Kryzys w Grecji

SZ: Horror w eurostrefie zrobił na Polakach duże wrażenie

Leszek Balcerowicz był i jest zwolennikiem twardych reform. To on z sukcesem wyprowadził Polskę z gospodarki planowej do rynkowej i ma recepty na przyszłość, podkreśla SZ.

Czwartkowe (16.07.2015) wydanie "Sueddeutsche Zeitung" (SZ) przybliża czytelnikom postać i poglądy Leszka Balcerowicza, byłego ministra finansów RP, który wyprowadził Polskę na tory gospodarki rynkowej. Jako gość cyklu wykładów organizowanych przez monachijski instytut badań ekonomicznych Ifo i "SZ" przedstawił rozwój gospodarczy Polski w porównaniu z innymi państwami Europy i Stanów Zjednoczonych, zaznaczając, że rozróżnia dwa rodzaje polityki: dobrą i złą:

Reklama

"Jego radykalne reformy zapisały się w historii jako >plan Balcerowicza< czy jako >terapia szokowa<. Po roku 1989 nastąpiła szybka prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw, zniesiono monopole i uwolniono ceny. Gospodarka kraju szybko wzrastała, PKB na głowę ludności jest dziś ponad dwukrotnie wyższy niż przed 26 laty. W Niemczech ten wzrost wyniósł w tym samym okresie niecałą dwukrotność. I do tego: Polska była jedynym krajem europejskim, który nie popadł w recesję po tym, jak w 2008 zaczął się kryzys finansowy".

Banki jako zarzewie kryzysów

"SZ" cytuje wypowiedzi polskiego ekonomisty: "Nie ma żadnego kryzysu w Europie, tylko kryzys jest w niektórych państwach Europy", który wyjaśniał, że kraje nie-kryzysowe od kryzysowych różni "szybkie podjęcie działań", co on właśnie nazywa "dobrą polityką".

"Podobnie, jak kiedyś Polska w ostatnich latach także Bułgaria i kraje bałtyckie same wykaraskały się z kryzysu przez twarde reformy i obniżenie wydatków budżetowych - bez jakichkolwiek unijnych parasoli ratunkowych. Za to w Grecji, Hiszpanii i Irlandii przez zaniedbanie reform i boom kredytowy uprawiano >złą politykę<" - wyjaśniał Leszek Balcerowicz monachijskiej publiczności.

Unikanie takich właśnie boomów, jest jego zdaniem centralnym zadaniem.

"Nie chodzi o kwestię, jak narodowe banki centralne mają unikać kryzysów, tylko o to, jak możemy powstrzymać banki emisyjne przed wywoływaniem kryzysów" - podkreślał.

"SZ" wyjaśnia, że w większości dotkniętych kryzysem państw UE banki centralne prowadziły bardzo liberalną politykę pieniężną z niską stopą odsetków, co wywoływało boom. A tylko tam, gdzie on powstaje, potem może nastąpić załamanie. Zapobieganie temu zjawisku zawsze było jego celem, kiedy był prezesem narodowego Banku Polskiego w latach 2001-2007, przyznał.

Polacy nie chcą euro

Pisząc o wydźwięku wykładu Leszka Balcerowicza SZ zaznacza, że chodziło w nim o Europę, o kryzysy i oczywiście o Grecję. Polski ekonomista przyznał, że z zadowoleniem powitał brukselskie poniedziałkowe porozumienie ws. Grecji.

"Jego treść, przede wszystkim obniżki rent i emerytur uważa za słuszne. Tyle, że nasuwa mu się pytanie, czy Grecja tym razem faktycznie zrealizuje te reformy. >Problemem Grecji nigdy nie było uchwalanie ustaw, problem stanowiła ich implementacja< - wyjaśniał, dodając, że Trojka zawiodła przy kontrolach realizacji reform.

Na pytanie, czy jego gospodarczo silny kraj wkrótce przystąpi do eurogrupy, Balcerowicz wyraźnie się odżegnuje: "Horrorowe historie, jakie rozgrywały się w eurostrefie zrobiły na Polakach duże wrażenie. Żeby pożegnać się ze złotym potrzebna jest większość 2/3 głosów w Sejmie - a takiej woli politycznej jak na razie nie ma".

opr. Małgorzata Matzk, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje