"Merkel skłonna poświęcić wszystko za politykę otwartych granic dla uchodźców"

Prasa niemiecka szeroko komentuje niemiecko-tureckie konsultacje rządowe ws. kryzysu migracyjnego. Gazety zauważają, że Angela Merkel jest skłonna zapłacić każdą cenę za skuteczną pomoc w jego rozwiązaniu.

"Berliner Zeitung" pisze, że "aby jeszcze bardziej nie popadać w izolację w UE z powodu kryzysu migracyjnego, Angela Merkel potrzebuje od Turcji skutecznej pomocy. Potrzebuje jej od partnera, którego rola olityczna i militarna w zaogniającym się kryzysie na Bliskim i Środkowym Wschodzie była ostatnio bardziej niż wątpliwa. Tymczasem - jak wynika ze wspólnego komunikatu Angeli Merkel i Ahmeta Davatoglu (premier Turcji - przyp. red.) - obie strony są skłonne nie brać pod uwagę sporów i różnic w poglądach. Taka też była wizyta Davatoglu w Berlinie; bez konkretów,  w jaki sposób i za jaką cenę Niemcy, Europa i Turcja mogą i ewentualnie będą współpracować w zarządzaniu kryzysem migracyjnym. Potwierdza to, że dyplomacja polityczna bardziej niż kiedykolwiek wymaga umiejętności godzenia sprzeczności. Turcja jest partnerem Niemiec. Lecz przywileju, który pozwala Niemcom na wybranie sobie partnera, już nie ma".

Reklama

"Die Welt" z Berlina stwierdza z  kolei, że "ani klęska, ani przełom. Angela Merkel i Turcja w wymuszonym kontredansie zmierzają w stronę lutowego szczytu UE. Kanclerz Niemiec i premier Turcji Davutoglu zaakcentowali to w piątek po południu na konferencji prasowej. Obie strony są od siebie uzależnione. Ankara ponosi część współodpowiedzialności za kryzys migracyjny po tym, jak otworzyła późnym latem bramy obozów dla uchodźców.

Na konsultacjach rządowych Merkel zablokowała spełnienie najważniejszego życzenia Ankary. Nie będzie niemiecko-tureckiego ruchu bezwizowego. Przynajmniej nie teraz. Ruch bezwizowy nie jest bowiem prezentem na inaugurację współpracy. Stanowi on dziś ważny czynnik bezpieczeństwa, nie tylko zresztą dla Niemiec".

"Państwa UE gotowe są złożyć w ofierze pieniądze"

"Volksstimme" z Magdeburga zauważa ,że "państwa UE gotowe są złożyć w ofierze pieniądze i polityczną wiarygodność za złagodzenie kryzysu migracyjnego. Niewiele jednak przemawia za tym, że Turcja też tak to widzi i poradzi sobie z tym problemem".

"Rhein-Zeitung" z Koblencji pisze, że kanclerz Merkel jet najwyraźniej zdecydowana zapłacić każdą cenę za utrzymanie polityki otwartych drzwi wobec uchodźców. Postulowane przez nią rmiędzynarodowe rozwiązanie problemu migracyjnego zależy jednak w dużym stopniu od postawy rządu w Ankarze".

"Neue Presse" z Hanoweru przypomina, że dawniej niemiecka kanclerz mogła sobie pozwolić na to, żeby trzymać na boku Turcję w sprawie jej akcesji do UE. Ale pojawili się uchodźcy i wiele się przez to zmieniło. W samej Turcji też: pogorszyło się w niej przestrzeganie praw człowieka, a korupcja dosięgła szczytów władzy państwowej. Mimo to kanclerz Merkel wychodzi coraz bardziej naprzeciw postulatom Turków, bo teraz sama też od nich czegoś chce. Turcja ma trzymać uchodźców jak najdalej od Niemiec i Unii Europejskiej. Można to uznać za kolejne salto w tył, ale można też powiedzieć, że właśnie na tym polega tzw. polityka realna. Inna rzecz, że otwieranie w obecnej sytuacji przed Turcją drzwi do UE nie jest chyba najwłaściwszym sygnałem".

opr. Barbara Cöllen, Redakcja Polska Deutsche Welle



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje