Trwa exodus nielegalnych imigrantów

Francuskie siły porządkowe zatrzymują dziesiątki ludzi podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy. Na masowo uczęszczanej przez turystów trasie kolejowej z Włoch na Lazurowe Wybrzeże trwa exodus nielegalnych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu na północ Europy.

Zakrojona na szeroką skalę operacja francuskiej żandarmerii odbywa się na oczach turystów z całego świata podróżujących do Monako, Nicei i Cannes, choć funkcjonariusze starają się o to, aby prowadzona była z zachowaniem dyskrecji i spokoju.

Reklama

To, co każdego dnia dzieje się na przejściu granicznym między stacją we włoskim mieście Ventimiglia a Menton we Francji, dowodzi, że dla wielu uciekinierów z Afryki, przypływających na wybrzeża Włoch, jest to tylko kraj tranzytowy w drodze do Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Szwecji.

Wyraźna jest różnica w podejściu włoskich i francuskich funkcjonariuszy do tego zjawiska wędrówki przez Europę. Włosi, co podkreślają też media, przymykają oko na ucieczkę imigrantów. Francuzi, którzy przed kilkoma miesiącami wraz z eskalacją kryzysu imigracyjnego, przywrócili kontrolę na swojej granicy, nie wpuszczają nielegalnych przybyszów i odsyłają ich do Ventimiglii na włoską stronę, gdzie tamci koczują. Część z nich podejmuje kolejne próby ucieczki, inni czekają w nadziei, że Francuzi otworzą granicę i ich przepuszczą. W czerwcu dziesiątki imigrantów koczowały na nadmorskich skałach w Ventimiglii, domagając się otwarcia granicy.  Grozili strajkiem głodowym i zaostrzeniem protestu. Sytuacja w przygranicznym mieście poprawiła się, ale wciąż jest ono jednym z najbardziej wymownych symboli obecnego kryzysu imigracyjnego i braku definitywnych rozwiązań tej kwestii.

Po pokonaniu niemal całego Półwyspu Apenińskiego z wybrzeży na południu imigranci, wśród nich wielu Etiopczyków i Erytrejczyków, docierają do Mediolanu. Gromadzą się przede wszystkim w okolicach głównej stacji kolejowej, skąd odchodzą pociągi do Francji.

Duża grupa Afrykanów wsiada do pociągu jadącego do Nicei. Gdy pociąg rusza z dworca Milano Centrale, błąkają się między wagonami; być może uciekając przed konduktorami. Niektórzy trzymają bilety w rękach, ale nie zajmują miejsc siedzących. Cały czas przenoszą się z wagonu do wagonu. Nerwowość wśród nich narasta wraz ze zbliżaniem się pociągu do granicy z Francją, gdy odjeżdża z Ventimiglii. Kiedy rozpoczynają się drobiazgowe kontrole biletów i paszportów, niektórzy imigranci chowają się, zamykając się w łazienkach.

Po stronie francuskiej, na stacji w Menton-Garavan ogłaszany jest przez głośniki "postój techniczny". Do pociągu wchodzą żandarmi, którzy sprawdzają wagony, wyłącznie w poszukiwaniu przybyszów z Trzeciego Świata. Po kilku minutach przed dworcowym budynkiem w otoczeniu funkcjonariuszy stoi grupa zatrzymanych. Są oni natychmiast odwożeni na stronę włoską, skąd przybyli. Włoska prasa twierdzi, że tylko nielicznym udaje się przedostać pociągiem, korzystając z chwilowej nieuwagi kontrolujących.

Ludzie odesłani przez Francuzów pozostają w mieście Ventimiglia, by podjąć następną próbę. Koczują na skałach, w okolicach dworca, wielu pod gołym niebem w parku. Ktoś przy samej granicy rozbił namiot. Mieszkańcy miasta pokazują ich, mówiąc, że to ci, którzy w tak spektakularny sposób postanowili czekać na jej otwarcie.Niektórzy, wśród nich całe rodziny z dziećmi, trafili do prowizorycznego ośrodka włoskiego Czerwonego Krzyża, gdzie otrzymują miejsce do spania, wyżywienie i pomoc medyczną. Nie wszyscy jednak chcą tam być. Lekarze i ochotnicy regularnie udają się do wszystkich miejsc, obleganych przez imigrantów, by sprawdzić, czy i tam nie ma ludzi potrzebujących pomocy. Roznoszą im wodę i jedzenie.

Według danych strony włoskiej obecnie do miasta przybywa codziennie od 50 do 80 nowych imigrantów. Ochotnicy Czerwonego Krzyża przyznają, że czasem po kilku dniach nie widzą już swoich podopiecznych. Domyślają się, że przekroczyli granicę.

Tym, którzy koczują w Ventimiglii, jedzenie i środki higieniczne przynoszą w geście solidarności zarówno mieszkańcy tego miasta, jak i Francuzi z drugiej strony granicy. Dzieci przynoszą swoje zabawki.

Media informują, że na granicy francusko-włoskiej ma miejsce proceder przemytu imigrantów w bagażnikach samochodów. Za przewóz do Nicei trzeba zapłacić 50 euro, do Paryża - 120.

Z Ventimiglii Sylwia Wysocka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje