Sprawa ul. Mokotowskiej 63. Świadek: Nie zgadzałam się z decyzją zwrotową

"Nie zgadzałam się na podpisanie decyzji zwrotowej w sprawie Mokotowskiej 63" - oświadczyła w środę przed komisją weryfikacyjną Agata Szpakowska-Ignaczak, która była referentem sprawy. Dodała, że to przełożeni wydali jej polecenie, by przygotować taką decyzję i podpisać się pod nią.

Na rozprawie komisja weryfikacyjna bada sprawę zreprywatyzowanej w 2011 r. nieruchomości przy ul. Mokotowskiej 63. Połowę praw do niej uzyskała była pracownica Ministerstwa Sprawiedliwości Marzena K. W połowie ub. roku sprzeciw wobec reprywatyzacji wyraziła prokuratura. Nieruchomość została zwrócona chociaż już w 2004 r. odmówiono reprywatyzacji kamienicy przy Mokotowskiej.

Reklama

Na wstępie świadek powiedziała, że nie pracuje w urzędzie miasta od siedmiu lat, zwolniła się w czerwcu 2011 r. i od tamtego czasu nie miała styczności z aktami ws. Mokotowskiej 63.

Odpowiadając na pytania przewodniczącego komisji Patryka Jakiego, świadek powiedziała, że wniosek ws. reprywatyzacji Mokotowskiej 63 został złożony po terminie. Zaznaczyła jednak, że pojawiło się nowe orzecznictwo, jednak nie pamiętała szczegółów.

Wątpliwości

"Miałam pewne wątpliwości, czy wszystko zostało w tej sprawie sprawdzone i uważałam, że nie powinna być na tym etapie postępowania wydana decyzja pozytywna" - zeznała świadek.

Dopytywana, dlaczego mimo to wydano decyzję o zwrocie w 2011 r., odpowiedziała: "tak zadecydowali moi zwierzchnicy". Wskazała m.in. na Jakuba R.

Jak mówiła, przełożeni wydali jej polecenie, żeby przygotować decyzję pozytywną o zwrocie i podpisać się pod nią.

"Nie zgadzałam się na podpisanie tej decyzji, wszystko przedstawiłam w moim piśmie do dyrektora Jakub R., dlaczego nie chcę parafować tej decyzji (...). Nie uznano moich wątpliwości i kazano mi podpisać decyzję" - zeznała świadek.

Jak mówiła, jej kierownik przychodził do pokoju i pytał się, czy już podpisała decyzję.

"Byłam wezwana do dyrektora i przy tej rozmowie był mój kierownik i naczelnik. Miałam przedstawić moje wątpliwości, przedstawiłam te wątpliwości dosyć niejasno, bo byłam zdenerwowana" - zeznała świadek.

Dodała, że przedstawiła swoje wątpliwości na piśmie w 2011 r. Pismo to, jak dodała, skopiowała i wzięła ze sobą zwalniając się z pracy właśnie w 2011 r.

"Cały czas czułam, że coś jest nie tak w tej sprawie, nie byłam do końca przekonana, też nie uważałam, że mam rację, moi przełożeni mają szerszą wiedzę (...). Twierdziłam, że widocznie te moje wątpliwości nie są zasadne" - powiedziała świadek.

Jak dodała, "czuła się wręcz osamotniona w urzędzie przedstawiając swoje wątpliwości". Dodała, że początkowo odmówiła parafowania decyzji, jednak finalnie to zrobiła. "Czułam nacisk i już trzeba było coś z tym zrobić" - dodała świadek.

Reprywatyzacja zgodna z prawem?

Pytana przez Jakiego, czy jest zdania, że reprywatyzacja Mokotowskiej 63 była niezgodna z prawem, odparła: "nie, nie jestem przekonana". "Nie znam do końca szczegółów tej sprawy i tak nie uważam" - zaznaczyła świadek.

Jaki zwracał uwagę, że ws. Mokotowskiej 63 była decyzja o odmowie zwrotu wydana w 2004 r. przez prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego, którą następnie potwierdził wojewoda. Dodał, że takie rozstrzygnięcie potwierdził już za rządów PO też radca prawny z ratusza oraz zespół koordynujący.

Na początku rozprawy przedstawiciel PO w komisji Robert Kropiwnicki złożył wniosek o poszerzenie listy świadków o Jakuba R. oraz obecnego zastępcę koordynatora ds. służb specjalnych Macieja Wąsika. Wąsik w 2011 r. był radnym i szefem klubu radnych PiS w radzie miasta.

Jaki podkreślił, że Jakub R. jest w areszcie i nie może zeznawać. Natomiast postulat dotyczący wezwania Wąsika to próba "zrzucenia odpowiedzialności" za aferę reprywatyzacyjną. "To jest próba opryskania ludzi, którzy kierują teraz CBA i walczą z korupcją" - powiedział Jaki.

W głosowaniu komisja odrzuciła wnioski posła PO.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje