Niemieckie media o zdjęciu martwego dziecka z plaży

Zdjęcia martwego chłopca znalezionego na plaży w tureckim Bodrum nad Morzem Egejskim szeroko komentują niemieckie media. Wyjaśniają też, dlaczego ich nie opublikowały. "Należało uszanować godność tego dziecka" - zaznacza "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

"Zdjęcie martwego chłopca z Syrii, znalezionego na tureckim wybrzeżu, musi wstrząsnąć każdym, kto je ogląda. Czy jednak media musiały z tego powodu to zdjęcie pokazywać?" - pyta wydawca "FAZ" Berthold Kohler. Zaznacza, że redakcja zdecydowała, iż nie opublikuje zdjęcia, aby "uszanować godność tego młodego człowieka, godność, która istnieje także po jego śmierci".

Reklama

Wydawca "FAZ" polemizuje ze zwolennikami tezy, że zdjęcie jest dowodem na fiasko europejskiej polityki i dlatego powinno zostać opublikowane. "Czyżbyśmy byli naprawdę tak otępiali przez orgie przemocy pokazywane w telewizji i w internecie, że możemy pojąć rozmiary tragedii rozgrywającej się przed i za naszym progiem dopiero wtedy, gdy zobaczymy zdjęcia prawdziwego martwego dziecka na plaży lub w samochodzie chłodni?" - pyta Kohler. 

"Jaki cel miała publikacja zdjęcia?" - zastanawia się dziennikarz. Wypadkom na morzu można zapobiec tylko wtedy, gdy całkowicie zablokuje się wybrzeża Afryki i Bliskiego Wschodu, albo poprzez całkowite otwarcie Europy na imigrantów. "Oba wyjścia nie są możliwe" - podkreśla wydawca "FAZ". Europejskie rządy próbują znaleźć kompromis pomiędzy tymi skrajnościami, uwzględniając zarówno humanizm i chrześcijańską miłość bliźniego, jak i interesy swoich krajów.

"Przeciwko oskarżeniu płynącemu ze zdjęcia martwego chłopca nikt nie jest w stanie się obronić. Nawet martwe dziecko" - konkluduje Kohler.

"Sueddeutsche Zeitung" zwraca uwagę, że zdjęcia dzieci mogą zarówno doprowadzić do zakończenia wojny, jak i rozpętać ją. Autor materiału przypomina zdjęcie chłopca z likwidowanego przez Niemców getta w Warszawie w 1943 roku, czy też zdjęcie wietnamskiej dziewczynki poparzonej napalmem, uciekającej przed atakiem lotniczym jako przykłady zdjęć, które zmieniły bieg historii i na zawsze wryły się w zbiorową pamięć.         

Zdaniem autora próba uczynienia z martwego chłopca z Kobane "ikony kryzysu migracyjnego" nie jest zdrożna, jednak efekt takich zdjęć jest trudny do przewidzenia. 

Jako przykład podaje słynne zdjęcie 12-letniej Afganki, wykonane w 1984 roku przez Steve'a McCurry'ego w obozie dla uchodźców. Rozpowszechniony przez media portret dziewczynki miał zdaniem "SZ" ogromny wpływ na uczulenie Amerykanów na prowadzoną przez ZSRR okrutną wojnę w Afganistanie i przyczynił się do zmobilizowania pomocy amerykańskiej dla mudżahedinów i przepędzenia Sowietów.

Autor przypomina, że w tym samym czasie Osama bin Laden rozpoczął rekrutację arabskich bojowników. 17 lat później nakazał zamachy na cele w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Ten atak wywołał wojny w Afganistanie i Iraku. Przeciwko wspieranym przez USA szyitom w Iraku powstał sunnicki opór, z którego narodziło się  Państwo Islamskie. Z oblężonego przez IS Kobane uciekła rodzina chłopca, który utonął.

"Na zmarłego mogą patrzeć tylko ci, których ta śmierć obchodzi"

Zdjęcie McCurry'ego nie było z pewnością "jedynym czynnikiem wyzwalającym łańcuch historycznych wydarzeń", odegrało jednak bez wątpienia ważną rolę. "Siła takich zdjęć jest ogromna. Nie można przed nimi uciec" - czytamy w "SZ". 

Dziennik pisze, że nie zamieścił zdjęcia martwego syryjskiego chłopca, co być może zostanie uznane za przejaw tchórzostwa. Ale inni dostrzegą w tej decyzji szacunek" - czytamy w "SZ". 

"Die Welt" zamieszcza dwugłos w sprawie zdjęcia. "Na zmarłego mogą patrzeć tylko ci, których ta śmierć obchodzi. Ta śmierć dotyczy nas wszystkich, dlatego udostępnienie go opinii światowej jest dopuszczalne" - pisze Matthias Kamann. Godność nie została chłopcu odebrana, przynajmniej na zdjęciach, na których nie widać jego twarzy - podkreśla dziennikarz.    

Alan Posener nie zgadza się natomiast z argumentem, że zdjęcie ma symbolizować tragedie uchodźców i wstrząsnąć opinią publiczną, co usprawiedliwia publikację. Zwolennicy tych argumentów uczynili ze zmarłego przedmiot - uważa komentator i zaznacza, że "topielec stał się środkiem do celu". Posener pisze, że nad zmarłym rozpościera się zwyczajowo chustę, aby zachować resztkę jego godności, ponieważ on sam nie może się bronić. "W tym przypadku postąpiono inaczej. Dlaczego? Czyżby godność syryjskiego dziecka znaczyła mniej niż dziecka europejskiego?" - pyta niemiecki publicysta.

W środę rano turecka policja znalazła na jednej z plaż w Bodrum zwłoki małego chłopca. Trzyletni Aylan Kurdi utonął, gdy łódź z 11 innymi Syryjczykami, którzy usiłowali przedostać się do Europy, przewróciła się na Morzu Egejskim. Taki sam los spotkał jego matkę i pięcioletniego brata.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy