Marcin P. "totalnie zaskoczył" zarząd OLT Express

"Zakładałem, że skoro państwo pozwala Amber Gold na działalność, to wszystko jest zgodne z literą prawa; moja wiara w tę instytucję była taka, jak wielu innych obywateli" - mówił we wtorek były członek zarządu OLT Express Poland Rafał Orłowski przed komisją śledczą.

W połowie 2011 r. Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express, pod którą działały linie OLT Expres Regional (z siedzibą w Gdańsku, wykonujące rejsowe połączenia krajowe) oraz OLT Express Poland (z siedzibą w Warszawie, które wykonywały czarterowe przewozy międzynarodowe). Linie OLT Express rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r.

"Totalne zaskoczenie"

Reklama

Orłowski mówił podczas przesłuchania przed komisją śledcza, że "prorozwojowy optymizm" w OLT Express skończył się dopiero w lipcu 2012. Na początku lipca zaczęły się też - dodał - problemy z płatnościami w OLT Express Poland, a związane były z brakiem wpłat od głównego udziałowca, czyli Amber Gold.

Jak dodał, podczas spotkania przedstawicieli linii lotniczych z szefem Amber Gold Marcinem P. informacja, że przestaje on finansować przewoźników była "totalnym zaskoczeniem". Dodał, że wówczas rozpoczęło się poszukiwanie nowego inwestora, którym miał zostać Air Berlin; ten jednak zrezygnował ze względu na doniesienia medialne pojawiające się na temat spółek OLT.

Orłowski zeznał też, że z właścicielem Amber Gold Marcinem P. widział się około pięć razy. Pytany o jego osobowość, stwierdził, że był to człowiek "skryty, ale decyzje podejmował dość szybko".

Mówił, że podczas jednego z tych spotkań zadał Marcinowi P. pytanie, czy ma świadomość, ile pieniędzy będzie potrzeba, by zbudować rynek dla nowej linii lotniczej. "Pan Marcin P. powiedział, że środki na to są" - dodał.

Świadek relacjonował, że Marcin P. informował, że pieniądze dla linii lotniczych będą pochodziły z działalności Amber Gold.

Wiara w legalność Amber Gold

Posłowie pytali, czy świadek nie miał wątpliwości dotyczących kondycji i natury Amber Gold. Orłowski powiedział, że zakładał, iż "skoro aparat państwa pozwalał na tego typu działalność na rynku polskim, to jest to wszystko zgodne z literą prawa". Przypominał, że na gali Amber Gold prezentowano np., że spółka ma 125 mln euro zysku.

"Skoro poprzednie dane pokazywały, że te zyski były, to moja wiara w tę instytucję była taka, jak wielu innych obywateli" - mówił.

Posłowie pytali zatem Orłowskiego, od kiedy miał świadomość negatywnej medialnej otoczki wobec Amber Gold oraz tego, że z tą firmą jest coś nie tak. "Tuż po ogłoszeniu siatki połączeń zagranicznych OLT Express zaczęły się negatywne informacje na temat Amber Gold" - powiedział.

Zapewniał także, że jego zdaniem pojawienie się OLT Express adresowane było do innego segmentu rynku niż obejmował LOT, więc linie nie były bezpośrednim konkurentem narodowego przewoźnika.

Mail od "Józefa Bąka"

Orłowski był również pytany o rolę pełnioną w ogólnej spółce OLT Express sp. z o.o. (Orłowski był członkiem zarządu spółki OLT Express Poland). Odpowiadał, że rola ta polegała na udziale we wprowadzaniu rozkładu lotów oraz typowaniu portów lotniczych.

W związku z rolą świadka Marek Suski (PiS) dopytywał o informacje na temat tworzenia siatki połączeń OLT, jakie Orłowski otrzymywał od "Józefa Bąka" (pseudonim wykorzystywany przez Michała Tuska w adresie mailowym). "Od pana Michała Tuska otrzymałem jednego maila, na temat możliwego połączenia do Helsinek" - powiedział świadek.

Pytany był także, jak to się stało, że Przedsiębiorstwo Państwowe "Porty Lotnicze" (PPL) w pewnym momencie zagroziły, że nie będą obsługiwać samolotów OLT, jeśli nie zostaną uregulowane należności, a mimo to samoloty nadal były obsługiwane. "Zadeklarowaliśmy, że część zobowiązania zostanie spłacona, co nastąpiło, w związku z tym porty zgodziły się na lądowanie samolotów" - zeznał Orłowski.

Inne długi

W trakcie przesłuchania przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, czy jest mu wiadome jakie zaległości powstały w ZUS oraz Urzędzie Skarbowym po OLT Express Poland. Orłowski wskazał, że jeśli chodzi o US to jest to ok. 1,1 mln zł, a w ZUS - ok. 2,5 mln zł. Świadek zeznał, że ZUS podjął starania, by wyegzekwować te pieniądze od członków zarządu.

Jak relacjonował w jego przypadku wyrok zapadnie w przyszłym tygodniu, a jeśli chodzi o pozostałych dwóch członków zarządu (Andrzeja Dąbrowskiego i Jacka Łyczbę) to sprawa jest na etapie apelacji.

"Czy kiedykolwiek Urząd Skarbowy usiłował wyegzekwować od państwa zaległość podatkową" - dopytywała Wassermann. "Nic mi o tym nie wiadomo" - odparł Orłowski.

"Proszę państwa może byśmy zadali pytanie, jak to jest możliwe, że ten Urząd Skarbowy nie poprowadził nawet żadnych rozmów; ten Urząd jest zadziwiający (...)" - wtrąciła Wassermann zwracając się do pozostałych członków komisji śledczej.

Świadek wskazywał też, że w jego ocenie jeszcze w czerwcu 2012 r. sytuacja finansowa OLT Poland była dobra. "Natomiast jeśli chodzi o rozwój floty i inwestycje w kolejne samoloty, to wiązało się z kolejną potrzebą zastrzyku finansowego ze spółki Amber Gold. Bez tego spółka OLT Express Poland nie była w stanie wygenerować tak dużych przychodów z działalności czarterowej" - zaznaczył.

Orłowski dodał, że wszelkie decyzje dotyczące tego, jak grupa ma się rozwijać, przychodziły od dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego. Zaznaczył jednak, że nie wie, czy były to jego indywidualne decyzje, czy tez uzgodnione z Marcinem P.

Świadek przyznał też, że po ogłoszeniu upadłości miał kontakt z przedstawicielami ABW, którzy pojawili się w siedzibie spółki. "To był całodzienny kontakt z kilkoma funkcjonariuszami i później byłem przesłuchiwany przez ABW" - mówił.  

Dowiedz się więcej na temat: Amber Gold

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje