Groźni przestępcy wychodzą na wolność

Schetyna: Kompromitujące. Niezrozumiałe. Źle oceniam działania ws. Mariusza T.

- Źle oceniam działania w sprawie Mariusza T. Sygnały ostatnich dni były dla mnie niezrozumiałe i kompromitowały przyzwoite spojrzenie na tę sprawę. Państwo nie przewidziało zagrożeń, a powinno to zrobić. Najpierw zawodził brak decyzji, potem brak wykonywania ich. Minister Biernacki powinien opisać historię tej choroby opinii publicznej. Trzeba zażądać też raportu z tego, co działo się w zakładzie karnym w Rzeszowie - mówi Grzegorz Schetyna w Kontrwywiadzie RMF FM.

Konrad Piasecki: - Kto najbardziej zawiódł w sprawie Mariusza T.?

Grzegorz Schetyna: - Prawo.

Reklama

Prawo? Uchwalone przez PO za późno?

 - Czy tak naprawdę brak tego prawa, które umożliwiłoby reagowanie państwa w takiej sytuacji, czyli amnestia 1989 roku, która nie przewidziała, że ludzie, którym zamienia się karę śmierci na 25 lat wychodzą kiedyś z więzienia.

To był oczywiście grzech pierworodny, tylko, że było 24 i pół roku na to, żeby uchwalić nowe prawo,  a tymczasem niewiele się w tym czasie działo.

 - Można powiedzieć, że nic. Zapomnieliśmy o tym. Mówię to o wszystkich ministrach i wszystkich kadencjach parlamentu.

A na tej ostatniej prostej i ministrowie sprawiedliwości i kancelaria premiera i dyrektor więzienia stanęli pańskim zdaniem na wysokości zadania?

 - Przypomniał sobie o tym Jarosław Gowin jako minister. Tylko wydaje mi się, że tempo, które podjęliśmy najpierw jako ministerstwo sprawiedliwości, potem jako parlament, nie było na tyle intensywne, żeby zdążyć z projektem tej ustawy, która by ograniczała możliwości wychodzenia ludzi, którzy nie są zresocjalizowani.

Jarosław Gowin pierwszy raz powiedział o tej ustawie 3 października 2012. Do jej uchwalenia minął rok i dwa miesiące. Strasznie długo to trwało i w kancelarii premiera i w ministerstwie sprawiedliwości,  a potem opublikowanie ustawy. Wszystko tutaj zawodziło.

 - Tak, ale zawodził bardziej brak decyzji niż konsekwentne wykonywanie jej. Bo pisanie tak trudnej ustawy, wymaga zaangażowania i też wydaje mi się medialnego wsparcia. Myśmy nie mieli takiego wrażenia. Dopiero ostatnie "tygodnie eksplodowały" i pokazały zagrożenia, jaki może brak tej ustawy wywołać.

Ale to nie media są od tego, żeby uchwalać prawo.

 - Nie mówię o tym.

I kancelaria premiera nie jest od tego, żeby 10 miesięcy przechowywać ustawę.

 - Bardziej zabrakło refleksji, jakie mogą być prawdziwe skutki. Oczywiście ten przykład jest jednostkowy, ale tak drastyczny, że buduje taki, a nie inny opis tej sytuacji.

A jakie wrażenie wzbudziły w panu te nerwowe ruchy. To odnalezienie pornografii, która nie była pornografią. Na mnie fatalne.

 - Ja myślę, że patrzymy tak, jak w ogóle państwo reagowało. I trochę rozumiem opinię publiczną, że państwo to wszystko - i parlament, i ministerstwo, i dyrektor zakładu karnego, czy minister sprawiedliwości. Źle to oceniam. Uważam, że te sygnały tych ostatnich godzin, czy dni, były po prostu dla mnie niezrozumiałe. I kompromitowały normalne, przyzwoite spojrzenie na te sprawę.

Minister sprawiedliwości powinien za to zapłacić fotelem?

 - Ja myślę, że powinien na pewno - i jestem przekonany, że tak będzie - zażądać raportu przede wszystkim z tego, co działo się w ostatnich dniach w zakładzie karnym w Rzeszowie.

Tylko wie pan, że minister Biernacki to wszystko autoryzował. Może w dobrej wierze, ale autoryzował.

 - Zgoda, zawsze tak jest. Szukając dalej pamiętamy, jaka sytuacja była z ministrem Ćwiąkalskim parę lat temu. Tym bardziej dla dobra sprawy, żeby nie powtórzyły się takie rzeczy w przyszłości, to minister Biernacki powinien przejąć inicjatywę i opisać tę sytuację, te ostatnie dni, historię tej choroby opinii publicznej.

Ale rozumiem, że zgadza się pan z opinią, że państwo zawiodło?

- Państwo nie przewidziało zagrożeń także tych emocjonalnych i medialnych, które mogą się pojawić w związku z tą sprawą. A powinno to zrobić.

A w ostatniej chwili zachowało się histerycznie i w taki nieopanowany sposób.

 - Bardziej stało się zakładnikiem mediów i nie chcę tu mediów atakować, ale...

Już drugi raz pan mówi, że to wina mediów.

 - Nie, nie mówię, że to jest wina mediów, ale byliśmy zakładnikami tej wielkiej zbiorowej emocji, która się w mediach pojawiła.

Da się pan przekonać do odpuszczenia Macierewiczowi komisji?

 - Wie pan to jest kwestia większości parlamentarnej. Ja nie jestem, zna mnie pan trochę czasu...

Parę lat się znamy i?

 - Tak. Nie jestem krwiożerczy i nie uważam, że zemsta polityczna jest czymś, co potrzebne jest Polsce i komisja musi temu służyć.

Czyli jak premier mówi nie, to pan kiwa głową. Rzeczywiście nie?

 - Nie powinna się Platforma dzielić i spierać, mieć różne zdanie w tej kwestii. Być może, jeśli nie komisja śledcza, to wtedy moim zdaniem w naturalny sposób zostanie komisja do spraw służb. Ona ma odpowiednie oprzyrządowanie, żeby mogła prowadzić czynności komisji śledczej. To też jest pomysł.

Przyjdzie moment na głosowanie wniosku, bo jest wniosek Twojego Ruchu i co pan zrobi? Podniesie rękę za komisją, czy wtedy pan powie nie?

 - Będzie tak, że wcześniej będzie debata i wcześniej będzie także złożony, już jest złożony wniosek PSL-u o to, żeby uzbroić komisję do spraw służb w czynności śledcze.

I pan zagłosuje za tym wnioskiem PSL-u?

 - Będziemy o tym rozmawiać. Znaczy źle, by było, gdyby Platforma dzieliła się, miała różne zdanie w tej sprawie.

Czyli nie będzie jawnego buntu Schetyny i "schetynowców"?

 - Nie, nie będzie, bo to nie służy sprawie. Ważne jest, żebyśmy podsumowali, żebyśmy mieli wiedzę o tych latach 2005 - 2007 i o tym całym procesie likwidacji WSI, co z tego wynika. Skarb Państwa cały czas płaci pieniądze i odszkodowania.

Przegracie wybory europejskie?

 - To będzie trudny sprawdzian, bo prawdziwy sondaż już nie medialny, gazetowy, analizowany przez socjologów, tylko komunikatem PKW opisującym początek drogi do następnych wyborów. 

Po "sorry taki klimat", po "nie męczcie mnie", teraz po sprawie T., wygląda na to, że wygrana PIS-u i przegrana Platformy jest pewna.

 - Wie pan, ile razy parę miesięcy przed wyborami, czasami parę dni czy parę tygodni, już rozstrzygano, kto stworzy rząd...

Wiem, premier z Krakowa miał być, a prezydent z Sopotu.

 - PO-PIS, klasyczny przykład... To wszystko już było. Więc poczekajmy, ale rzeczywiście to będzie trudny sprawdzian dla PO szczególnie, bo po sześciu wygranych wyborach też przyzwyczailiśmy się, że to jest rzecz naturalna. Przyzwyczailiśmy do tego Polskę i Polaków. Więc chodzi o to, jak znaleźć pomysł, żeby to zaufanie wzbudzić i wybory wygrać.

Ostrzy pan już nóż na okoliczność przegranej?

 - Przegrana Platformy, odpukać - znaczy, zrobię wszystko, żeby Platforma te wybory wygrała - ale ona nie uruchomi... Nawet różnica między Platformą a PIS-em kilkupunktowa niczego nie uruchomi.

Znaczy nie będzie rozliczeń krwawych w Platformie?

 - Są następne wybory zaraz. Ja traktuję te wybory europejskie i samorządowe jako wspólne, bo przecież listopad to wielki sprawdzian wyborów samorządowych.

A pan bierze jeszcze pod uwagę eurokarierę? Swoją własną?

 - Jest tylu chętnych do kariery europejskiej w Polsce. Ja powiedziałem, że nie wybieram się. Nigdy nie byłem eurodeputowanym.

Ale podobno pan tym razem nie wykluczał?

 - Powiedziałem, że jeżeli będzie taka oferta, to ją poważnie rozważę.

No i oferta była. Jacek Protasiewicz mówi: "Grzegorz, daję ci dwójkę, trójkę, może z Poznania byś wystartował"...

 - Dziękuję bardzo.


Postoję?

 - Tak jest. Znaczy na razie postoję i poczekam. Mam co robić tutaj w Polsce. Na razie na 2014...

Nie startuję?

 - Nie.

A 2019 być może?

 - I 2024. Wszystko przed nami.

Ale co? Obraził się pan trochę za tę propozycję dwójki, trójki?

 - Nie, ja się nie obrażam. Nie obrażam się, tylko uważam, że to powinien być projekt i strategii wyborczej, i ludzi, którzy są na listach, i dobrego wyniku. To wszystko musi się składać. Jeżeli ktoś ma inne zdanie w tej sprawie, no to wtedy bierze za to odpowiedzialność.

To co dalej z panem? Panie były marszałku, były wicepremierze?

 - Dużo rzeczy będzie się działo. To będzie intensywny rok. Myślę, że właśnie przez te wybory europejskie, samorządowe, potem zaraz prezydenckie.

To może pan na prezydenta Wrocławia wystartuje?

 - No, tak. Czytałem takie informacje i takie analizy w prasie wrocławskiej. Na razie mam trochę czasu, żeby to wszystko ocenić.

A ma pan jeszcze serce do Platformy?

 - Mam.

A Platforma do pana ma?

 - Myślę, że tak, bo to jest partia, którą stworzyłem, zbudowałem i ciągle uważam za najważniejszy projekt.

Ale tej prezydenturze Wrocławia, słyszę, nie mówi pan "nie"?

 - Zobaczymy, to wszystko jest przed nami. To na pewno będzie rok, w którym wiele rzeczy się wydarzy.

Proszę państwa, jak polityk mówi "nie" to znaczy "być może". Jak mówi "zobaczymy", to znaczy "tak".

Rozmawiał Konrad Piasecki

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Schetyna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje