Nowy rząd Katalonii powstaje... w Belgii

Katalońscy separatyści rozpoczęli rozmowy na temat utworzenia nowego rządu pod kierownictwem Carlesa Puigdemonta. Negocjacje prowadzone są na terytorium Belgii, gdzie w obawie przed hiszpańskim wymiarem sprawiedliwości schronił się były kataloński premier.

Jak poinformowały w środę hiszpańskie media, w negocjacjach w sprawie utworzenia nowego rządu Katalonii, z udziałem Puigdemonta, uczestniczą przedstawiciele kierowanego przez niego bloku wyborczego Razem dla Katalonii (Junts Per Catalunya) oraz Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC).

Reklama

Według rozgłośni RAC1 głównym punktem rozmów jest ustalenie, w jaki sposób Carles Puigdemont mógłby powrócić do Katalonii bez ryzyka osadzenia go w więzieniu przez hiszpański wymiar sprawiedliwości. Polityk został w listopadzie oskarżony o działania prowadzące do dezintegracji terytorialnej Hiszpanii.

Tymczasem według dziennika ABC Puigdemont rozważa możliwość powrotu do Katalonii w sposób niezapowiedziany. Prawdopodobnie miałby pojawić się w regionalnym parlamencie podczas jego inauguracyjnej sesji, zaplanowanej na 17 stycznia.

Separatyści zdobyli większość

Puigdemont wyjechał do Belgii krótko po tym, gdy jego rząd został zdymisjonowany 28 października w następstwie opublikowania przez Madryt przepisów ograniczających autonomię Katalonii. Rozwiązano też parlament, wyznaczając przedterminowe wybory na 21 grudnia.

Choć w głosowaniu zwyciężyła opowiadająca się za jednością kraju Partia Obywatelska (Ciudadanos), nie ma ona jednak szans na utworzenie większościowego rządu. Największe możliwości ku temu ma Puigdemont, który swój ewentualny gabinet może oprzeć na trzech ugrupowaniach proniepodległościowych: Razem dla Katalonii, ERC i Kandydaturze Jedności Ludowej (CUP). Razem mają one 70 mandatów w 135-osobowym parlamencie.

Na pierwszej sesji nowej izby może zabraknąć byłego wicepremiera Katalonii Oriola Junquerasa z ERC, który od listopada przebywa w madryckim więzieniu.

Nieprzejednana postawa CUP

W środę Junqueras zwrócił się do hiszpańskiego wymiaru sprawiedliwości o przeniesienie go do jednego z zakładów karnych na terenie Katalonii, aby mógł podczas przepustek uczestniczyć w posiedzeniach regionalnego parlamentu, do którego został wybrany 21 grudnia. Eksperci zgodnie twierdzą, że jego obecność umocniłaby obóz separatystów.

Inną trudnością w scaleniu sił proniepodległościowych jest nieprzejednana postawa władz skrajnie lewicowej CUP, która z czterema zdobytymi mandatami jest kluczowa dla utrzymania większości w parlamencie przez separatystów.

W środę kierownictwo CUP uzależniło swój udział w rządzie od uznania przez nowy gabinet Katalonii, że ta jest już niepodległą republiką. Spełnienie tego wymogu będzie przeszkodą w nawiązaniu dialogu z Madrytem w celu przywrócenia autonomii regionu.

Marcin Zatyka (PAP)

Dowiedz się więcej na temat: Katalonia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje