Boris Johnson: Sprawa granicy w Irlandii używana przeciw brexitowi

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Boris Johnson ocenił w liście do premier Theresy May, że kwestia przyszłej granicy pomiędzy Irlandią Północną a będącą w Unii Europejskiej Irlandią "jest wykorzystywana w celach politycznych, aby zaszkodzić brexitowi".

W swojej prywatnej notce do szefowej rządu, którą uzyskali i opublikowali dziennikarze telewizji Sky News, szef MSZ przyznał, że powstrzymanie utworzenia twardej granicy między oboma krajami będzie "coraz trudniejsze" i zaznaczył, że "jest błędem uważać, że to jest główne zadanie rządu".

Reklama

Jego ocena sytuacji stoi w jaskrawej sprzeczności z jego wcześniejszymi wypowiedziami na ten temat, kiedy określał ewentualny powrót granicy jako "szaleństwo".

W liście do May Johnson bagatelizował jednak znaczenie kontroli granicznej pomiędzy krajami, pisząc, że stworzono "przesadne wrażenie" dotyczące jej znaczenia.

Wcześniej w rozmowie z radiem BBC polityk porównał przyszłą sytuację do wprowadzenia opłaty spalinowej w Londynie; mówił, że choć "nie ma granicy między (dzielnicami) Camden i Westminster, kiedy był burmistrzem, udało mu się bezboleśnie i w niewidoczny sposób pozyskać setki miliony funtów od osób podróżujących pomiędzy nimi bez konieczności wprowadzenia kontroli granicznej".

Kwestia granicy pomiędzy Irlandią Północną a Irlandią jest przedmiotem negocjacji dotyczących okresu przejściowego i przyszłych relacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. W związku z postulowanym przez rząd w Londynie wyjściem kraju ze wspólnego rynku UE i unii celnej, a także odejściem od przepisów przyjętych we Wspólnocie, może być niezbędne ponowne wprowadzenie kontroli granicznych lub punktu poboru cła. Krytycy tego rozwiązania zwracali uwagę, że może ono zaszkodzić rozpoczętemu w 1998 roku irlandzkiemu procesowi pokojowemu.

Minister spraw zagranicznych w gabinecie cieni opozycyjnej Partii Pracy Emily Thornberry pytała w rozmowie ze Sky News, "czy nie ma tematu, który (Johnson) bierze na poważnie; kwestii, z którą nie radziłby sobie, zwyczajnie kłamiąc?".

"Brytyjski rząd obiecał ludziom mieszkającym w Irlandii Północnej i Irlandii, że będzie tam tzw. miękka granica, a teraz (Johnson) przyznaje w prywatnym liście, że w sumie to może jednak będzie twarda granica, ale 'co z tego'" - irytowała się posłanka laburzystów. Jak oceniła zachowanie szefa MSZ, "nie jest akceptowalne". "To zwykła niedojrzałość i mówienie Brytyjczykom kłamstw" - dodała.

Unijni negocjatorzy przedstawią w środę 120-stronicową wersję roboczą traktatu o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, który zawiera także proponowane zapisy o Irlandii Północnej i jej statusie w przyszłych relacjach Londyn-Bruksela.

Według medialnych spekulacji Wspólnota zażąda bliskiej zbieżności regulacyjnej, która pozwoli na zachowanie obecnego status quo i brak tzw. twardej granicy, co może być nieakceptowalne dla rządzącej krajem Partii Konserwatywnej. Jej koalicyjny partner - północnoirlandzka Demokratyczna Partia Unionistów (DUP) - wykluczył przyznanie Irlandii Północnej specjalnego statusu w ramach Wielkiej Brytanii, a zwolennicy tzw. twardego brexitu ocenili nawet, że przypominałoby to "aneksję Irlandii Północnej" przez UE.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy