Lekceważeni doradcy mózgu

Mózg czerpie informacje z dwóch źródeł. Na posyłki ma z jednej strony zmysły, które donoszą, co się dzieje poza organizmem, oraz doradców ze swojego najbliższego otoczenia - emocje. To utalentowani tłumacze symultaniczni, którzy w jednym czasie pobudzają nasz umysł i analizują poprzednie doświadczenia, by właściciel mózgu - właśnie w oparciu o emocje - był w stanie podjąć racjonalne - sic! - decyzje.

Prawdopodobnie nie jesteśmy świadomi tego, w jaki sposób odczuwanie obrzydzenia może nam ratować życie. "Będący Kopciuszkiem wszystkich emocji wstręt, który ustępuje miejsca krzykliwym siostrom - strachowi, gniewowi, smutkowi - przez wiele lat pozostawał w odległym, zakurzonym kącie nauki" - pisze na łamach "The New York Times" James Gorman. A to przecież obrzydzenie wpływa na różne aspekty naszego życia i pozwala podejmować racjonalne decyzje (więcej tutaj). Nie podnosimy przecież z ziemi landrynki oblepionej piaskiem i sierścią psa i nie kontynuujemy napawania się jej smakiem. No, chyba, że jesteśmy dziećmi. To, co dla dorosłego człowieka - dzięki wiedzy, większej świadomości, zakotwiczeniu w społeczeństwie i kulturze - wydaje się obrzydliwe czy odrażające, dziecku jawi się jako coś fascynującego - np. robaki czy truchło jeża. Działa to również - jak można przeczytać na stronie Muzeum Nauki w Bostonie - w drugą stronę. To, w czym może rozsmakować się człowiek dorosły, jak brokuły czy całowanie się z drugą osobą, dla dziecka bywa szczytem obrzydliwości.

Reklama

Uczucie wstrętu jest bardzo pożyteczne - chroni nas przed chorobami, pasożytami lub wplątywaniem się w bliskie relacje z osobami, które budzą w nas obrzydzenie z powodów higienicznych, co pewnie też - w wielu sytuacjach - uratuje nam życie.

Sterowanie emocjami

Jednak nie w każdej sytuacji grymas wykoślawiający twarz zostanie dobrze odebrany przez otoczenie. Dlatego człowiek regularnie udoskonala techniki, które umożliwiają mu ukrywanie, a nawet tłumienie emocji. Benedict Carey pisał na łamach "The New York Times" (więcej tutaj), że w trakcie swojego życia opracowujemy szeroki asortyment narzędzi, które umożliwiają nam sterowanie emocjami. Bo przecież od kontroli zachowania zależą społeczne interakcje.

Ale czy opanowanie, umiejętność zachowania zimnej krwi w sytuacjach kryzysowych, to zawsze przejaw dobrej kondycji psychicznej? - Niekoniecznie - mówi Interii Bartosz Janik z Instytutu Filozofii UJ. - Niby wskazuje to na dobre radzenie sobie z silnymi stresorami, ale łatwo sobie wyobrazić sytuację, kiedy opanowany w takiej sytuacji będzie ktoś z uszkodzonym układem limbicznym, np. psychopaci. Ale to chyba otwiera puszkę Pandory, bo niektórzy wcale nie uważają, że psychopaci są w złej kondycji psychicznej - wyjaśnia.

Markery somatyczne

Jeśli raz się roześmialiśmy podczas mszy - ba, podczas mszy pogrzebowej - to prawdopodobnie już tego nie powtórzymy, bo wiemy, jak to zostanie odebrane lub co nas spotka. A skąd to wiemy?

Wyobraźmy sobie, zmieniając zupełnie temat, że wchodzimy do publicznej toalety w Sydney. Na ścianie słynny "redback" - bliski kuzyn czarnej wdowy, jadowitego pająka. Uciekamy. Jeśli wrócimy w to miejsce, to z pewnością wybierzemy inną kabinę, bo zadziałają markery somatyczne. Nasz mózg - na podstawie emocji wywołanych przez to traumatyczne zdarzenie - wytworzy alarm, odwołując się do emocji, i pozwoli podjąć racjonalną decyzję: nie wracam w to miejsce, bo jest niebezpieczne.

- Markery somatyczne to specjalne rodzaje uczuć generowane na podstawie wtórnych emocji (a więc wyuczonych w toku rozwoju osobniczego) połączone w procesie uczenia się z przewidywanymi przyszłymi scenariuszami rozwoju wypadków. Marker somatyczny ma nam "podpowiedzieć", jaką decyzję powinniśmy podjąć, a tym samym zmniejszyć nam liczbę alternatyw podczas wyboru decyzji - tłumaczy Bartosz Janik.

Wierni doradcy

Mózg posiłkuje się emocjami, które zapamiętał w konkretnym kontekście. Jeśli więc młody człowiek, wywołany do tablicy przez nauczyciela historii, usłyszy przy wszystkich rówieśnikach, że jest wrogiem demokracji (choć nie jest, a jedynie próbuje przetworzyć w swojej głowie skomplikowane dzieje świata), prawdopodobnie będzie unikał takich sytuacji jak ognia.

Kiedy zatem emocje ułatwiają nam podejmowanie racjonalnych decyzji? - Zawsze - odpowiada ekspert. - Chodzi o to, że od pewnego czasu na racjonalność nie patrzy się już w taki sposób: emocje powodują nieoptymalne decyzje, a racjonalne decyzje to takie oparte na logicznej/matematycznej analizie możliwych scenariuszy. To, co pisze Antonio Damasio, wprost pokazuje, że markery somatyczne powodują podejmowanie decyzji, które powinniśmy oceniać jako racjonalne, czyli takie, które są najlepsze poprzez uwzględnienie kontekstu społecznego i kulturowego. A jeżeli chcemy się trzymać racjonalności klasycznej, to niestety, w świetle galopujących intuicjonistycznych modeli podejmowania decyzji (np. model Haidta), będzie nam ciężko uzasadnić, po co ta racjonalność jest - tłumaczy Janik.

Antonio Damasio mówi o "ucieleśnieniu umysłu". Życiowe decyzje (a więc nie tylko te "australijskie") - idąc tym tropem - podejmujemy zatem nie dzięki dokładnej, świadomej analizie zysków i strat. Nigdy byśmy przecież nie połączyli się w pary, a rozpisywanie kwestii reprodukcyjnych na drzewach decyzyjnych mogłoby się okazać mało emocjonującym końcem ludzkości.

Przed pochopnymi, szkodliwymi dla nas decyzjami, jesteśmy w stanie uchronić się sami, wyciszając to, co zagłusza emocje.

***

Czwarta edycja Copernicus Festival (23-28 maja w Krakowie) zostanie poświęcona EMOCJOM. Swoje wykłady wygłoszą światowej sławy naukowcy: Antonio i Hanna Damasio, Paul Bloom, Karen Wynn, Mark Miodownik, Krzysztof Meissner. Więcej na ten temat TUTAJ.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje