"Dacie argumenty do ręki tym, którzy chcą UE dzielić". Debata w Sejmie

- Spora część Brytyjczyków powiedziała Unii Europejskiej "nie", bo sprzeciwili się odejściu od wartości na fundamencie, których Unia powstawała - powiedziała w czwartek w Sejmie Izabel Kloc podczas debaty informacji rządu na temat Brexitu (PiS). - Nie takiej UE oczekiwali Brytyjczycy, nie takiej Unii oczekują Polacy - dodała. - Po referendum w Wielkiej Brytanii jest czas na konsolidację Unii Europejskiej, a nie na kontestowanie, mówienie, co nam się w niej nie podoba i zgłaszanie propozycji zmian traktatowych - przekonywali z kolei posłowie PO.

"Potrzebujemy równości krajów, w jednej Europie solidarnych państw narodowych, potrzebujemy jedności ducha i ideałów, które wynikają z naszej wspólnej cywilizacji chrześcijańskiej, potrzebujemy powrotu do idei europejskiej ojców-założycieli Schumana, Adenauera i De Gasperiego" - mówiła Kloc w debacie nad informacją premier Beaty Szydło na temat wyników brytyjskiego referendum.

Reklama

Brytyjczycy - mówiła posłanka PiS - nie powiedzieli "nie" otwartym granicom między państwami UE, ani współpracy i swobodzie przepływu handlu i kapitału. "Powiedzieli nie, ponieważ sprzeciwili się sprzeniewierzeniu tych wartości na fundamencie których Unia powstawała" - powiedziała Kloc.

"Prawdopodobna relokacja wielu polskich rodzin"

Według niej, Unia zmieniła się obecnie tak, że w oczach sporej części Brytyjczyków stała się Unią słabą, która nie radzi sobie ze zmieniającymi się warunkami i nie potrafi rozwiązywać problemów Europejczyków. Wyjście Wlk. Brytanii z UE - mówiła Kloc - "to wycofanie bardzo silnych aktywów, które przez ich właścicieli uważane są za niegodne łączenia z toksycznymi dziś aktywami wspólnej Europy".

Posłanka Kloc podkreśliła, że Brexit ma określone reperkusje także dla Polski i nie tylko spowodowane "prawdopodobną relokacją wielu polskich rodzin". To - mówiła - przede wszystkim utrata solidnego partnera "jawiącego się generalnie jako głos rozsądku często trafnie punktującego symptomy euronadgorliwości".

Według posłanki PiS Brexit oznacza wyjście z UE jednej z najważniejszych gospodarek świata i równocześnie państwa będącego niezwykle istotnym elementem systemu NATO w naszej części globu.

"Deprecjonowania polskiego głosu"

Jej zdaniem obecnie waga polskiego głosu w UE "mimo straty sojusznika i pozornego osłabienia" stawać się powinna istotniejsza. "Nasz głos dziś zdecydowanie dobitniej powinien akcentować kwestie wspólnej, ale równej polityki, mechanizmów kształtowania obrony, wspólnych interesów zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa energetycznego i ekonomicznego" - mówiła posłanka.

Według niej, "już kilka lat temu zaczęliśmy obserwować symptomy deprecjonowania polskiego głosu", a przykładem tego jest - według niej - to że "miliony ton rosyjskiego węgla wjeżdżają koleją do Polski, przypływają barkami do portów niemieckich i holenderskich niszcząc nasze europejskie górnictwo".

"W takich kwestiach współczesna UE nie reaguje, a wręcz działa odwrotnie. My nie możemy nałożyć cła na rosyjski węgiel, tymczasem Rosja mogła zablokować eksport polskiego mięsa na jej terytorium" - powiedziała Kloc.

"Nie takiej Unii oczekują miliony Europejczyków"

Posłanka PiS podkreśliła, że jednym z głównych motywów Brexitu "była podnoszona kwestia niekontrolowanego napływu uchodźców, a jest to - dodała - także kwestia bezpieczeństwa. "Multikulturowość oczywiście tak, ale multikulturowość wewnętrzna, oparta na otwarciu granic, możliwości wymiany studenckiej swobodnego przepływu pracy, ale w ramach państw unijnych" - mówiła.

Kwestia bezpieczeństwa - podkreśliła - to nie tylko sprawa emigrantów, to także obronność i kształtowanie polityki zewnętrznej UE. Jak zauważyła niedawno podczas rozmowy dotyczącej bezpieczeństwa Europy usłyszała zdanie, że "Unia realizująca wspólną politykę zagraniczną zachowuje się często tak jak europejska minister spraw zagranicznych na wieść o zamachach - płacz Federiki Mogherini reprezentuje słabość obecnej Unii Europejskiej".

"Nie takiej Unii oczekiwali Brytyjczycy, nie takiej Unii oczekują Polacy, nie takiej Unii oczekują miliony Europejczyków" - powiedziała Kloc.

PO: Czarny dzień dla integracji

B. wiceszef MSZ ds. europejskich Rafał Trzaskowski (PO) ocenił, że dzień brytyjskiego referendum, to "czarny dzień dla integracji", a Brexit przyniesie złe skutki dla Wielkiej Brytanii i dla Polski.

"To powinien być powód do zadumy i refleksji, a nie do lekko skrywanego zadowolenia, które czasami widać w ławach Prawa i Sprawiedliwości, i na pewno nie powinien być to pretekst do tego, żeby atakować unijne instytucje" - podkreślił.

Polityk Platformy zarzucił rządzącym, że używają wyniku brytyjskiego referendum jako "pretekstu do ataku na instytucje unijne", m.in. na Komisję Europejską i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Przyznał, że wynik brytyjskiego referendum jest też efektem "wielu uzasadnionych obaw i pretensji, z których trzeba wyciągnąć wnioski".

"Tylko, w tej chwili jest czas na konsolidację, na to, żeby wysłać klarowny sygnał do UE, że musimy razem stanąć i mówić o tym, że integracja europejska to jest coś, co jest dla nas niesłychanie istotne, fundamentalne i z czego mamy korzyści, a nie moment na kontestowanie UE. To nie jest czas na to, żeby mówić tylko i wyłącznie co nam się w UE nie podoba, zwłaszcza, że jesteśmy pozbawieni w niej sojuszników przy tym rządzie" - powiedział Trzaskowski.

"Dacie argumenty do ręki tym, którzy chcą UE dzielić"

"Trzeba wyciągnąć wnioski z Brexitu, na 100 procent: lepsza komunikacja, mniej regulacji, większa rola dla parlamentów narodowych, ale do tego trzeba mieć sojuszników" - dodał.

To, co wy robicie, przychodząc ze swoimi żądaniami, najostrzej ze wszystkich państw członkowskich domagając się zmian, doprowadzi do tego, że dacie argumenty do ręki tym, którzy chcą UE dzielić i dzięki waszej, jak zwykle nieprofesjonalnej polityce, znajdziemy się na kompletnym marginesie UE" - dodał pod adresem rządzących.

B. wiceminister krytycznie odniósł się do działań podjętych przez polską dyplomację po referendum brytyjskim. "Gdzie była polska dyplomacja w momencie, gdy spotykały się państwa założycielskie, w momencie, kiedy Francja, Niemcy i Włochy zaczęły pracować nad zmianami?" - pytał.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje