Premier May oskarża liderów UE o ingerencję w brytyjskie wybory

Brytyjska premier Theresa May oskarżyła w środę unijnych przywódców o "specjalnie wymierzone" groźby pod adresem Wielkiej Brytanii, które jej zdaniem mogą być próbą wpłynięcia na wynik czerwcowych, przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Przemawiając na Downing Street krótko po złożeniu wizyty u królowej Elżbiety II i formalnym rozwiązaniu parlamentu, May wzmocniła antyunijną retorykę używaną dotychczas w kampanii. Oceniła, że "brytyjska pozycja negocjacyjna została fałszywie przedstawiona przez kontynentalną prasę, pozycja negocjacyjna Unii Europejskiej się usztywniła, a pod adresem Wielkiej Brytanii kierują groźby europejscy politycy i urzędnicy". "Te działania są podejmowane teraz w celu wpłynięcia na wynik wyborów parlamentarnych 8 czerwca" - dodała May.

Reklama

Sygnalizując dalsze zaostrzenie relacji pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską, brytyjska premier zaznaczyła, że jej zdaniem "wydarzenia ostatnich kilku dni pokazują, iż niezależnie od naszych życzeń i tego, jak rozsądne może być podejście niektórych europejskich liderów, są w Brukseli tacy, którzy nie chcą, żeby te negocjacje (w sprawie Brexitu - PAP) się powiodły".

Jednocześnie szefowa brytyjskiego rządu ostrzegła, że niepowodzenie rozmów "może zagrozić bezpieczeństwu i dobrobytowi" Brytyjczyków, a także "bezpiecznym i dobrze płatnym miejscom pracy, których chcemy dla naszych dzieci i wnuków". "Jeśli pozwolimy biurokratom w Brukseli nami rządzić, stracimy szansę na budowę uczciwego społeczeństwa z rzeczywistymi możliwościami rozwoju dla wszystkich" - podkreśliła.

"Chwali się tym, że będzie cholernie trudna dla Europy"

Komisja Europejska przedstawiła w środę projekt mandatu do negocjacji warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Główny negocjator ze strony UE Michel Barnier rozwiewał iluzje Brytyjczyków, że Brexit będzie bezbolesny. Podobnie jak sobotnie wytyczne przyjęte przez szczyt 27 państw unijnych, zaproponowany przez KE mandat wytycza ramy, w jakich będą się mogli poruszać negocjatorzy. Ograniczony jest on jednak tylko do pierwszej fazy rozmów, podczas której UE chce rozwiązać kwestie m.in. praw obywateli i rozliczeń finansowych z W. Brytanią.

Wystąpienie May, która konsekwentnie w kampanii wyborczej przedstawia się jako osoba gwarantująca "silne i stabilne przywództwo" oraz chwali się tym, że będzie "cholernie trudna dla Europy", zostało skrytykowane przez przedstawicieli innych brytyjskich ugrupowań.

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn zaatakował May za "prowadzenie partyjnych gierek w nadziei na zysk polityczny dla Partii Konserwatywnej". "Przez eskalowanie publicznej konfrontacji z Brukselą premier chce owinąć swoją partię brytyjską flagą i odciągnąć uwagę od gospodarczych niepowodzeń i upadku naszych służb publicznych" - ocenił.

"Brexit jest zbyt istotny, żeby używać go do politycznych rozgrywek w tych wyborach. To kluczowe negocjacje dla każdej osoby w Wielkiej Brytanii i przyszłości naszego kraju, ale Theresa May przedkłada interes partii nad interes narodu" - oświadczył Corbyn.

"Nieodpowiedzialny, bezcelowy atak"

W podobnym tonie wypowiedziała się pierwsza minister Szkocji i liderka Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon. "Przy całej brawurze, fakty są takie, że zdolność wywierania nacisku przez brytyjski rząd w tych negocjacjach jest bardzo ograniczona. Świadome działanie Theresy May napędzane przez bardzo wąską, partyjną motywację - aby zatruć relacje - sprawi, że te negocjacje będą jeszcze trudniejsze" - powiedziała Sturgeon.

"Ten nieodpowiedzialny, bezcelowy atak na naszych europejskich partnerów ma odciągnąć uwagę od katastrofalnych działań Partii Konserwatywnej w kwestii systemu ochrony zdrowia, gospodarki, cięć budżetowych, przedstawić Unię Europejską jako winną wszelkiego zła" - podkreśliła Sturgeon, dodając, że "premier ogłosiła wybory nie w interesie narodowym, lecz wąsko pojętym interesie politycznym i jest jasne, że będzie używała Brexitu do tego samego celu".

Przedterminowe wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii odbędą się 8 czerwca. Zgodnie z prognozami Partia Konserwatywna może spodziewać się znacznego wzmocnienia swojej pozycji i zwiększenia samodzielnej większości parlamentarnej, co dałoby mocniejszą pozycję premier May w negocjacjach w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Według aktualnej średniej z sondaży, obliczonej przez serwis Britain Elects, Partia Konserwatywna może liczyć na 46,1 proc. poparcia (+8,3 pkt. proc. w porównaniu z wyborami w 2015 roku), czyli o blisko 20 pkt. proc. więcej niż Partia Pracy (27,3 proc., spadek o 3,9 pkt. proc.). Na trzecim miejscu plasują się prounijni Liberalni Demokraci, na których głos chce oddać 10,5 proc. Brytyjczyków (wzrost o 2,4 pkt. proc.), a na czwartym - eurosceptyczna Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa - UKIP)(7,2 proc. - spadek o 5,7 pkt. proc.).

Wielka Brytania rozpoczęła proces wyjścia z Unii Europejskiej 29 marca i powinna opuścić wspólnotę w ciągu dwóch lat, do 29 marca 2019 roku.

Z Londynu Jakub Krupa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje