Były szef ABW: Amber Gold nie miało złota. Ustaliliśmy to w 2012 roku

W marcu 2012 roku dowiedziałem się o zamiarze powstania linii lotniczych OLT Express, poleciłem przygotowanie informacji nt. tej inicjatywy, z delegatury stołecznej ABW dowiedziałem się, że OLT należy do Amber Gold - powiedział przed sejmową komisją śledczą b. szef ABW Krzysztof Bondaryk.

Bondaryk powiedział, że w ABW pracował od listopada 2007 roku, a szefem Agencji był do stycznia 2013 r. Jak mówił, po raz pierwszy dowiedział się o sprawie Amber Gold prawdopodobnie w marcu, kwietniu 2012 r.

Reklama

"Dochodziły do mnie, tak jak pewnie do wszystkich, sygnały prasowe o otwarciu nowej linii lotniczej (...) w marcu 2012 r. dowiedziałem się o zamiarze powstania nowej linii lotniczej, która miała rozpocząć działalność od 1 kwietnia 2012 r. Zainteresowała mnie ta informacja, poprosiłem podległe mi jednostki analityczne o przygotowanie informacji nt. tej inicjatywy" - powiedział Bondaryk.

Jak mówił, bodajże w kwietniu otrzymał informacje, ale "były one powierzchowne i niezadowalające". "W związku z powyższym materiał ten poleciłem pogłębić delegaturze stołecznej (ABW). Stamtąd uzyskałem wiedzę, czym jest OLT, że należy do Amber Gold i że wiedza o właścicielach jest bardzo niewielka. Następnie poleciłem pogłębiać wiedzę" - powiedział świadek.

Zaznaczył, że oferta Amber Gold była promowana w mediach i posługiwano się certyfikatami z sugestią, że istnieją zasoby złota odpowiadające lokatom. "W maju 2012 r. delegaturze stołecznej udało się stwierdzić, że nie ma złota, czyli to, co publicznie było oferowane klientom - inwestycje oparte o certyfikat, o złoto, handel, kursy złota czy zyski z tzw. lokat w złoto - prawdopodobnie jest oszustwem" - powiedział b. szef ABW.

"I to prawdopodobieństwo skłoniło mnie do podjęcia dalszych działań w kierunku powiadomienia i organów państwa, i prokuratury" - powiedział Bondaryk. 

Jak mówił, nie wykluczał, że funkcjonariusze przychodzili do niego w różnych sprawach, ale jak mówił, na swoje pytania uzyskiwał niezadowalające odpowiedzi i nakazywał wiedzę pogłębiać. 

O Amber Gold dowiedział się z prac komisji

Wiedzę na temat czynności operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych przez funkcjonariuszy ABW w 2010r. ws. Amber Gold. uzyskałem po zakończeniu pracy w Agencji -  powiedział Bondaryk. Przyznał, że tę wiedzę mógł uzyskać z prac komisji śledczej.

Wcześniej Bondaryk mówił przed komisją śledczą ds. Amber Gold, że w marcu 2012 r. dotarły informacje o tym, że mają rozpocząć działalność linie lotnicze OLT, polecił wtedy przygotowanie informacji na temat tej inicjatywy i okazało się, że należą one do Amber Gold. W tamtym okresie - jak mówił - rozpoczęły się faktyczne działania ABW w związku z tą spółką. 

Wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski (PiS) przypomniał, że czynności prowadzone były wcześniej niż w marcu 2012 r. Poseł powiedział, że pierwsze czynności były prowadzone w czerwcu i lipcu 2010 r. i podejmowali je jeden z funkcjonariuszy delegatury gdańskiej ABW.

Krajewski zapytał, kiedy pierwszy raz świadek powziął wiedzę na temat tych czynności operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych w 2010r. ws. Amber Gold. Bondaryk odpowiedział: "na pewno nie w czasie, kiedy byłem szefem Agencji".

Krajewski dociekał, czy wiedzę na temat nieprawidłowości w sprawie Amber Gold, które w 2010 r. uzyskali funkcjonariusze ABW uzyskał po odejściu z Agencji. "Informacje, które pan poseł przekazuje tutaj, dowiedziałem się (o tym) po zakończeniu pracy w ABW".

Poseł dopytywał, czy wiedzę na temat tych działań Bondaryk powziął z prac komisji śledczej. Świadek odpowiedział, że "prawdopodobnie". 

Wiedza oparta na "szczątkowych materiałach"

Moje działania w marcu i kwietniu 2012 r. rozpoczęły faktyczna działalność ABW ws. linii lotniczych OLT i Amber Gold; informacje z 2011 r. na temat tych podmiotów były jednoźródłowe i niezweryfikowane - powiedział przed sejmową komisją śledczą b. szef ABW Krzysztof Bondaryk.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, czy pierwsza wiedza na temat Amber Gold, którą "przynieśli" mu funkcjonariusze ABW pochodziła z delegatury gdańskiej czy stołecznej. Bondaryk odpowiedział, że "pierwsza wiedza pochodzi z Centrum Analiz" ABW, ze "standardowych zasobów".

Jak mówił Bondaryk, dziwiło go, że nie ma meldunków na temat działań w tej sprawie, a wiedza jest oparta na "szczątkowych materiałach, częściowo jawnych, częściowo medialnych, częściowo informacji, które nie pochodzą z działań operacyjnych".

Bondaryk powiedział, że kazał się zająć sprawą Amber Gold delegaturze stołecznej ABW. "I rozumiałem, że delegatura stołeczna będzie tą kwestie wyjaśniać" - dodał.

Świadek był dopytywany, kiedy dowiedział się, że ABW z Gdańska od sierpnia 2011 r. zbierała i posiadała informacje o OLT i Amber Gold. "Informacje, które otrzymywałem zakładały, że o Amber Gold i o braku złota zajmuje się delegatura warszawska, natomiast Gdańsk po pewnym czasie złożył wyjaśnienia w tej sprawie i wtedy otrzymałem informacje o działaniach Gdańska, ale to było później" - zaznaczył Bondaryk.

Bondaryk: Wassermann mówi nieprawdę

Następnie Wassermann pytała o informację przedstawioną Sejmowi w 2012 r. przez ówczesnego ministra koordynatora Jacka Cichockiego nt. Amber Gold. Przewodnicząca komisji chciała wiedzieć, na jakiej podstawie w sierpniu 2012 r. Cichocki powiedział, że ABW zajmuje się sprawą od marca 2012 r., chociaż bez wątpienia pierwsze działania były w sierpniu 2011 roku.

Bondaryk podkreślił, że w 2012 r. ABW przygotowała na potrzeby ministra koordynatora i komisji ds. służb specjalnych kalendarium działań ABW w tej sprawie. "Przygotowując to kalendarium uznałem, że moje działania w marcu i kwietniu rozpoczęły faktyczna działalność ABW w tej sprawie, bo szef Agencji przesądził o zajęciu się tą sprawą" - powiedział Bondaryk.

Wassermann oceniła jednak, że wprowadzono posłów i opinie publiczną w błąd. "W tym kalendarium jest informacja, że ABW weszła w posiadanie (informacji) i zaczęła działania w marcu 2012 r., a to jest po prostu nieprawda" - powiedziała szefowa komisji.

Bondaryk stwierdził, że Wassermann mówi nieprawdę; w odpowiedzi przewodnicząca komisji pytała, czy kwestionuje on fakt m.in., że w 2011 r,. w Gdańsku powstały notatki i pozyskano pierwsze informacje "wyprzedzające", że powstanie linia lotnicza OLT w "celu przestępczym"; czy kwestionuje fakt, że w 2011 ABW wiedziała, że szef Amber Gold Marcin P. jest wielokrotnie karany; czy kwestionuje, że ABW miała informacje, że Amber Godd jest "na czarnej liście" nadzoru finansowego i według KNF prowadzi działalność parabankową.

"Kwestionuje informację, że to jest wiedza, były to informacje, prawdopodobnie, bo ich nie znałem ówcześnie, na poziomie funkcjonariusza i jego bezpośredniego przełożonego. Dokonywał takich lub innych ocen, o których nie poinformowano przełożonych wyższego rzędu" - powiedział Bondaryk.

Podkreślał, że były to informacje jednoźródłowe, niepotwierdzone, niezweryfikowane.

"Nikogo nie wprowadzałem w błąd"

"Z mojej inicjatywy ABW zaczęła zajmować się intensywnie OLT, a także Amber Gold i wyjaśnieniem, czy rzeczywiście mamy do czynienia z podejrzeniem przestępstwa, oszustwem czy mamy do czynienia z biznesem" - powiedział Bondaryk.

Wassermann przytoczyła notatki, w których były informacje dotyczące zagrożenia wynikającego z przejęcia przez Amber Gold upadającej linii lotniczej OLT.

"Te notatki, które pochodzą z sierpnia, to są notatki, które mówią o wejściu w biznes lotniczy, o tym, że ten biznes będzie przestępstwem, o tym, że pracownicy zdają sobie sprawę, że założenia są nierealne i być może będzie on służył do prania brudnych pieniędzy" - mówiła Wassermann. Zwracała też uwagę, że lotnisko w Gdańsku nie aresztowało ostatniego samolotu b. właściciela linii lotniczych JetAir (m.in. na bazie tych linii powstały OLT) Krzysztofa Wicherka, który - jak podkreśliła przewodnicząca - był bankrutem, a samolot może służyć do przewozu pieniędzy dla Marcina P. do Hamburga.

Wassermann podkreśliła, że "mówienie o tym, że nie było to we właściwości ABW, jeżeli te notatki są pełne informacji wejścia w sektor lotniczych, to, chyba się pan zgodzi, jest chybione". Bondaryk odparł, że się z tym stwierdzeniem nie zgodzi. "W marcu, kwietniu, a może nawet do końca sierpnia, września nie posiadałem tej wiedzy, o której pani tutaj mówi" - stwierdził.

Wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski spytał, czy świadek został wprowadzony w błąd przez swoich funkcjonariuszy, którzy nie poinformowali go o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych ws. Amber Gold w 2011 r. i czy to nie Bondaryk wprowadzał w błąd Cichockiego, który w Sejmie mówił, że ABW zajmuje się sprawą Amber Gold od marca 2012 r. Bondaryk odpowiedział: "Nikogo nie wprowadzałem w błąd". 

Komorowski otrzymał notatkę ws. Amber Gold


Notatka z 24 maja 2012 r. dot. Amber Gold powstała, bo należało poinformować najwyższe władze w kraju o możliwości oszustwa - mówił b. szef ABW Krzysztof Bondaryk w środę przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold.

24 maja 2012 r. Bondaryk - wówczas szef ABW - wysłał notatkę m.in. do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów Jacka Rostowskiego. Była to informacja z art. 18 ustawy o ABW, czyli mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP. W piśmie poinformowano, że w ocenie Agencji Amber Gold to piramida finansowa, a środki klientów wyprowadzane są do należących do spółki linii lotniczych OLT Express i że w najbliższych dniach ABW złoży zawiadomienie do prokuratury.

"Kontekst sytuacji był taki, że należało poinformować najwyższe władze w kraju o możliwości zaistnienia tego oszustwa, które by skutkowało z jednej strony bankructwem linii OLT, także w trakcie Euro oraz dużymi kosztami społecznymi" - powiedział.

Wiceszef komisji śledczej Jarosław Krajewski (PiS) dopytywał świadka, czy jego decyzją było pominięcie w notatce informacji o zagrożeniu dla LOT, co - jak powiedział - było we wcześniejszych notatkach funkcjonariuszy ABW.

Bondaryk odpowiedział, że czasem funkcjonariusze bardzo dużo piszą i "potrzebna jest pewna korekta". Dodał, że "istotą tej informacji było, że nie ma złota i będziemy mieli duży problem". 

"Widział pan zagrożenie w finansach obywateli, a nie w tym, że LOT może nie przetwrać" - zwróciła się do świadka szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS).

"Zainteresowanie Tuska? Nie miałem takiego sygnału"

Posłowie dopytywali też, z kim z adresatów notatki Bondaryk osobiście rozmawiał i czego oczekiwał po poszczególnych instytucjach.

Bondaryk odpowiedział, że rozmawiał z szefem MSW Jackiem Cichockim i ministrem finansów Jackiem Rostowskim, natomiast z ministrem transportu Sławomirem Nowakiem i szefem KNF Andrzejem Jakubiakiem - nie. W oddzielnym trybie rozmawiał też z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem.

"Od aparatu skarbowego oczekiwałem intensywnych działań w tym zakresie, co do kwestii lotniczych, także działań zgodnych z obowiązujących prawem" - powiedział Bondaryk. Jak mówił, od szefa KNF ABW oczekiwała "więcej wiedzy o Amber Gold i działaniach KNF".

Przyznał, że Jacek Rostowski początkowo z dużą rezerwą odniósł się do sprawy, a wagę problemu docenił dopiero po pewnym czasie. Sam Bondaryk natomiast uważał, że należy w sprawie Amber Gold zwiększyć wysiłek aparatu skarbowego i jeszcze wcześniej rozmawiał na ten temat z generalnym inspektorem informacji finansowej Andrzejem Parafianowiczem.

Poseł Krajewski pytał, czy świadek pamięta zainteresowanie ówczesnego premiera Donalda Tuska sprawą Amber Gold przed 24 maja 2012 roku. "Nie miałem takiego sygnału" - odpowiedział Bondaryk.

Posłowie pytali też, czy Tusk interesował się sprawą z uwagi na współpracę jego syna Michała z liniami lotniczymi OLT Express. Bondaryk odpowiedział, że ten wątek się nie pojawiał, a ABW we wczesnym etapie nie wiedziała o pracy Michała Tuska dla OLT. 

Bondaryk rozmawiał z Tuskiem na temat Amber Gold

Marcin P. pod wpływem specjalistów od zarządzania kryzysowego próbował skierować zainteresowanie medialne na Michała Tuska w celu skompromitowania aparatu państwowego - powiedział w środę przed sejmową komisją ds. Amber Gold b. szef ABW Krzysztof Bondaryk.

Wiceprzewodniczący komisji Tomasz Rzymkowski(Kukiz'15) pytał, skąd świadek dowiedział się o współpracy Michała Tuska z liniami OLT Express.

Bondaryk odpowiedział, że "z tego co pamięta taką wiedzę pozyskał z działań służbowych" od jednego z dyrektorów ABW. "Na pewno była to wiedza, która była uzyskana w pakiecie informacji związanych z zagrożeniem wycieku oraz prowokacjami, które pan Marcin P. próbował wykonać wobec Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i opinii publicznej z użyciem faktu, że zatrudniał na umowę zlecenie pana Michała Tuska. Było to prawdopodobnie na początku sierpnia (2012 r.)" - powiedział.

Rzymkowski chciał się dowiedzieć od świadka, kiedy pierwszy raz rozmawiał z Donaldem Tuskiem na temat współpracy Michała Tuska z OLT Express. Bondaryk odpowiedział, że z Donaldem Tuskiem rozmawiał na temat Amber Gold i OLT. Świadek przyznał, że było to w sierpniu 2012 r. po opublikowaniu informacji prasowej na temat tej współpracy.

Rzymkowski stwierdził, że "świadek wcześniej nie poinformował (Donalda Tuska), choć wiedzę miał iż przedmiotem rozmów Marcina P. ze współpracownikami jest próba wywarcia presji i granie kartą Michała Tuska". Bondaryk odpowiedział, że "nie poinformował, bo nie wiedział".

Bondaryk zeznał, że kiedy się dowiedział o współpracy Michała Tuska z OLT Express premiera nie było w kraju.

"W celu skompromitowania aparatu państwowego"

"W mojej ocenie pan Marcin P., również pod wpływem specjalistów od zarządzania kryzysowego postanowił rozegrać tę kartę medialną kierując ogromne zainteresowanie i polityczne, i medialne, i społeczne na syna premiera, to jest oczywiste, w celu skompromitowania aparatu państwowego" - powiedział Bondaryk.

Na pytanie, jak wyglądała rozmowa z premierem Tuskiem Bondaryk powtórzył, że z szefem rządu rozmawiał na temat działań ABW ws. Amber Gold. Zapytany, jakie informacje przekazał Donaldowi Tuskowi ws. jego syna, Bondaryk odpowiedział, że "w kontekście syna nie przekazywał mu" informacji.

Świadek dodał, że "być może wystąpił wątek Michała Tuska", ale nie pamięta reakcji premiera.

Rzymkowski przywołał kwestię podsłuchów procesowych, które zostały uruchomione 27 lipca 2012 r. Poseł pytał, czy Bondaryk wiedział, że tematem rozmów Marcin P. jest ówczesny szef MSW Jacek Cichocki. Świadek odpowiedział: "z tego co wiem i wiedziałem wcześniej przedmiotem działania pana Marcina P. było wprowadzenie dezinformacji".

Dopytywany, na czym polegała ta dezinformacja świadek odpowiedział, że "stworzono wrażenie u Marcina P., grupa doradców z Warszawy stworzyła wrażenie, że posiada (on) wpływy czy prywatną znajomość z ministrem Cichockim i może znacząco wpłynąć na los Marcina P.". 

B. szef ABW przyznał, że ten wątek był przekazany do prokuratury. Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) w odpowiedzi przypomniała, że prokuratura się tym nie zajęła. 

Nie było złota. Bank informował ABW

ABW nie miała tytułu prawnego, by sprawdzić, czy w BGŻ jest złoto na zabezpieczenie lokat w Amber Gold, stołeczna delegatura miała więc za zadanie znaleźć drogę prawną, by bank mógł poinformować o zawartości skarbca - mówił w środę b. szef ABW Krzysztof Bondaryk.

Podczas środowego przesłuchania przed komisją śledczą ds. Amber Gold Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał byłego szefa ABW, jakie były okoliczności zawiadomienia przez bank BGŻ stołecznej delegatury ABW w dniu 15 maja 2012 roku o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefów Amber Gold.

Bondaryk wyjaśniał, że formalnie ABW nie miało tytułu prawnego, by sprawdzić, czy w skarbu BGŻ jest złoto, które miało być zabezpieczeniem lokat Amber Gold. Zadaniem stołecznej delegatury ABW było zatem "znalezienie drogi prawnej", by bank mógł poinformować Agencję o zawartości skarbca.

"Bank znalazł drogę prawną i stwierdził, że tam złota nie ma, o czym poinformował ABW stosownym zawiadomieniem o przestępstwie" - mówił były szef ABW.

Celem takiego działania Agencji, dodał Bondaryk, było przerwanie działalności przestępczej i "zmuszenie prokuratury do działania". 

"Pismo nie powinno być odesłane w kosmos"

Celem ABW ws. Amber Gold było szybkie działanie i przerwanie działalności przestępczej, prokuratura stawiała na bardziej odległe terminy, interweniowałem u prokuratora generalnego, nacisk ABW był na granicy dopuszczalności - powiedział przed komisją śledczą b. szef ABW Krzysztof Bondaryk.

Krzysztof Brejza (PO) pytał świadka o pismo z 24 listopada 2011 r. wysłane przez ówczesnego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka (szef KNF w l.2011-2016) do ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta ostrzegające o działalności Amber Gold.

Bondaryk zeznał, że tego typu pisma nie otrzymał z KNF, czym jest "troszeczkę zawiedziony". Jak mówił, było ustalenie, że KNF będzie informować ABW o ważnych dla państwa "zdarzeniach z rynku finansowego, na które zwracają uwagę".

Świadek zeznał, że pamięta wiele informacji, które b. szef KNF Stanisław Kluza (kierował KNF w l.2006-2011) przysyłał mu na temat SKOK-ów. "Natomiast niestety ani pan Kluza, ani pan Jakubiak nie poinformowali ABW o ich pojęciu sprawy Amber Gold, chociaż złożyli zawiadomienie, co się bardzo chwali" - zaznaczył Bondaryk.

Brejza dopytywał, czy takie pismo, na dziesięć miesięcy przed upadkiem Amber Gold, powinno trafić do adresata, czyli prokuratora generalnego. "Oczywiście (...) niewątpliwie pismo tej wagi powinno być przeczytane w prokuraturze, nie powinno być zlekceważone, nie powinno być odesłane w kosmos" - powiedział świadek.

Brejza wyjaśnił, że wiceszef sekretariatu prokuratora generalnego nie przedstawił tego pisma i zdecydował o przekazaniu go do Departamentu Postepowań Przygotowawczych, dalej spłynęło do Gdańska do prokuratury apelacyjnej i prokuratury okręgowej.

"Stawiano terminy bardziej odległe"

Następnie poseł PO pytał m.in. o pracę prokuratury ws. Amber Gold. Bondaryk powiedział, że po dwóch rozmowach z prokuratorem generalnym miał nadzieję, że prokuratura intensywnie razem z ABW zajmie się tym tematem. "Spodziewałem się, przynajmniej tak liczyłem na to, że w ciągu dwóch miesięcy zlikwidujemy ten problem" - powiedział Bondaryk.

Podkreślił, że celem ABW było szybkie działanie i Agencja starała się bardzo mocno współpracować z prokuraturą.

"My byliśmy przygotowani do szybkich realizacji i zabezpieczenia materiałów procesowych, ze strony prokuratury niestety był ciągły, nie chcę powiedzieć, jakaś obstrukcja, ale generalnie stawiano terminy bardziej odległe" - powiedział Bondaryk.

Dlatego, jak mówił, po interwencjach dyrektorów ABW zdecydował się na kolejną interwencję i spotkanie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. "Chodziło o kwestię skutecznego przerwania działalności przestępczej" - podkreślił Bondaryk.

"Skutkiem tej interwencji była narada w Prokuraturze Generalnej z udziałem prokuratorów z Gdańska i funkcjonariuszy ABW w kontekście realizacyjnym" - powiedział Bondaryk.

Podkreślił, że prokurator jest decydujący dla postępowania i dla realizacji działań. "Nacisk ze strony Agencji i tak był bardzo mocny, można powiedzieć na granicy dopuszczalności" - podkreślił Bondaryk.

"To mogło wpływać na działanie funkcjonariuszy i prokuratorów"

Brejza pytał dalej, czy ataki szefa Amber Gold Marcina P. na ABW i oskarżenia o niszczenie działalności gospodarczej spowalniały działania Agencji. Bondaryk odpowiedział, że spodziewał się, że "tak ogromna, rozwinięta struktura przestępcza" może reagować w ten sposób.

"Wydane pieniądze na media ze strony Marcina P. w postaci reklam, różnych kontraktów, opłat medialnych, powodują, że życzliwość prasy w stosunku do tego podmiotu, do właściciela jest duża. A życzliwości prasy do podmiotu jakim jest ABW nigdy nie było (...). Łatwym celem była ABW i prokuratura w tym zakresie do atakowania, że niszczą działalność gospodarczą" - powiedział Bondaryk.

"Myślę, że mogło to wpływać na działanie funkcjonariuszy i prokuratorów, na moje działanie nie wpłynęło" - zaznaczał b. szef ABW.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała Bondaryka, czy w ABW był podział zgodnie z którym wątkiem lotniczym ma zajmować się delegatura warszawska ABW, a Amber Gold "jako piramidą finansową" ma zająć się delegatura gdańska.

"Trudno mi w tej chwili powiedzieć, czy był taki podział, czy nie był takiego podziału, jednostki pracowały razem, wymieniały informacje (...) wydawało się, że ta wymiana informacji jest wystarczająca. Żadnych takich formalnych, z tego, co pamiętam, podziałów nie było, oczywiście Gdańsk był wiodący, a wspierała delegatura stołeczna" - powiedział Bondaryk.

Wassermann przytoczyła wcześniejsze zeznania jednego z funkcjonariuszy ABW, który mówił, że zapadło ustalenie, że wątkiem lotniczym, linii OLT ma zajmować się delegatura stołeczna. "Trudno mi się do tego odnieść (...) w tym czasie wszyscy pracowali razem" - odpowiedział Bondaryk.

"Klasyczna sprawa kryminalnego oszustwa"

Przerwanie działalności parabankowej likwidowałoby działalność przestępczą Marcina P. - powiedział b. szef ABW Krzysztof Bondaryk. Gdy Amber Gold zaczęła ekspansywanie pozyskiwać środki, to był ostatni moment, kiedy prokurator powinien stwierdzić, czy dochodzi do przestępstwa - ocenił.

Członek komisji ds. Amber Gold Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka, kto "zawalił" sprawę Amber Gold. Bondaryk powiedział, że podstawowe pytanie brzmi, "na którym etapie organy państwa reagowały, a na którym nie".

"Moim zdaniem w kategorii podstawowej jest to przestępstwo parabankowe, wszystkie inne mają charakter pomocniczy, choć waga ich jest większa (...) Przerwanie działalności parabankowej likwidowałoby działalność przestępczą pana Marcina P., gdyby można było tę sprawę zamknąć na etapie pierwszego zawiadomienia ze strony Komisji Nadzoru Finansowego" - stwierdził.

Pytany, czy przesuwa ciężar niedopełnienia obowiązków na prokuraturę, Bondaryk powiedział, że "jeżeli na pierwszym etapie śledztwa sprawa jest prowadzona właściwie, to przestępstwo zostaje zlikwidowane". "Jeśli prokuratura prowadzi (sprawę), a równocześnie działalność przestępcza się rozwija, to ona ogarnia coraz większe obszary i wymyka się kontroli tej prokuratury, prokuratorowi, policji, czy każdej innej służbie" - mówił.

"Gdy nastąpiła ekspansywna działalność Amber Gold w kategorii pozyskiwania środków, to był ostatni moment, kiedy prokurator powinien stwierdzić, czy to jest przestępstwo, czy to jest oszustwo, czy jest złoto, którym mami klientów Marcin P. swoimi ulotkami, plakatami, artykułami" - powiedział Bondaryk i dodał, że ten element nie został wyjaśniony na pierwszym etapie śledztwa. "Moim zdaniem, to był kluczowy (moment) do przerwania tej działalności" - powiedział b. szef ABW.

Poseł Nowoczesnej zapytał, kto zdaniem świadka powinien zajmować się sprawą Amber Gold. W ocenie Bondaryka jest to "klasyczna sprawa kryminalnego oszustwa". Wskazywał, że powinna się sprawą zajmować policja i prokuratura. Zembaczyński dopytywał, czy był to błąd, że zajmowała się nią ABW. Bondaryk zaprzeczył. "Gdybyśmy nie zaczęli działać, to ta działalność przestępcza mogłaby trwać dalej". Ocenił, że np. inny prokurator na innym poziomie prokuratury np. wojewódzkiej czy okręgowej, mógłby te sprawę rozwikłać.

Zembaczyński pytał, czy ws. Amber Gold prokuratura rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz - do której zawiadomienie KNF ws. Amber Gold trafiło już w końcu grudnia 2009 r. - była "hamulcowym". Bondaryk stwierdził, że trudno mu powiedzieć. "Relacje z prokuraturą rejonową ABW miała w zasadzie żadne" - mówił. Dodał, że kontakty były sporadyczne. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje