Sokołowski: CETA to kolejna wpadka komunikacyjna rządu

Polska delegacja z premier Beatą Szydło na czele będzie na szczycie unijnym, który rozpoczął się dziś w Brukseli, rozmawiać m.in. o kompleksowej umowie gospodarczo-handlowej między UE a Kanadą, czyli CETA. Jakie jest oficjalne stanowisko polskiego rządu w sprawie tego dokumentu? Z czym idziemy do negocjacji? Nie wiadomo. A ludzie chcą wiedzieć.

- To nie pierwsza taka wpadka. W ostatnich dniach chaos komunikacyjny w rządzie wyraźnie się nasilił - komentuje dr Jacek Sokołowski z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. I wylicza: zamieszanie ze śmigłowcami dla armii, sprzeczne informacje na temat reformy podatkowej, a teraz CETA.

Reklama

- Ta umowa miała przejść bez echa. Kiedy media i ludzie zaczęli się tym interesować, zastali rząd zupełnie nieprzygotowany, by w tej kwestii prowadzić spójną politykę komunikacyjną - mówi w rozmowie z Interią.

Zdaniem politologa, nikt do końca nie jest w stanie rzetelnie przewidzieć, jakie dokładnie skutki CETA przyniosłaby takiemu krajowi jak Polska. Porozumienia o wolnym handlu otwierają wiele możliwości, ale generują tez zagrożenia. To konkretne - jak wskazuje nasz rozmówca - to budzi jednak wiele wątpliwości i wywołuje negatywne emocje i lęki, związane m.in. z genetycznie modyfikowaną żywnością czy otwarciem rynku dla producentów żywności zza oceanu, zwłaszcza w kontekście GMO.

Niejasności, brak informacji i wątpliwości, co do skutków wprowadzenia tej umowy w życie skłoniły ludzi do wyjścia na ulice. 15 października w Warszawie i innych polskich miastach manifestowano z wyraźnym przekazem "STOP CETA".

Fakt, że polska delegacja nie przedstawiła oficjalnego stanowiska naszego kraju podczas rozmów na temat ostatecznego kształtu porozumienia, wywołał wśród zainteresowanych tematem oburzenie.

- Rząd nie miał jasnej strategii w tej sprawie. Mam wrażenie, że za komunikację w rządzie nikt już personalnie nie odpowiada - komentuje dr Sokołowski.

Politolog widzi w przypadku CETA analogię do sposobu komunikowania rządu Donalda Tuska w sprawie ACTA. - Do momentu protestów i domagania się informacji, rząd nie zamierzał tego kontestować - mówi.

- Brak polityki wizerunkowej zaczyna się robić dla PiS niebezpieczny. Politycy tej partii żyją w błogiej nieświadomości, że mają świetne wyniki w sondażach. Tak naprawdę - jeśli wziąć pod uwagę zagregowane trendy z uśrednionych sondaży - to zaliczają właśnie dołek porównywalny do tego, jaki odnotowaliśmy w marcu tego roku, czyli podczas apogeum bardzo niekorzystnego dla PiS konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. To nakazywałoby raczej troszczyć się o wizerunek, niż ryzykować jego dalsze pogorszenie - podsumowuje.

Justyna Tomaszewska-Kaczmarczyk

***

Interia wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim podjęła próbę odpowiedzi na pytanie: "Kto zyska, a kto straci na umowie CETA?". Do dyskusji zaprosiliśmy przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju, ekspertów, aktywistów i polityków, wśród których znaleźli się zwolennicy i przeciwnicy wprowadzenia tego porozumienia. Oto relacja wideo z tego spotkania:

Zobacz też:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje