Atomowa Korea Północna

Szokująca relacja b. strażnika obozu w Korei Płn.: Żywcem zakopywaliśmy dzieci

Szokujące fakty dotyczące sposobu traktowania więźniów ujawnia były strażnik obozu dla więźniów w Korei Północnej. Przytacza między innymi przerażającą historię, jak spuszczone ze smyczy psy zagryzły dzieci, a ofiary, te pogryzione na śmierć i te które atak psów przeżyły - zostały pogrzebane.

- Strażnicy poddawani byli takiej indoktrynacji, że dla nich więźniowie to nie byli ludzie, a zwierzęta - mówi bez ogródek  Ahn Myeong-Chul.

Reklama

Opowiadane przez niego historie mogą przerazić.  Ahn przez osiem lat był strażnikiem w północnokoreańskim obozie dla więźniów. W swojej relacji przywołuje między innymi dzień, w którym więzienne psy, spuszczone ze smyczy, zaatakowały pięcioro dzieci z obozu. 

"Miały przegryzione szyje"

- Usłyszeliśmy wrzaski, ale gdy dobiegliśmy na miejsce, trójka dzieciaków już nie żyła. Miały przegryzione szyje. Jeden pies zjadł wnętrzności dziecka. Dwójka pozostałych maluchów była pogryziona, ale żyła. Wszystkie zostały zakopane razem. Ta żyjąca dwójka też - relacjonuje z detalami.

Ahn opuścił Koreę Północną w 1994 roku, kiedy jego ojciec wypowiedział lekceważącą uwagę na temat systemu. - Ojciec popełnił samobójstwo. Reszta rodziny  trafiła do obozu więziennego. 

Masowe groby były powszechne


Jeden z byłych więźniów narysował, jak wygląda życie w takim obozie. Ahn podkreśla, że strażnicy byli poddawani takiej indoktrynacji, że więźniowie dla nich nie byli ludźmi, a zwierzętami  i tak też byli traktowani.

 - Masowe groby były powszechne. Wykopywano je między innymi wtedy, gdy doszło do wypadku w jednej z kopalń - przyznaje Ahn. W 1992 roku doszło do wybuchu. Zginęło 400 osób w tym strażnicy.  - Wszystkich ich wrzucono do zbiorowej mogiły. Ci, których stracono, nie byli nawet chowani. Ich ciała pozostawiono na zboczu góry dodaje. 

"Olbrzymia infrastruktura represji"

Niewiele dokumentów, przedstawiających życie w obozie, przetrwało. Ci, którzy uciekli, mają wszystko w głowie. Niektóre dokumenty jednak się zachowały. Przemyciła je dezerterska grupa Free NK Gulag. Amnesty International opublikowała satelitarne zdjęcia, które pokazują "olbrzymią infrastrukturę represji". 

"Okrucieństwa nie do przyjęcia"

Organizacja Human Rights Watch podejrzewa, że zatrzymano setki tysięcy ludzi, może to być jednak niemożliwe do udowodnienia. Władze Korei twierdzą, że taki obóz w ogóle nie istnieje.  Komisja Śledcza Narodów Zjednoczonych zebrała bezprecedensowy zestaw dowodów na łamanie praw człowieka w Korei Północnej: przestępstwa przeciw ludności i okrucieństwa nie do przyjęcia. 

Dowiedz się więcej na temat: Szokująca relacja b. strażnika obozu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje