Rabiej: Chciałbym być prezydentem Warszawy

Nie liczę na to, że komisja weryfikująca reprywatyzację w Warszawie przyniesie efekty. Chodzi tu raczej o igrzyska, a nie o przywrócenie sprawiedliwości - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM polityk Nowoczesnej Paweł Rabiej. Powtórzył również, że w Warszawie potrzebna jest dymisja Hanny Gronkiewicz-Waltz i referendum. Równocześnie przyznał: "Chciałbym być prezydentem stolicy".

Robert Mazurek: Czy liczy pan na to, że komisja weryfikująca zwroty nieruchomości w Warszawie przyniesie jakieś efekty?

Paweł Rabiej: - Nie liczę na to, dlatego że to raczej chodzi o igrzyska, a nie o przywrócenie sprawiedliwości. Dużo rzeczy budzi nasze uzasadnione wątpliwości - wchodzenie tej komisji w kompetencje sądów, kwestia tego, że ona będzie mogła robić wpisy do ksiąg wieczystych, a także kompetencji samych osób, które tam wchodzą - no w końcu to będą politycy, którzy mają rozstrzygać o ważnych sprawach własnościowych.

Reklama

Minister Jaki mówił wczoraj, że będzie miała te same kompetencje, które ma i tak prezydent Warszawy.

- Można to i tak tłumaczyć, ale pytanie dlaczego w takim razie tych kwestii związanych z reprywatyzacją nie mogą rozstrzygać prokuratura, która ciągle przecież funkcjonuje i sądy... A powinna.

Bo prokurator nie ma tych kompetencji, na przykład tych, które ma prezydent miasta.

- Panie redaktorze, jeżeli chcemy podważyć kwestie związane z reprywatyzacją, to od tego jest prokuratura w państwie, która sprawnie działa, i sądy. Ja mówiłem ministrowi Jakiemu zresztą, że bez ustawy reprywatyzacyjnej, rozsądnej ustawy reprywatyzacyjnej, którą PiS powinien mieć odwagę uchwalić, nie załatwimy kwestii reprywatyzacji, a ona wymaga zamknięcia raz na zawsze i rozwiązania tej kwestii, a nie tylko dawania igrzysk ludziom.

Z drugiej strony argument, że to prawnicy są tą grupą, która najbardziej korzysta na całej aferze reprywatyzacyjnej, jednak trafia do wielu ludzi.

- Ale to prowadzi nas do absurdu. Do absurdu takiego, że nie mamy państwa, które sprawnie funkcjonuje. Jeżeli musimy sięgać po jakieś rewolucyjne komisje, po jakieś rozwiązania nadzwyczajne, to jest pytanie, czy nasze państwo funkcjonuje w sposób właściwy, czy prokuratura i sądy funkcjonują w sposób właściwy. Ja rozumiem, że minister Jaki daje na to odpowiedź, że nasze państwo nie funkcjonuje i to jest odpowiedź, która mnie kompletnie nie satysfakcjonuje.

Ale to już powiedział wcześniej minister spraw wewnętrznych, pan Bartłomiej Sienkiewicz - że nasze państwo istnieje tylko teoretycznie.

- Tak, ale za czasów PO było wiele niedociągnięć. Natomiast dzisiaj mamy burzenie i podpalanie instytucji. Ja bym naprawdę oczekiwał, żeby tego rodzaju naprawdę ważne kwestie, jak reprywatyzacja, były rozstrzygane w tych miejscach, które powinny je rozstrzygać, czyli prokuratura i sąd.

Reprywatyzacja, a raczej problemy z nią, wzięły się z czegoś. Z niedociągnięć w Warszawie - to bardzo eufemistycznie powiedziane. Pan powiedział tak: Hanna Gronkiewicz-Waltz straciła mandat do rządzenia miastem, chowa się za plecami współpracowników, a ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za całą sytuację.

- Tak, pani prezydent ponosi bezpośrednią, zarządczą odpowiedzialność za całą sytuację. Wiedziała doskonale, że kwestia reprywatyzacji jest trudna. To jest kwestia niezałatwiona oczywiście przez wszystkie poprzednie rządy i trzeba to uczciwie przyznać. Ale pani prezydent jako osoba, która kieruje miastem, która zarządza miastem, powinna mieć pełną świadomość, że odpowiada również za jakość procesów reprywatyzacyjnych, no i nie dopilnowała tego.

Ale to co, problem polega na tym, że po prostu nie przypilnowała urzędników? Tylko to?

- Nie tylko to. To jest kwestia taka, że jeżeli mamy zawikłaną sytuację prawną, a w kwestii reprywatyzacji rzeczywiście tak było, to prezydent miasta powinien zrobić wszystko, żeby dbać o majątek miejski, dbać o lokatorów - i mam wrażenie, uzasadnione po tych wszystkich historiach, o których czytamy, że takiej troski ze strony pani prezydent nie było.

Potrzebne jest nowe otwarcie w stolicy, potrzebne jest referendum - to mówił kto? Paweł Rabiej.

- Tak, mówiłem to. Mówiłem, że potrzebna jest dymisja pani prezydent, dlatego że sytuacja w Warszawie do tego dojrzała. To byłoby zresztą takie honorowe wyjście z twarzą, pani prezydent z niego nie skorzystała. Potrzebne jest referendum i potrzebne jest nowe otwarcie, bo trudno urzędowi...

Czy ja dobrze rozumiem, że - po pierwsze - wzywa pan do dymisji Hannę Gronkiewicz-Waltz?

- Wzywałem już wielokrotnie. Wzywałem też do tego, żeby było referendum (zarządzone) przez Radę Miasta. Niestety i Rada Miasta, i pani prezydent pozostaje ciągle głucha na te wezwania obywateli i polityków.

Ale jeżeli tak, to powinien pan poprzeć pana Guziała i jego komitet zbierający podpisy pod wnioskiem o referendum.

- Mówiliśmy, że obywatele powinni się pod tym wnioskiem podpisywać, dlatego że to weryfikuje...

A pan nie wsparł Guziała.

- Podpisałem się pod tym wnioskiem również, jako obywatel. Zdecydowanie. To jest tak, że referendum jest najlepszą drogą do tego, żeby sprawdzić, czy pani prezydent ma mandat do rządzenia miastem, czy też tego mandatu nie ma.

Politycy Platformy mówią tak: Jesteście pożytecznymi idiotami, bo to toruje tylko drogę do komisarza wprowadzonego przez PiS.

- Platforma niestety myśli w stary sposób, bardzo stary sposób. I to nie rozwiązuje problemu. Myślę, że w ogóle dzisiaj w polityce powinniśmy myśleć nie w kategoriach okładania się kijami, tylko w kategoriach takich, czy jesteśmy w stanie rozwiązać jakieś problemy. Zresztą w rozmowie, którą pan ze mną przeprowadził do "Rzeczpospolitej", staram się to właśnie pokazać. Że mamy dość państwa, które jest rządzone przez polityków okładających się tylko i wyłącznie kijami. Szukajmy rozwiązań takich kwestii.

W rozmowie, która ukaże się jutro w "Plusie i minusie" - dodatku do "Rzeczpospolitej" - mówi pan tak: Mnie od początku interesowała Warszawa, chciałem być jej prezydentem.

- Tak, chciałbym być prezydentem Warszawy. Interesuje mnie to. Natomiast Nowoczesna wystawi kandydata lub kandydatkę na prezydenta wtedy, kiedy przyjdzie czas wyborów. A wszystko wskazuje na to, że jednak - ponieważ nie będzie dymisji, nie będzie referendum - to będzie to dopiero za dwa lata.

No dobrze. To w takim razie ja jako obywatel Warszawy mam takie pytanie. Co ja z tego będę miał, że pan zostanie prezydentem?

- No, powiedziałbym tak mało górnolotnie, że lepszą jakość życia, ale ona dzisiaj dla warszawiaków jest najlepsza. Ja dużo myślałem o tym, jak można Warszawę zmienić. Mieszkam tutaj od 25 lat. To jest miasto mojego wyboru. Sądzę, że na pewno bardzo by pomogła poprawa komunikacji, np. autobusy elektryczne. Mam parę takich pomysłów bardzo konkretnych, ale mam też parę marzeń. Na przykład muzeum fotografii w Warszawie. Fotografia jest taką sztuką, która bardzo łączy. Mamy świetną szkołę fotograficzną, więc dobre bulwary przy Wiśle plus muzeum fotografii, myślę że byłoby bardzo ciekawe dla mieszkańców. Może by pan się tam wybrał kiedyś.

Eh... Ta Wisła to zapładnia polityków. Hanna Gronkiewicz-Waltz obiecywała wodoloty po Wiśle.

- Naprawdę?

Naprawdę.

- Ale to trochę mogłoby się nie udać, bo jednak Wisła jest dość płytka.

W kampanii w 2006 roku obiecywała, że będzie szybka komunikacja wodolotowa. Poważnie.

- No, trzeba mieć marzenia. Natomiast myślę, że lepsze byłoby, gdyby pani prezydent...

Tak samo jak pańskie muzeum fotografii?

- Nie. Muzeum fotografii jest realne. Miasta prześcigają się trochę w takiej rywalizacji o kwestie kulturalne i myślę, że to byłoby ciekawe.

A czy w takiej Warszawie - spytałem o to w "Rzeczpospolitej", ale spytam również tutaj - byłoby miejsce na przykład na pomnik Lecha Kaczyńskiego?

- Byłoby miejsce, Warszawa jest dużym miastem. Jest w nim miejsce na wiele pomników - pomnik smoleński, pomnik Lecha Kaczyńskiego, pomnik Tadeusza Mazowieckiego. Z  resztą my też namawiamy do tego, żeby w XXX-lecie 1989 roku uczcić i te przemiany i ten przełom i Tadeusza Mazowieckiego takim pomnikiem.

O ile Tadeusz Mazowiecki nie wzbudza takich kontrowersji, to pomnik Lecha Kaczyńskiego owszem - wzbudza.

- Jest wielu warszawiaków, którzy chcieliby takiego pomnika. Warszawa jest naprawdę dużym miastem, jest w niej dużo dobrej przestrzeni. Nie widzę powodu, dla którego nie należałoby o tym rozmawiać.

Mało który polityk Nowoczesnej może o sobie powiedzieć, że zna Jarosława Kaczyńskiego od 25 lat.

- Nie znam od 25 lat, poznałem go na początku lat dziewięćdziesiątych, ale moja znajomość nie była kontynuowana, tak.

Jeździł pan z nim do Sarajewa.

- Tak, byliśmy na takiej wyprawie, która miała pomóc nam przyjrzeć się, co dzieje się w krajach byłej Jugosławii.

To był 1993 rok i bardzo wąskie grono ścisłych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

- Tak, ale ja właśnie uważam, że to jest też ważna rzecz w polskiej polityce, żebyśmy oddzielali sprawy, takie jak znanie się z kimś i takie traktowanie kogoś jako człowieka, szanowanie go, od takiej ostrej walki politycznej. Bo dzisiaj mogę krytykować bardzo ostro Jarosława Kaczyńskiego i robię to nazywając go uzurpatorem, który atakuje Trybunał Konstytucyjny i niszczy polskie państwo ogniem, mieczem i żelazem, zawłaszcza je. Natomiast nie zmienia to faktu, że mam szacunek do niego jako osoby.

Stara miłość nie rdzewieje.

- O nie, nie, nie. To powiedziałbym, że to już jest...

Miłość polityczna, na Boga. "Imponowało mi jego zdecydowane podejście do kwestii dekomunizacji, lustracji i przywrócenia jakiejś sprawiedliwości społecznej. On miał w tym sporze rację". To pan o Kaczyńskim.

- Tak, to ja. Ja uważam, że dzisiaj politykom w Polsce brakuje odwagi, brakuje wizji i odpowiedzialności. Wtedy - podkreślam - wtedy, na początku lat dziewięćdziesiątych Jarosław Kaczyński miał te cechy, dzisiaj to są rzeczy niezbędne w polityce. Dzisiaj ma je Nowoczesna, dzisiaj mamy je my.

Naturalnie. Ale jeżeli on wtedy miał rację, to pan powinien popierać ustawą dezubekizacyjną, czyli odbierającą wysokie emerytury esbekom i milicjantom.

- Tak, no to jest ewidentna niesprawiedliwość, natomiast przykre też jest to, że ta ustawa pojawiła się tak późno, bo jednak mamy dwadzieścia kilka lat po transformacji. Był na to czas dużo wcześniej, jest oczywiście kwestia ochrony praw nabytych i myślę, że te osoby będą protestowały przeciwko odebraniu im uprawnień.

Ale pan jest za czy przeciw?

- Natomiast z moralnego, z etycznego punktu widzenia jest to rozwiązanie słuszne, żeby odebrać funkcjonariuszom SB tak wysokie uposażenia, zmniejszyć im emerytury.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje