Eksplozje na maratonie w Bostonie

Kostrzewa-Zorbas: Najgroźniejsze, gdyby za atakiem stała Al-Kaida

Wnioskując z przebiegu zamachu jest równie prawdopodobne, że dokonali go terroryści amerykańscy, jak i międzynarodowi, na przykład Al-Kaida, albo podobne ugrupowanie zagraniczne. Niektóre cechy tego zamachu przemawiają za pierwszym przypuszczeniem, niektóre za drugim - twierdzi Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog, publicysta tygodnika "W sieci", pracownik Akademii Finansów i Biznesu Vistula o poniedziałkowym zamachu terrorystycznym w Bostonie.

 

Reklama

- Za przypuszczeniem, że to działanie terrorystów amerykańskich przemawia m.in. fakt, że bomby były domowej roboty, choć można sobie wyobrazić, że nawet bardzo zasobna w środki międzynarodowa organizacja terrorystyczna mogłyby celowo udawać taki prymitywizm techniczny, aby zatrzeć ślady - podkreśla Kostrzewa Zorbas.

 - Z kolei za tym, że sprawcy byli z zagranicy przemawia m.in. wybór miejsca i czasu tego ataku, bo zostały zaatakowane symbole USA, takie, które z reguły nawet amerykańscy terroryści uznają za święte. Atak nastąpił w Bostonie, mieście symbolizującym amerykańską walkę o niepodległość, uważanym za duchową stolicę amerykańskiej wolności i demokracji. Wśród konkretnych celów ataku była stara część Bostonu kojarząca się z XVIII-wieczną wojną o niepodległość i symbol XX-wiecznej sławy i potęgi Ameryki, czyli biblioteka prezydenta Johna Kennedy'ego, świątynia jednej z legend narodowych Ameryki - dodaje.

Według niego, znaczący jest też wybór czasu ataku - w poniedziałek w Bostonie obchodzono stanowe święto wolności. Trudno sobie wyobrazić, żeby terroryści krajowi dokonali takich wyborów (miejsca i czasu), zwłaszcza terroryści konserwatywni, należący do skrajnej prawicy; amerykańska wojna o niepodległość i demokracja są także dla nich święte. Ale terroryści skrajnie lewicowi, a tacy również w Ameryce istnieją, jak najbardziej mogliby chcieć uderzyć w takie amerykańskie symbole.

 - Gdyby uznać, że to siły zagraniczne stoją za zamachami, to podejrzenia padają przede wszystkim na Al-Kaidę, głównie ze względów historycznych, ponieważ to ona dotąd atakowała Stany Zjednoczone na wielką skalę. Było też kilka mniejszych ataków jeszcze w latach 90. Al-Kaida próbowała też zorganizować jeszcze większą liczbę zamachów, na szczęście w porę wykrytych i udaremnionych - podkreśla.

 - Ale nie można wykluczać, że to jakaś inna międzynarodowa siła rozpoczęła ofensywę terrorystyczną na USA, na przykład Korea Północna jako państwo stosujące terroryzm. Służby specjalne Korei Północnej prowadziły od początku istnienia tego państwa ataki terrorystyczne na Koreę Południową i Japonię, choć wyglądały one inaczej. Nie było nigdy podkładania bomb w publicznych miejscach, tylko np. zabójstwa polityków i działaczy społecznych oraz porwania. Metody zbliżone do terrorystycznych Korea Północna więc już stosowała, zatem nie byłoby zaskakujące, gdyby metod terrorystycznych użyła teraz wobec potężnego sojusznika Korei Południowej i Japonii, swoich dotychczasowych ofiar - dodaje.

 - Od dwunastu i pół roku, od 11 września 2001 roku, czyli od czasu wielkich zamachów Al-Kaidy, nie było zorganizowanych zamachów terrorystycznych na terytorium Stanów Zjednoczonych, były w tym czasie tylko indywidualne zamachy, dokonywane przez pojedynczych ludzi, często nienależących do żadnych organizacji terrorystycznych, niemających żadnego programu. Ten dwunastoletni okres względnego spokoju świadczy o skuteczności amerykańskich służb, ale też o pewnym wyborze Al-Kaidy, która przeniosła front walki z Zachodem do Afganistanu i Iraku. Ale Al-Kaida mogła dokonać strategicznego zwrotu i postanowić wznowić ataki na USA, przebić się przez ich system obronny. Jeżeli rzeczywiście Al- Kaida taką decyzję podjęła, to byłoby to dla USA szczególnie groźne, dużo groźniejsze, niż gdyby się okazało, że sprawcami zamachów w Bostonie byli terroryści amerykańscy - podsumowuje.

Dowiedz się więcej na temat: wybuchy w Bostonie | terroryzm | Boston

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje