Brexit: Ostra wymiana zdań w parlamencie

Brytyjska premier Theresa May złożyła w parlamencie sprawozdanie ze szczytu G-20 w Chinach. Przy okazji doszło do starcia pomiędzy nią a liderem szkockich nacjonalistów, który próbował wymóc na premier zobowiązanie, że utrzyma dostęp brytyjskiej gospodarki do jednolitego rynku Unii Europejskiej.

"Najwyraźniej szanowny pan nie do końca rozumie, o co chodziło w głosowaniu 23 czerwca"- powiedziała premier, po czym oświadczyła, że Zjednoczone Królestwo opuści Unię Europejską i zbuduje z nią nowe stosunki, obejmujące i kontrolę przepływu ludzi, i właściwą umowę o handlu towarami i usługami.

Reklama

To oświadczenie premier May jest jednak - zdaniem komentatorów - równie niejasne, co jej slogan "Brexit znaczy Brexit". Wielu brytyjskich polityków nadal ma nadzieję na ograniczenie swobody imigracji przy zachowaniu innych swobód jednolitego rynku: handlu, przepływu kapitału i usług.

May złożyła też inne oświadczenie. Premier stwierdziła, że nie musi pytać o zdanie parlamentu, kiedy formalnie zainicjować Brexit.

"To jest prerogatywa korony, którą może dysponować rząd" - powiedziała May i dodała, że tym, którzy zgłaszają zastrzeżenia, nie chodzi o praworządność, tylko o pokrzyżowanie Brexitu.

Dowiedz się więcej na temat: brexit | Theresa May

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje