W poszukiwaniu granic nauki

​Dylematy etyczne - cena człowieczeństwa

Być może nie ma przeżycia bardziej zasługującego na miano "ludzkiego", w całej doniosłości tego określenia, niż konieczność rozwiązania dylematu etycznego. Towarzyszące takim sytuacjom przeżycia to cena, jaką płacimy za zdolność do refleksji nad własnymi decyzjami.

Pozwolić umrzeć jednostce, by ratować grupę? Kogo jako pierwszego wyciągnąć z płonącego domu: nieprzytomną trzyletnią dziewczynkę, czy jej sparaliżowanego strachem 6-letniego brata? Której z dwóch na oko równie poważnie poszkodowanych ofiar wypadku samochodowego udzielić pierwszej pomocy: własnemu bratu, mającemu problemy z alkoholem i cierpiącemu na depresję kawalerowi, czy sąsiadowi, którego powrotu do domu niecierpliwie wyczekuje żona i trzy kilkuletnie córeczki?

Każda z takich sytuacji to materiał na fabułę wstrząsającego dzieła literackiego, każda zmusza do stawiania pytania o sens życia, o to czym są dobro i zło; nawet myślenie o nich wywołuje jakiś rodzaj "metafizycznego" bólu, a co dopiero przeżywanie takich wyborów. Jeśli jako ludzie - najbardziej niezwykły gatunek na tej planecie i jako jedyny potencjalnie do tego zdolny - chcemy zrozumieć samych siebie, musimy wiedzieć, dlaczego dylematy moralne są dla nas tak trudne i co decyduje o tym, że ostatecznie opowiadamy się za którąś opcją. Znaczenie dylematów moralnych już dawno ustalili filozofowie, a artyści przez stulecia przedstawiali je w swoich dziełach.

Reklama

Od niedawna całym tematem zainteresowali się psychologowie i neuronaukowcy. Sformułowali oni całe mnóstwo różnych dylematów i poprosili o ich rozwiązanie mnóstwo osób. Przyjrzyjmy się najpopularniejszym.

Dylemat wagonika

Bodaj najsłynniejszy z dylematów - zwany dylematem wagonika (ang. Trolley Dillema lub Trolley Problem) w standardowej wersji wygląda następująco.

Na jednym torze znajduje się jedna osoba, na sąsiednim - pięć. W oddali nadjeżdża pociąg. Osoby znajdujące się na torach nie widzą pociągu ani nie mogą zejść z torów. Jeżeli pociąg wpadnie na nich, wszyscy zginą (odpowiednio: jedna osoba lub pięć osób).

W pierwszej z rozważanych sytuacji ty znajdujesz się pomiędzy pociągiem a osobami na torach. Nie możesz zatrzymać pociągu ani ostrzec osób na torach. Możesz za to użyć przekładni, w wyniku czego pociąg wjedzie na drugi tor. Jeśli tego nie zrobisz, pociąg wpadnie na grupę pięcioosobową (zabijając wszystkich). Jeśli zmienisz, pociąg rozjedzie jedną osobę z sąsiedniego toru. Na co się decydujesz?

W drugiej sytuacji znajdujesz się na moście nad torami wraz z inną osobą. Nadjeżdżający pociąg za moment rozjedzie pięć osób. Możesz je uratować wyłącznie w jeden sposób: zrzucając z mostku inną, przypadkową osobę, która stoi tam razem z tobą. Nadjeżdżający pociąg ją zabije, ale zatrzyma się na jej ciele i nie rozjedzie stojącej dalej piątki. Co robisz?

Większość badanych - i raczej nie występują tutaj żadne znaczące korelacje z wykształceniem, płcią czy pochodzeniem - w pierwszym przypadku decyduje się na użycie zwrotnicy (dzięki czemu pociąg zabija jedną osobę zamiast pięciu), natomiast w drugim - nie poświęca życia osoby stojącej na moście dla ratowania piątki znajdującej się na torach.

Skąd te rozbieżności, skoro w obu sytuacjach mamy taki sam problem: poświęcenie życia jednej osoby dla ratowania pięciu? Jednak znaczna część osób uważa własnoręczne zrzucenie jednej osoby za coś nagannego moralnie. Co innego zwyczajne pociągnięcie za dźwignię, które tylko zmieni tor jazdy pociągu... W istocie mamy więc różne sytuacje: w jednej musimy własnoręcznie doprowadzić do śmierci kogoś, dla ratowania pięciu osób, w drugiej tylko (a może jednak aż?) pośrednio skazać jedną osobę na śmierć, dla ratowania piątki.

Kazirodztwo

W jednym z najsłynniejszych artykułów na temat podejmowania decyzji moralnych - Emocjonalny pies i jego racjonalny ogon - Jonathan Haidt opisuje następującą historię.

Julia i Marek są rodzeństwem, oboje studiują. Razem wyjechali na wakacje do Francji. Pewnej nocy zostają sami w domku na plaży. Po namyśle uznali, że mogliby spróbować uprawiać wspólnie seks. Zarówno dla Julii, jak i Marka byłoby to nowe doświadczenie. Dla pewności zastosowali podwójną antykoncepcję - Julia połknęła pigułkę, Marek założył prezerwatywę. Obojgu bardzo się to spodobało, ale postanowili, że nigdy więcej tego nie powtórzą, a ta noc stanie się ich wspólnych sekretem, który ostatecznie poprawił relacje między nimi, bardzo ich do siebie zbliżył.

Czy postępowanie rodzeństwa było słuszne? Haidt zaznacza, że większość osób, które usłyszały tę historię, natychmiast odpowiada, że Julia i Marek postąpili nagannie. Problem pojawia się z uzasadnieniem tego - bardzo silnego - przekonania. Po pierwsze, nie można oprzeć się na tym, że Julia może zajść w ciążę, ponieważ rodzeństwo stosowało antykoncepcję. Po drugie, cała sytuacja nie zniszczyła relacji pomiędzy rodzeństwem, żadne z obojga nie zostało również zranione psychicznie, w dodatku stosunki kazirodcze nie powtórzą się w przyszłości. Dlaczego zatem wielu z nas - niezależnie od poglądów religijnych, wykształcenia, pochodzenia i przyjętego wychowania - czuje, że rodzeństwo postąpiło niewłaściwie?

Śmierć żołnierza

James jest członkiem 6-osobowego oddziału komandosów działających na tyłach wroga. Miał wziąć udział w czterodniowej misji, ale obie strony konfliktu zgodziły się na zawieszenie broni. Komandosi otrzymali rozkaz powrotu do bazy, ale muszą to zrobić po kryjomu, ponieważ będąc oddziałem specjalnym, w przypadku wpadnięcia w ręce wroga zostaliby straceni. James marzy już o czekającym go w bazie prysznicu i odpoczynku. Po pokonaniu znacznej części drogi jeden z członków oddziału Jamesa wpada w pułapkę zastawioną przez wroga i zostaje poważnie - choć nie śmiertelnie - ranny. Z powodu bólu nie może powstrzymać się od krzyków, które narażają całą grupę. W pobliżu stacjonują bowiem wrogowie, którzy już usłyszeli wrzaski rannego i zaczęli przeczesywać teren. James zauważa, że do rannego towarzysza broni podszedł inny komandos - Al. Nie może on ulżyć cierpieniom rannego, ale może zatkać mu usta. Stłumi to okrzyki, grupa nie zostanie znaleziona i bezpiecznie wróci do obozu, ale ranny się udusi.

Przy tej historyjce można różnie formułować pytania, nieco inaczej ustawiając akcenty. Np. co powinien zrobić Al? Czy James powinien odwieść Ala od zamiaru uduszenia rannego? Czy powinien zachęcić Ala do uduszenia rannego?

W zależności od pytań, wyniki ankiety mogą się (nieznacznie) różnić. W tym dylemacie istotne jest to, że ranny ginie w obu przypadkach - albo z ręki Ala, albo wrogów, przy czym w drugim wypadku ginie też cała pozostała piątka komandosów. Czy to usprawiedliwia dobicie rannego?

Na odpowiedź badanych wpływ może mieć to, że żołnierz sam jest sobie winien - nikt nie kazał mu wchodzić w pułapkę, poza tym jako członek specjalnego oddziału jest współodpowiedzialny za życie partnerów. Dlatego wielu osobom trudniej rozwiązać kolejny dylemat, mimo podobnej struktury logicznej:

Druga wojna światowa, grupa Żydów ucieka przed oddziałami SS i chowa się w stodole. Wśród uciekających jest matka z noworodkiem. Nagle dziecko zaczyna płakać. Jeżeli nikt nic nie zrobi, naziści trafią do stodoły i zabiją wszystkich. Matka może zasłonić usta dziecka dłonią, tłumiąc płacz i zapobiegając wykryciu przez oprawców, ale dziecko wówczas się udusi.

Czy matka może dla ocalenia siebie i pozostałych zabić swoje dziecko? A co, gdyby nie było to jej własne dziecko, tylko przygarnięta sierota?

Odpowiedzialność lidera

Pewien potężnie zbudowany mężczyzna namówił grupę przyjaciół do zwiedzenia urokliwej jaskini znajdującej się na brzegu morza. Po dwóch godzinach spędzonych na podziwianiu fantastycznych form skalnych, wszyscy udali się do wyjścia. W pewnym momencie w wąskim tunelu utknął idący na czele grupy pomysłodawca wyprawy. Wszelkie próby przepchnięcia go zakończyły się fiaskiem. Zwiedzający znaleźli się w pułapce - wkrótce przypływ zaleje jaskinię i ktokolwiek w niej zostanie, utonie. Jeden z uczestników wyprawy przypadkiem miał przy sobie laskę dynamitu. Może go zdetonować w tunelu, co otworzy drogę na powierzchnię, ale wybuch bez wątpienia zabije mężczyznę, który utknął.

Czy grupa powinna użyć dynamitu? Byłoby najłatwiej, gdyby lider sam to zaproponował. Czy powinien zginąć, ratując pozostałych, ponieważ jest odpowiedzialny za życie wszystkich, których namówił na zwiedzanie jaskini? A jak będzie wyglądać rozwiązanie, jeżeli tym, kto utknie przy wyjściu, nie będzie lider grupy, tylko kobieta w ciąży, którą wszyscy członkowie ekspedycji zachęcali, by jako pierwsza wyszła z jaskini ze względu na swój stan?

Rodzice i dzieci w obozie koncentracyjnym

Dylemat znany jako A Father's Agonizing Choice (przejmujący, wręcz wywołujący agonię wybór ojca) opisuje pewnego ojca, który znajduje się w obozie koncentracyjnym.

Sadystyczny strażnik właśnie złapał jego syna na próbie ucieczki i zaprowadził go na szubienicę, by go powiesić. Strażnik nakazał, by to ojciec wytrącił stołek spod nóg swojego syna. Zagroził, że jeżeli ojciec nie powiesi swojego syna, strażnik zrobi to sam, ale zginie również jeszcze jeden niewinny więzień. Co powinien zrobić ojciec?

Podobny dylemat znajdujemy w książce Williama Styrona Wybór Zofii. Tytułowa bohaterka, Polka, Zofia Zawistowska, zostaje aresztowana przez nazistów i zesłana do obozu zagłady w Auschwitz. Ponieważ nie jest Żydówką, esesmani pozwalają jej wybrać: jedno z jej dzieci trafi do komory gazowej, jeżeli Zofia sama wskaże które. Postawiona w takiej sytuacji Zofia nie potrafi podjąć decyzji, esesmani zabierają więc oboje dzieci, gdy nagle, niesiona impulsem Zofia nakazuje zabić młodszą córkę, a zostawić starszego syna. Ma nadzieję, że silniejszy chłopak będzie miał większe szanse na przeżycie, ale wkrótce traci z nim kontakt i nigdy nie poznaje jego losu. Czy Zofia podjęła słuszną decyzję? Następnie przez całe życie zmaga się z wyrzutami sumienia. Czy powinna odczuwać winę?

Skale moralności

W badaniach często wykorzystuje się również różne skale moralności - uczestnicy eksperymentu nie odpowiadają na pytanie, co należy zrobić, tylko porównują stopień niemoralności czyjegoś zachowania w kilku sytuacjach. Przykładem jest Bezduszny przechodzień (ang. A Callous Passerby).

Roger Smith jest niezłym pływakiem, właśnie wybrał się na spacer na molo. Zauważa, że do wody wpadł nastolatek, który najwyraźniej nie potrafi pływać i krzyczy o pomoc. Smith zdaje sobie sprawę, że skoczenie chłopcu na pomoc nie naraża jego samego na niebezpieczeństwo utonięcia. Mimo tego postanawia zignorować rozpaczliwe wołanie tonącego. Woda jest zimna i Smith boi się, że złapie przeziębienie, poza tym nie chce przemoczyć swojego ubrania. "Dlaczego miałbym przysparzać sobie niedogodności dla tego dzieciaka?" - mówi Smith sam do siebie i odchodzi.

Czy Roger Smith miał moralny obowiązek uratowania chłopca? Jak bardzo zachował się niemoralnie? Gdybyśmy chcieli rozpisać jego zachowanie w skali 1-7, gdzie 1 to zamordowanie z premedytacją swojego krewnego, 7 - oddanie życia dla ratowania obcej osoby, to którą wartość przypisalibyśmy zachowaniu Rogera Smitha?

Podobny dylemat opisuje Christian Keysers w książce The Empathic Brain.

Wyobraź sobie, że wracasz z pracy samochodem i nagle na środku drogi zauważasz mężczyznę ociekającego krwią, z widoczną raną nogi. Rozpaczliwie macha do ciebie, prosząc o pomoc. Przez moment się rozglądasz - na drodze nie ma nikogo innego, kto mógłby mu pomóc. Przez chwilę myślisz o bałaganie, który ranny mężczyzna narobi w twoim samochodzie - czyszczenie tapicerki będzie kosztować 200 zł.

Jak oceniłbyś człowieka, który w tej sytuacji nie zdecydował się pomóc potrzebującemu, w skali od 0 do 10 (0 - moralny potwór, 5 - przeciętny człowiek, 10 - Matka Teresa z Kalkuty).

A teraz wyobraź sobie drugą sytuację.

Wracasz do domu z pracy i w skrzynce na listy znajdujesz apel od organizacji charytatywnej, która prosi o wpłacenie 200 złotych, które w całości zostaną przeznaczone na uratowanie (jedzenie, leki, woda) głodujących w Afryce. Wiesz z dobrego źródła, że ta organizacja jest godna zaufania i wiesz, że pieniądze naprawdę trafią do potrzebujących.

Jak ocenisz, w podobnej jak poprzednio skali, człowieka, który w takiej sytuacji nie zdecyduje się pomóc? Obie sytuacje są podobne. Wydanie 200 złotych może komuś uratować życie, choć nie musi. Nie wiemy, czy ranny mężczyzna umrze, może nie jest ciężko ranny, może ktoś za chwilę się przy nim zatrzyma. Nie wiemy też, jak bardzo wpłata na konto organizacji charytatywnej pomoże głodującym.

Możemy również rozważyć nieco inną sytuację.

Adam nienawidzi swojej żony Ewy i postanawia ją zabić. Wsypuje do filiżanki kawy Ewy truciznę. Plan się powodzi - po chwili kobieta pada martwa.

Tomasz również nienawidzi swojej żony Moniki i też zamierza ją zabić. Pewnego dnia Tomasz przypadkiem wsypuje do filiżanki kawy Moniki truciznę, myśląc, że to cukier. Monika wypija łyk kawy i upada nieprzytomna. Tomasz posiada antidotum na truciznę, ale nie podaje go żonie. Wiedząc, że jest jedyną osobą, która może uratować Monikę, pozwala jej umrzeć.

Czy czyny Adama i Tomasza są tak samo niemoralne? Obaj mężowie nienawidzą swoich żon, obaj chcą je zamordować. Adam robi to z premedytacją, Tomasz podaje truciznę przypadkiem, ale świadomie nie podaje antidotum. Czy któreś z tych zachowań oburza nas bardziej?

Szczęście moralne

Inny rodzaj dylematów analizowanych przez psychologów dotyczy czegoś, co za Joshuą D. Greenem można nazwać "szczęściem moralnym" (moral luck).

Dwóch przyjaciół, Piotr i Wojciech, w sobotę wieczorem oglądali przy piwie mecz piłkarski w pewnym barze. Po meczu obaj wsiedli do swoich samochodów i pojechali do domów. Obaj na prostym odcinku drogi, z dala od jakichkolwiek zabudowań, zasnęli za kierownicą i zjechali do rowu. Samochód Piotra uderzył w drzewo, ale kierowca nie odniósł żadnych obrażeń, nawet drzewo nie odniosło szkody. Samochód Wojciecha potrącił dziewczynkę, która zgubiła się i w rowie zamierzała przeczekać noc. Zginęła na miejscu.

Czy powinniśmy przypisywać Wojciechowi większą winę niż Piotrowi, skoro różnica w konsekwencji ich złego zachowania (prowadzeniu samochodu po pijanemu) była kwestią całkowicie przypadkową?

Czego dowodzą dylematy etyczne?

Typowe dla tego typu badań jest to, że znaczna część ankietowanych odczuwa duży opór przed usankcjonowaniem zabicia kogoś w imię większego dobra, mimo że racjonalność podpowiadałaby postąpienie w ten sposób. Wiele osób jest również skłonnych bardziej negatywnie oceniać kogoś, kto celowo popełnił jakiś naganny czyn aktywnym działaniem (wsypanie trucizny do filiżanki), niż zaniechaniem działania (podania antidotum). Co istotne, te wyniki często nie zależą od różnic w wychowaniu, poglądach religijnych czy pochodzeniu.

Zdaniem wielu psychologów to argument za tym, że zostaliśmy wyposażeni w coś w rodzaju intuicji moralnej, która pomaga nam dokonywać wyborów moralnych i bynajmniej nie opiera się na logicznym rozumowaniu.

Jaka jest natura tej intuicji, co mówią o niej badania neurobiologiczne i dlaczego mogła się ona wykształcić w naszym gatunku? To zbyt ważne pytania, by można je zbyć zdawkową odpowiedzią. Wymagają one osobnego tekstu. Choć rozbicie tego tematu na dwa artykuły wymagało podjęcia niełatwej decyzji...

Łukasz Kwiatek

GraniceNauki.pl to serwis popularnonaukowy Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych i wydawnictwa Copernicus Center Press

Dowiedz się więcej na temat: nauka | etyka | człowiek | tragedia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje