Afera Amber Gold. ​Świadek: Marcin P. nie był żadnym słupem

"Marcin P. nie był żadnym słupem, prowadził działalność samodzielnie" - ocenił były zastępca dyrektora gdańskiej delegatury ABW Jarosław Dąbrowski we wtorek podczas przesłuchania przed komisją śledczą ds. Amber Gold.

W trakcie przesłuchania Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka m.in. o kwestię zatrudniania przez Amber Gold osób z branży finansowej. "To w końcu on sam wymyślił Amber Gold, czy ktoś mu to podsunął? Jaka jest pana wiedza na ten temat na dzień dzisiejszy?" - pytał poseł Nowoczesnej.

Reklama

"Na dzień dzisiejszy uważam, że Marcin P. prowadził działalność samodzielnie. Nie był żadnym słupem" - odpowiedział świadek.

Zembaczyński dopytywał więc, skąd Marcin P. wziął pieniądze na rozruch Amber Gold. "Dużo tego trzeba było, czy nie?" - pytał.

"Robiliśmy symulacje finansowe i wychodziło nam, że nie trzeba wcale dużych pieniędzy (...)" - odparł Dąbrowski.

Jak dodał, Agencja przeprowadziła też analizę 20 największych inwestorów Amber Gold z Trójmiasta, do których wysłano funkcjonariuszy. Jak zaznaczył, wszyscy ci inwestorzy zdążyli wypłacić swoje środki jeszcze przez upadkiem firmy.

"Ci najwięksi okazywali się rentierami, czyli nigdzie niepracującymi. Skąd posiadali pieniądze? Po prostu sprzedali grunty, co często się w Polsce, szczególnie w ostatnim czasie dzieje, pod hipermarkety" - tłumaczył.

Odnosząc się do tych zeznań, szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, czy gdyby doszło do takiego sprawdzenia, to znalazłoby to odzwierciedlenie w aktach.

"Wydaje mi się, że tak" - odparł Dąbrowski. "A jeżeli tego nie ma?" - dopytywała szefowa komisji. "No to nie wiem" - odpowiedział świadek. "A jeżeli funkcjonariusz mówi, że był taki plan, ale nigdy go nie zrealizowano?" - pytała dalej Wassermann. "To jestem zaskoczony, bo skądś te informacje mam" - stwierdził świadek.

W innej części przesłuchania Zembaczyński poruszył wątek braku decyzji o przeszukaniu w gdańskim klasztorze, u ojca Jacka Krzysztofowicza, przyjaciela małżeństwa P.

Dąbrowski przyznał, że w jego ocenie do takiego przeszukania powinno było dojść, ale przeciwnego zdania była prokuratura. Dopytywany o to, jaki był powód odmowy, świadek zeznał: "Z tego co pamiętam: 'Nie, bo nie. Bo taka zapadła decyzja i koniec'".

Wskazał też, że zakaz kontaktu funkcjonariuszy Agencji z podejrzanymi ws. Amber Gold wydała prokuratura w Łodzi.

W toku przesłuchania komisja poruszyła też wątek należących do Amber Gold linii lotniczych.

Jak stwierdził świadek, uruchomienie linii lotniczych OLT Express oznaczało podniesienie rangi lotniska i miasta. "Region Pomorski był bardzo otwarty na działalność nowej firmy" - mówił świadek.

Wassermann uznała te słowa za "zadziwiające", wskazując, że świadek od połowy 2011 r. miał informacje, z których wynikało, że OLT Express z założenia nie była w stanie przynosić zysków mogących pozwolić jej na rozwój, a gdański port lotniczy może stracić na tej działalności.

W innej części przesłuchania Dąbrowski zeznał, że Agencja nie stwierdziła, żeby Marcin P. "miał jakiekolwiek kontakty osobowe z jakimikolwiek istotnymi osobami publicznymi z Trójmiasta".

Dąbrowski przyznał też, że założenie podsłuchów m.in. Marcinowi P. było jego inicjatywą, gdyż niepokoił go "brak postępów w śledztwie". Szefowa komisji dopytywała więc, komu świadek przekazał informację, że w podsłuchanych rozmowach wymieniani byli syn ówczesnego premiera Donalda Tuska, Michał oraz koordynator służb Jacek Cichocki.

"Przekazałem przede wszystkim materiał do prokuratury" - odpowiedział Dąbrowski. Jak dodał, poinformował też o tym szefa gdańskiej prokuratury okręgowej Dariusza Różyckiego. Nie pamiętał jednak, jakie były ustalenia Agencji z prokuraturą ws. tych materiałów. Nie pamiętał też, komu tę informację przekazał w centrali ABW.

W trakcie przesłuchania Dąbrowskiego pojawił się też wątek SKOK-ów. "Badaliśmy kwestię związaną ze środkami finansowymi, które potrzebował Marcin P. na rozpoczęcie działalności. Pojawiały się tam informacje, że może być taka sytuacja, że on lub osoby z jego rodziny korzystały z tej instytucji (SKOK-ów - PAP)" - mówił.

Odpowiadając na kolejne pytania komisji, świadek przyznał, że nie pamięta, kiedy te pożyczki były zaciągane. Dodał też, że nie były to duże kwoty, niewystarczające, by "rozkręcić" Amber Gold.

"Czy występuje choćby jedna informacja, pół notatki, cokolwiek, aby SKOK miał stać za aferą Amber Gold?" - pytała Wassermann. "Raczej nie było takiej informacji" - odparł świadek.

Krzysztof Brejza (PO), odnosząc się do tych wypowiedzi, zwrócił uwagę, że w akcie oskarżenia widnieje informacja o tym, że środki na rozruch Amber Gold mogły pochodzić z pożyczek branych przez rodzinę P. w SKOK.

Rafał Białkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy