Prok. Piotr Gronek o Amber Gold: Nie popełniłem błędu

Wykonując w zastępstwie prok. Barbary Kijanko czynności związane ze sprawą Amber Gold, nie popełniłem błędu - zapewniał podczas czwartkowego przesłuchania przez komisję śledczą prok. Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz Piotr Gronek.

Prok. Barbara Kijanko była referentem sprawy Amber Gold w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz po złożeniu zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego w 2009 r. W maju 2011 r., w związku z przedłużającym się terminem opracowania opinii biegłego, prokurator zawiesiła postępowanie w tej sprawie.

Reklama

Prok. Gronek zastępował prok. Kijanko w kwietniu 2012 r., w czasie gdy przebywała ona na zwolnieniu chorobowym. "Uważam, że wykonując czynności w tej sprawie, nie popełniłem błędu (...). Wydano polecenie, aby postępowanie zawieszone podjąć i to bezzwłocznie uczyniłem" - stwierdził prok. Gronek, odpowiadając na pytanie Witolda Zembaczyńskiego (Nowoczesna).

Świadek mówił też, że w czasie gdy zastępował prok. Kijanko do gdańskiej prokuratury wpłynęło pismo KNF o udzielenie informacji, czy została już przygotowana lub kiedy powstanie opinia biegłego w sprawie Amber Gold.

"W związku z tym, że wówczas w naszej prokuraturze nie było ani akt głównych, ani akt podręcznych tej sprawy, nie miałem możliwości zweryfikowania tego, kto jest biegłym i na jakim etapie jest to postępowanie" - powiedział.

Dodał, że wówczas skontaktował się funkcjonariuszką policji Katarzyną Tomaszewską-Szyrajew, która zajmowała się tą sprawą w Komendzie Miejskiej Policji, aby skontaktowała się z biegłym i uzyskała od niego informacje dotyczące opinii. "Pani Tomaszewska oddzwoniła tego samego dnia, informując, że biegły Roman Gierszewski nie pracuje obecnie nad tą opinią, ponieważ nie ma akt sprawy, ani załączonych do nich dokumentacji, bez których nie jest w stanie prowadzić prac nad opinią" - mówił Gronek.

Dodał, że z jego ustaleń wynikało, iż w styczniu 2012 akta te zostały przekazane do gdańskiej Prokuratury Okręgowej "na polecenie tej jednostki" i nie zostały zwrócone. Wskazał też, że tego samego dnia poinformował o tej sytuacji swoją przełożoną prok. Marzannę Majstrowicz. "Zasugerowałem, aby zwrócić się do Prokuratury Okręgowej o to, żeby te akta wróciły do naszej prokuratury" - powiedział.

"Nie wiem jakie czynności w związku z tym podjęła prok. Majstrowicz, ale wnioskuję, że były one skuteczne, gdyż następnego dnia lub dwa dni później te akta zostały mi przedłożone" - powiedział. Zaznaczył jednocześnie, że wraz z aktami dostarczono mu pismo przewodnie z Prokuratury Okręgowej, w którym polecono, by wydać postanowienie o podjęciu zawieszonego dochodzenia ws. Amber Gold. "ze względu na to, że uznano, iż zawieszenie postępowania było niezasadne".

Gronek podkreślił, że "był zobowiązany, aby to polecenie wykonać i wydał postanowienie o podjęciu zawieszonego postępowania". "Następnie skierowałem pismo do biegłego (...) i poleciłem mu, aby pilnie wznowił prace nad opinią, oraz aby poinformował prokuraturę o tym, jaki jest termin zakończenia prac nad tą opinią" - dodał.

Jak zaznaczył był to jego ostatni kontakt z aktami tego postępowania.

"Nie wywierano na mnie presji"

W sprawie Amber Gold nie była na mnie wywierana żadna presja, aby ktoś do mnie dzwonił lub przychodził i mówił, co mam przeprowadzić; wykonywałem czynności, do których byłem zobowiązany - zeznał przed komisją prok. Gronek.

Dodał, że w tej sprawie nie kontaktował się ani z politykami, ani osobami ze spółki Amber Gold.

Prok. Gronek w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz zastępował pierwszą referent sprawy prok. Barbarę Kijanko od lutego 2012 r., w czasie gdy przebywała ona na zwolnieniu chorobowym. Wówczas postępowanie to było zawieszone w związku z oczekiwaniem na opinię biegłego rewidenta.

"Nie uzyskałem od prok. Kijanko pełnej informacji na temat wszystkich spraw, które były w jej referacie. Referat obejmuje zarówno sprawy w biegu, jak i zawieszone. Przekazywaliśmy sobie co do zasady informacje o sprawach na biegu, natomiast nie przypominam sobie sytuacji, abyśmy przekazywali sobie informacje na temat spraw zawieszonych" - powiedział. Dodał, że także w przypadku tej sprawy prok. Kijanko nie przekazała mu informacji, zanim udała się na zwolnienie.

Ostatecznie śledztwo - na polecenie prokuratury okręgowej - podjęto w kwietniu 2012 r., zaś dwa miesiące później sprawa została przekazana z prokuratury rejonowej na wyższy szczebel - do wydziału przestępczości gospodarczej gdańskiej prokuratury okręgowej.

"W przypadku wydania polecenia o podjęciu zawieszonego postępowania, tak jak było w tym przypadku, wykonałem to polecenie, do którego wykonania byłem zobowiązany" - powiedział świadek.

Prokurator powiedział jednocześnie, że nie zapoznawał się szczegółowo z aktami sprawy; nie widział ich w całości. "Nie było sytuacji, żebym analizował sprawę, czy była prowadzona prawidłowo, bądź nie; czy trzeba podjąć inne czynności, niż zostały wcześniej podjęte" - podkreślił.

"W momencie, gdy miałem kontakt z tymi aktami, nie miałem świadomości, że jest to sprawa wyjątkowa. Nie miałem świadomości tego, że spółka działa na zasadach piramidy finansowej, ponieważ to się okazało dopiero wiele miesięcy później" - zaznaczył świadek.

Gronek powiedział też, że nie przypomina sobie, aby rozmawiał z prok. Kijanko o planie postępowania, czy o koncepcji prowadzenia sprawy. "Nie wiem, czy plan był formalnie sporządzony" - dodał.

Przed godz. 15 komisja zakończyła przesłuchanie prok. Gronka i czwartkowe posiedzenie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje