja weryfikacyjna wyda rozstrzygnięcie wskutek rozpoznania wniosku o ponowne rozpoznanie. "Rozstrzygnięcie wniosków może być związane z wyrokami sądów administracyjnych" - dodał.

Kaleta zapowiedział, że w ciągu miesiąca może nastąpić moment, w którym będzie można składać wnioski o odszkodowania. Zastrzegł jednak, że ich rozstrzygnięcie może być związane z wyrokami sądów administracyjnych.

Według niego, Andrzej Waltz deklarując chęć zwrotu pieniędzy szanuje obowiązujące prawo. Dodał, że komisja szanuje natomiast to, że Andrzej Waltz chce się odwołać od decyzji komisji.

"Natomiast jego żona, która pełni bardzo ważną funkcję w życiu publicznym jako prezydent m. st. Warszawy, tego rodzaju elementarnego szacunku do obowiązującego w Polsce prawa nie reprezentuje" - ocenił Kaleta.

Lisiecki dodał, że odwołanie się od decyzji komisji przez Andrzeja Waltza "spowoduje, że z opóźnieniem zostaną wypłacone odszkodowania na rzecz ewentualnych poszkodowanych lokatorów". "To niestety prawdopodobnie jest przekalkulowane przez rodzinę Waltzów" - zaznaczył.

Kaleta ocenił, że "gdyby nie komisja nie mielibyśmy dzisiaj sytuacji, że bezprawnie zwrócone środki wrócą do miasta". "Gdyby nie komisja nie wiedzielibyśmy, że ta reprywatyzacja dotyczyła kamienicy, która została skradziona" - dodał.

Zwrócił też uwagę, że mimo apeli mieszkańców władze nieskutecznie szukały dokumentów dot. kamienicy. "My te dokumenty znaleźliśmy i skutecznie wskazaliśmy okoliczności przejęcia po wojnie kamienicy Noakowskiego 16. Pokazujemy, że komisja może skutecznie robić to, czego za rządów Platformy Obywatelskiej inne instytucje nie były w stanie zrobić" - mówił Kaleta.

Co ustaliła komisja?

Komisja weryfikacyjna wskazała w uzasadnieniu decyzji z 22 grudnia 2017 r., że umowa sprzedaży z grudnia 1945 r., na podstawie, której nabyto prawo własności nieruchomości, została oparta o sfałszowane dokumenty i nie doszło do skutecznego nabycia tych praw.

Przedwojennymi właścicielami kamienicy były osoby pochodzenia żydowskiego, które zginęły w czasie II wojny światowej. W 1945 r. Leon Kalinowski, wraz z Leszkiem Wiśniewskim i Janem Wierzbickim, zaczął posługiwać się w warszawskich urzędach antydatowanym na czas sprzed wojny pełnomocnictwem właścicieli do dysponowania przez niego ich nieruchomością; miał on sfałszować akt notarialny i wypisy z niego.

Dzięki temu Kalinowski sprzedał kamienicę Romanowi Kępskiemu (wujowi Andrzeja Waltza) i Zygmuntowi Szczechowiczowi. Potem okazało się, że wojnę przeżyła Maria Oppenheim, żona jednego z dawnych właścicieli, która wykazała oszustwo. Pod koniec lat 40. Kalinowski został skazany na więzienie. Sąd unieważnił też wtedy pełnomocnictwa, którymi się posługiwał.

Po wydaniu "dekretu Bieruta", Kępski i Szczechowicz wszczęli - jako pokrzywdzeni przez dekret - postępowanie o ustanowienie prawa własności czasowej gruntu pod kamienicą, czego odmówiono im w 1952 r. W 2001 r. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło orzeczenie z 1952 r. W 2003 r. prezydent m.st. Warszawy ustanowił prawo użytkowania wieczystego nieruchomości na rzecz kilkunastu spadkobierców Kępskiego i Szczechowicza, w tym - Andrzeja Waltza i jego córki. W 2007 r. 91 proc. udziału kamienicy nabyła od nich Fenix Group.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje