"Szwindel śmierdzący na kilometr". Zeznania w sprawie reprywatyzacji

"Sprawa zwrócenia w 2011 roku kamienicy wydanej blisko 130-letniemu Józefowi Pawlakowi to był szwindel śmierdzący na kilometr. Ktoś szukał frajera" - zeznał we wtorek mieszkaniec Łochowskiej 38 Bogusław Bocheński.

Komisja weryfikacyjna bada we wtorek reprywatyzację kamienicy przy ul. Łochowskiej 38 na warszawskiej Pradze-Północ. Po budynek zgłosił się Zbigniew Lichocki - kurator reprezentujący Józefa Pawlaka, jednego z czterech spadkobierców nieruchomości, który urodził się w 1883 r., czyli w 2011 r. miałby 128 lat.

Reklama

Stołeczny BGN wydał decyzję o zwrocie kamienicy w 2011 r., jednak nie doszło do jej wydania po interwencji burmistrza Pragi-Północ Wojciecha Zabłockiego (PiS).

Anna Walkiewicz, inna mieszkanka kamienicy zeznała, że od 1972 roku mieszka w kamienicy przy Łochowskiej, gdzie wprowadziła się do rodziny męża. Dodała, że o samej reprywatyzacji budynku dowiedziała się 18 lat temu. Wówczas również dowiedziała się, że znalazł się kurator reprezentujący Józefa Pawlaka.

Lokatorka została zapytana przez przewodniczącego komisji Patryka Jakiego o Józefa Pawlaka - jednego z właścicieli. Jak mówiła, z opowieści teściowej wie, iż był samotny i nie miał spadkobierców; zaginął przed Powstaniem Warszawskim. Po II wojnie światowej Pawlak się już nie pojawił.

Jak zeznała świadek, sama nie widziała kuratora na terenie Łochowskiej. Walkiewicz zeznała, że połowa kamienicy obecnie stoi pusta, bo część mieszkańców w związku ze złymi warunkami do mieszkania się wyprowadziła. Zaznaczyła, że "sama żyje w pewnym zawieszeniu" w związku ze sprawą reprywatyzacji.

"Szwindel śmierdzący na kilometr"

Inny lokator, Bogusław Bocheński, zeznał, że przy Łochowskiej mieszka od urodzenia, czyli od czasów Powstania Warszawskiego. Patryk Jaki pytał o dawnego właściciela nieruchomości - Józefa Pawlaka. Świadek odpowiedział, że "pan Pawlak był znaną osobą, był Żydem, ale bardzo szanowanym człowiekiem". Dodał, że "zniknął nagle"; mówił, że "bał się" albo "został wywieziony do Niemiec". "Od tamtej pory nigdy więcej się nie pokazał. Po wojnie już żył tylko we wspomnieniach ludzi" - dodał.

"Wiedzieliśmy, że pan Pawlak był samotnym człowiekiem, nie miał żadnej rodziny, nikogo z krewnych" - mówił mieszkaniec. Dodał, że sama reprywatyzacja i pojawienie się kuratora było dla mieszkańców wielkim zaskoczeniem.

Jaki dopytywał o reakcję mieszkańców na decyzję z 2011 roku o przyznaniu kamienicy na rzecz Józefa Pawlaka oraz innych spadkobierców. Świadek odpowiedział, że "uważał to za szwindel, który śmierdział na kilometr". "Po prostu ktoś szukał frajera na damskie szpilkowe - tak się u nas mówi na Pradze" - powiedział Bocheński. Dodał, że "to byłby rekord świata, jakby ktoś tyle żył".

Bocheński przyznał, że los kamienicy wciąż jest niejasny.

"Wydawało nam się, że jest to teoretycznie możliwe jeszcze, aby żył"

Kurator Józefa Pawlaka - Zbigniew Lichocki, który na początku stycznia zgłosił listownie komisji, że na rozprawie się nie zjawi w związku z wcześniej już zaplanowanym urlopem powiedział, że jednak "zmienił plany".

W oświadczeniu Lichocki zeznał, że ok. 2008-2009 roku otrzymał propozycję, aby zostać kuratorem dla nieznanego z miejsca pobytu Józefa Pawlaka. Jednak nie był sobie w stanie przypomnieć od kogo otrzymał tę propozycję. Ostatecznie został kuratorem w kwietniu 2009 rok, a przestał nim być w styczniu 2017 roku.

Pytany przez członka komisji Sebastiana Kaletę, jakie czynności podjął, aby odnaleźć Józefa Pawlaka zeznał, że wysyłał pisma "do różnych instytucji" we współpracy ze swoim mocodawcą oraz przedstawicielami urzędu miasta. "Przyjęliśmy założenie, być może błędne, że jego synem jest pan Roman Pawlak. W dokumentach sprawy zawarta była informacja, która według nas jednoznacznie wskazywała, że pan Roman Pawlak jest synem Józefa Pawlaka. I przez tego Romana Pawlaka próbowaliśmy dotrzeć do pana Józefa" - podkreślił Lichocki.

Dodał, że również w terenie szukał Romana Pawlaka na nieruchomości Łochowska 38 i przy alei Tysiąclecia.

Kaleta pytał, czy świadek miał świadomość w jakim wieku jest osoba, do której znalezienia został zobowiązany. Lichocki odpowiedział, że "wiedział, że jest to wiek zaawansowany". "Wydawało nam się, że jest to teoretycznie możliwe jeszcze, aby żył" - powiedział.

Jak zaznaczył, jego obowiązki sprowadzały się do tego, aby w jak największym stopniu chronić interes Józefa Pawlaka.

Kaleta przypomniał świadkowi pismo do Biura Gospodarki Nieruchomości z marca 2011 roku, w którym Lichocki stwierdził, że został kuratorem jednego z właścicieli i wyczerpały się możliwości ustalenia miejsca pobytu Józefa Pawlaka oraz zakończenia czynności administracyjnej i wydanie decyzji. Zapytany, czy złożył do sądu wniosek o uznanie Pawlaka jako osobę nieżyjącą odpowiedział, że nie złożył takiego pisma. Świadek przyznał, że nie zakładał, że Józef Pawlak nie żyje.

Zapytany, co czuł, kiedy prokuratura odnalazła informację, że Józef Pawlak nie żyje, świadek odparł, że "poczuł ulgę".

Kaleta pytał, jak świadek nawiązał kontakt ze spółką Augusta Capital, która chciała nabyć kamienicę przy Łochowskiej 38. Lichocki mówił, że mocodawcy świadka zobligowali go, "aby zbyć nieruchomość" i poinformował go, że jest dwóch-trzech chętnych na nieruchomość.

Dodał, że podczas rozmów ze spółką August Capital padło zapewnienie, że mieszkańcy nieruchomości nie będą pokrzywdzeni. Zapewnił, że w spotkaniu z burmistrzem Pragi-Północ Wojciechem Zabłockim nie było nacisków

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje