Ponad 1200 migrantów z Afryki uratowano na Morzu Śródziemnym

​Ponad 1200 migrantów, płynących ośmioma pontonami i łodzią z Libii do Włoch, uratowano podczas operacji na Morzu Śródziemnym w ostatnich godzinach - poinformowała włoska Straż Przybrzeżna. MSW ogłosiło, że od początku roku do Włoch nie przybył żaden uchodźca z Syrii.

W dziewięciu akcjach ratunkowych we wtorek uczestniczyły łodzie patrolowe Straży Przybrzeżnej, jednostki włoskiej marynarki wojennej i słoweński okręt.

Reklama

Włoskie służby poinformowały także, że w ciągu trzech minionych dni trzy łodzie z kilkuset uciekinierami z Afryki przypłynęły na wyspę Lampedusa, symbol kryzysu migracyjnego ostatnich lat.

Wśród przybyszów pochodzących między innymi z Gwinei, Mali, Wybrzeża Kości Słoniowej i Senegalu, były także kobiety i dzieci. Niektórzy z nich trafili do szpitala z powodu wyziębienia organizmu.

Dane te wskazują, że mimo zimowej aury, choć łagodniejszej niż zwykle, nie ustaje napływ migrantów przez Morze Śródziemne.

Od początku stycznia do Włoch przybyło ponad 3800 osób.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Rzymie podało, że zmieniły się kraje pochodzenia migrantów. Odnotowano, że obecnie nie ma wśród nich już w ogóle Syryjczyków i Erytrejczyków, którzy mają prawo ubiegać się o azyl. Najwięcej przybyszów to obywatele Gwinei, Maroka i Gambii.

Podsekretarz stanu w MSW Domenico Manzione podkreślił, że w ośrodkach dla uchodźców i azylantów przebywa 105 tysięcy osób. Dotychczas w ramach uzgodnionego przez Unię Europejską planu relokacji migrantów do innych krajów członkowskich wysłano tylko 300 osób. Projekt zakładał zaś relokację 40 tysięcy uchodźców.

Sytuację utrudnia obecnie nie tylko to, że wśród migrantów nie ma obywateli Syrii i Erytrei, ale również fakt, że ci przybyli wcześniej nie są już zainteresowani transferem do innych państw UE - przyznało włoskie MSW.

O kryzysie migracyjnym w Europie pisze watykański dziennik "L’Osservatore Romano", który w najnowszym środowym wydaniu podkreślił, że styczniowe zimno nie zatrzymuje fali uchodźców.

- Wiele osób - i wiele dzieci - w tych dniach utonęło w Morzu Egejskim. Lecz tym razem nie towarzyszył tym tragediom żaden przypływ emocji, jak działo się po śmierci małego Aylana, który stał się niezamierzonym symbolem dramatu uciekającego narodu - stwierdza gazeta.

Watykański dziennik zauważa, że "zgasła lub przynajmniej uległa osłabieniu" siła idealizmu, która skłoniła niektóre rządy do wprowadzenia polityki przyjmowania uchodźców. Niezależnie od deklaracji i ostrych sporów w Unii, jej reakcja na kryzys była "powolna, zawiła i w oczywisty sposób nieskuteczna".

Porażką - dodaje dziennik - zakończyła się inicjatywa relokacji migrantów, zaś jako jej ciąg dalszy wskazuje obecne apele o zawieszenie traktatu z Schengen.

"Blokady i mury nie stanowią prawdziwego rozwiązania, chyba że chce się zanegować rację bytu struktur europejskich. Również dlatego, że trudno jest przypuszczać, iż w najbliższych miesiącach może dojść do rozwiązania kryzysów - takich jak kryzys syryjski i libijski - które powodują napływ uchodźców"- czytamy na łamach watykańskiej gazety.

Wyraża ona następnie przekonanie, że nie wolno zapominać o tysiącach osób uciekających przed wojnami i że "nie mogą być one przedmiotem wyborczych spekulacji".

Według "L’Osservatore Romano" rozwiązania mogłaby przynieść wspólna polityka europejska, która potrafiłaby przyczynić się do położenia kresu trwającym konfliktom.  "Lecz aby wejść na tę drogę, Unia musi uwierzyć, że ma do odegrania główną rolę. Bez niczyjego egoizmu"- konstatuje dziennik.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje