Sojusz namiętności z intelektem

W wydanym w 1603 r. dziele "The Passions of the Mind in General" angielski jezuita Thomas Wright pisze: "emocje nazywane są perturbacjami (...), gdyż zamęczają duszę, deprawując władzę sądzenia i uwodząc wolę, przeważnie nakłaniając do grzechu i odciągając od cnoty; stąd mówi się czasem o nich, że są chorobami bądź ranami duszy" - przypomina na łamach "Tygodnika Powszechnego" Bartosz Brożek. Emocjom zostanie poświęcona czwarta edycja Copernicus Festival.

Wtóruje mu Juan Luis Vives, w "De anima et vita", porównując emocje do morskich fal, czasem tak łagodnych jak podczas lekkiej bryzy, innym razem gwałtownych jak porywiste szkwały, które z głębi oceanu wyrzucają piasek i martwe ryby. Potrafią "wstrząsnąć duszą i strącić ją z tronu racjonalności, czyniąc ją niespokojną i bezsilną, pozbawioną samokontroli, podległą dziwnym siłom i całkiem ślepą".

Reklama

Wypowiedzi te brzmią jak znany refren. Dwaj wielcy filozofowie czasów nowożytnych, Kartezjusz i Kant, tak dalece zalecali ufać rozumowi, a zarazem z taką podejrzliwością patrzyli na emocje, że trudno nam dziś myśleć inaczej, jak tylko przeciwstawiając użyteczny intelekt destrukcyjnym namiętnościom. To emocje prowadzą do klęski kolejnych bohaterów szekspirowskich dramatów, choć sam Szekspir, ustami Jagona, napomina w "Otellu": "Gdyby wagi naszego żywota nie miały jednej szali rozumu dla równoważenia drugiej szali zmysłowości, krew i ułomność naszej natury powiodłyby nas do najopłakańszych konkluzji. Lecz mamy rozum na ostudzenie naszych szalonych popędów". Przykłady przeciwstawiania emocji intelektowi, albo serca rozumowi, łatwo odnaleźć w pismach największych myślicieli nowożytności, dziełach należących do kanonu literatury światowej, ale i w kulturze popularnej: reklamie, hollywoodzkich filmach, komiksach itd.

Warto zwrócić uwagę, że mamy tu do czynienia z dwiema różnymi tezami, które - choć zwykle wypowiadane są jednym tchem - należy wyraźnie rozdzielić. Pierwsza z nich głosi, że ludzkie emocje, w przeciwieństwie do rozumu (inteligencji), są nieracjonalne; druga - że emocje są czymś zasadniczo innym niż rozum, rodzajem dodatku do architektury naszych umysłów, wykorzystywanej w dyskursywnym myśleniu. Oba te twierdzenia zostały w ostatnich kilkudziesięciu latach podane w wątpliwość.

Anatomia rewolucji

Tradycyjny pogląd, sięgający swą historią czasów starożytnych i podniesiony do rangi dogmatu w pismach największych filozofów nowożytności, głosił, że umysł ma trzy funkcje: poznanie, emocje i wolę. Gdy pod koniec XIX w. powstawała psychologia eksperymentalna, swój główny wysiłek skupiła na zdolnościach poznawczych, zaniedbując zarówno wolitywny, jak i emocjonalny wymiar umysłu. Nawet w bardziej humanizujących nurtach psychologii - choćby we freudyzmie - gdzie emocjom przypisuje się kluczową rolę w życiu psychicznym, umieszcza się je w warstwie bezosobowego, zwierzęcego id i równie bezosobowego, narzucanego przez społeczeństwo superego.

Ten sposób myślenia o emocjach, spychający je gdzieś na margines psychiki, przetrwał przez wiele dziesięcioleci. Gdy po II wojnie światowej rodziła się kognitywistyka, czyli interdyscyplinarna refleksja nad ludzkim umysłem i jego działaniem, emocje nie były w centrum jej zainteresowania. Psychologowie nadal skupiali się na funkcjach poznawczych, specjaliści w zakresie sztucznej inteligencji ponawiali próby konstrukcji takich systemów komputerowych, które dorównywałyby w pewnych typach zadań (np. grze w szachy) ludzkiej inteligencji, a filozofowie zastanawiali się nad takimi kwestiami jak natura i treść reprezentacji mentalnych.

Był to podręcznikowy przykład brania pars pro toto, prowadzenia rozbudowanych analiz pewnych tylko funkcji, jakby były one wszystkim, co składa się na nasze życie psychiczne. Jak słusznie zauważa Joseph LeDoux, "umysł będący produktem modelowania kognitywistyki potrafi na przykład bardzo dobrze grać w szachy, można go nawet zaprogramować tak, by oszukiwał. Ale kiedy oszukuje, nie prześladują go wyrzuty sumienia, nie rozpraszają go też miłość, gniew ani strach. Nie motywuje go duch współzawodnictwa, zazdrość ani współczucie. Jeżeli chcemy zrozumieć, jak umysł poprzez mózg czyni nas tym, kim jesteśmy, musimy wziąć pod uwagę cały umysł, a nie tylko jego części służące do myślenia".

Problem ten zrozumieli neurobiolodzy i psycholodzy, którzy od lat 70. ubiegłego wieku zaczęli w sposób systematyczny skupiać swój wysiłek badawczy na roli i znaczeniu emocji. Byli wśród nich - obok wspomnianego już LeDoux - Nico Frijda, Hanna i Antonio Damasio, Michael Gazzaniga, Paul Ekman, James Russell i inni. Ich prace okazały się tak wpływowe, a głoszone przez nich teorie tak istotne dla zrozumienia ludzkiej psychiki, że zaczęto mówić o "zwrocie afektywnym" lub wręcz "rewolucji afektywnej" w kognitywistyce. Szybko zresztą - częściowo na fali nowej mody, a częściowo z prawdziwej potrzeby - zwrot ku emocjom dało się zaobserwować w rozmaitych dziedzinach nauki, od filozofii, przez prawo, po badania literackie i historię.

Przecież filozof zajmujący się podstawami moralności, podobnie jak prawnik, nie może przejść obojętnie wobec ustaleń neurobiologów dotyczących mechanizmów emocjonalnych. Duży, choć nie bezpośredni wpływ na postrzeganie roli emocji w życiu psychicznym miały też prace psychologów dotyczące nieświadomego podejmowania decyzji i formowania sądów. Trzeba tu wspomnieć przede wszystkim badania Amosa Tversky’ego i Daniela Kahnemana, które radykalnie zmieniły nasz pogląd na działanie ludzkiego umysłu, ukazując rolę heurystyk i innych nieświadomych mechanizmów w myśleniu. Mechanizmy te bazują w dużej mierze na procesach emocjonalnych.

Rewolucja afektywna, jak każda zmiana w sposobie myślenia o kwestiach fundamentalnych, niesie ze sobą niebezpieczeństwa. Największe to niewątpliwie tendencja do uproszczonego - by nie powiedzieć: prostackiego - rozumienia dawnych teorii i wiara w to, że głosi się coś niezwykle nowatorskiego. Filozofowie nowożytni, na czele z Kartezjuszem, byli zbyt przenikliwymi myślicielami, by bagatelizować rolę emocji w ludzkim życiu. Problemowi temu poświęcali sporo uwagi, czyniąc nieraz bardzo głębokie spostrzeżenia. Ale ich poglądy przedstawiane dziś przez niektórych koryfeuszy zwrotu afektywnego wyglądają jak wzięte z wypracowań szkolnych: są naiwne i pozbawione subtelności. Gdy czytamy Kartezjusza, mamy do czynienia z wielkim myślicielem, który wzbogaca nasze rozumienie emocjonalności, nawet jeśli często nie ma racji; gdy czytamy o Kartezjuszu, przeglądając książki popularnonaukowe albo literaturę psychologiczną, mamy wrażenie obcowania z karykaturą poważnego filozofa, z kimś, kto myli się na każdym kroku, nie rozumiejąc elementarnych kwestii. Trudno się dziwić: rewolucje rządzą się swoimi prawami, a najważniejsze z tych praw nakazuje całkowite odcięcie się od ancien régime’u. Rewolucja afektywna nie jest więc aż tak rewolucyjna, jak by chciała, ale nie da się zaprzeczyć, że wiele zmieniła w sposobie, w jaki traktujemy emocje.

Dwie racjonalności

W pewnym eksperymencie przeprowadzonym w Centrum Wolfganga Koehlera w Lipsku przed dwoma szympansami stawiano następujące zadanie. Na przedzielonej pleksiglasem tacy stały dwa naczynia wypełnione rodzynkami.

Szympansy znajdowały się w klatkach ustawionych w taki sposób, że każdy z nich mógł mieć dostęp tylko do jednego z naczyń. Jedna z małp mogła odrobinę przyciągnąć tacę, ale ta pozostawała poza zasięgiem obu zwierząt. Dopiero gdy i druga małpa przyciągnęła tacę, szympansy mogły dosięgnąć rodzynek. Eksperymentatorzy dzielili rodzynki na różne sposoby: w stosunku 2:8, 5:5, 8:2 i 10:0 na rzecz szympansa, który miał możliwość wykonania pierwszego ruchu. Okazało się, że druga małpa z pary odmawiała współpracy w sposób systematyczny ("odrzucała ofertę"), gdy całość pożywienia trafiłaby do pierwszego szympansa. We wszystkich pozostałych przypadkach - nawet wtedy, gdy stosunek pożywienia wynosił 8:2 dla pierwszego zwierzęcia - druga małpa zwykle przyciągała tacę.

Eksperyment ten był uproszczoną wersją tzw. gry w ultimatum. Jej zasady są następujące: dwóch graczy dostaje do podziału pewną kwotę, np. sto złotych. Jeden z nich ma zaproponować sposób podziału, a drugi może ten podział zaakceptować lub odrzucić. W pierwszym przypadku gracze dostają po tyle pieniędzy, ile wynika z podziału; w drugim - nie dostają nic. Badania pokazują, że w grze w ultimatum ludzie są skłonni akceptować tylko takie sposoby podziału pieniędzy, które wydają się "sprawiedliwe" (w najgorszym razie 75-25 proc.), gdy tymczasem w rzeczywistości każdy obustronny zysk jest dla osoby akceptującej lub odrzucającej podział racjonalny (nawet 99-1 proc.). Eksperyment przeprowadzony w Lipsku sugeruje zatem, że szympansy są bardziej racjonalne niż ludzie.

Bartosz Brożek

Cały tekst przeczytasz TUTAJ.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje