Jurek: Potrzebni są mediatorzy w sporze między opozycją, a większością rządzącą

Strony konfliktu w Sejmie nie wyjdą ze sporu bez propozycji mediatora; mogą to być np. polityk PSL Adam Struzik, Paweł Kukiz lub wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) - powiedział w środę w Polskim Radiu prezes Prawicy Rzeczypospolitej europoseł Marek Jurek.

Marek Jurek pytany o możliwość rozwiązania konfliktu między protestującymi na sali sejmowej posłami opozycji - PO i Nowoczesnej - a większością rządzącą powiedział, że "w tej sprawie potrzebna jest mediacja". - Mam wrażenie, że strony nie wyjdą ze sporu bez propozycji mediatora i dlatego najwyższa pora, żeby i lider większości i lider opozycji - to znaczy Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna - zaproponowali propozycję mediatorów - dodał.

Reklama

- Arcybiskup Henryk Hoser powiedział, że tutaj ze strony biskupów jest możliwość mediacji. Aczkolwiek myślę, że lepiej, żeby to byli mimo wszystko mediatorzy ze społeczeństwa cywilnego, albo (...) ze świata politycznego" - zaznaczył Jurek. Kandydatami na mediatorów jego zdaniem mogą być Paweł Kukiz lub wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z Kukiz'15, "którzy głosowali wiele razy z większością rządową, a w tym konflikcie nie brali udziału, w tych decydujących głosowaniach budżetowych". Według Jurka mógłby to być także marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (PSL).

Dopytywany czy prezydent Andrzej Duda mógłby być mediatorem w tej sprawie europoseł odparł, że prezydent "byłby doskonałym" mediatorem dlatego, że "jego konstytucja predestynuje do tej roli". Jednak, jak zauważył, prezydent "wydał swoją opinię przychylną dla jednej strony i raczej po nim trudno się w tej chwili spodziewać działań, bo wyraźnie nie chce ich podejmować".

Jurek pytany, czy jego zdaniem strona rządząca weźmie pod uwagę przeniesienie na dłużej głosowań z sali obrad Sejmu w inne miejsce i pozostawienie sali plenarnej w rękach protestujących powiedział, że "w tym konflikcie wina spoczywa przede wszystkim na organizatorach tego protestu, bo zajęcie sali, uniemożliwianie obrad jest czymś bezprecedensowym".

"Doszło do rzeczy bardzo niedobrych"

Jak ocenił "doszło do rzeczy bardzo niedobrych, bo chociaż wina za zajęcie sali jest po stronie opozycji, to trudno uznać za całkowicie normalne głosowanie budżetu".

Marek Jurek uważa, że "nie ma sensu kwestionować (...) kworum, czy matematycznego wyniku tego głosowania". - Ale trudno jego wynik jurydyczny - prawny - uznać za normalny w sytuacji, kiedy nie głosowano nawet poprawek, które Komisja Finansów Publicznych pod przewodnictwem  Jacka Sasina (PiS) i z większością odpowiadającą większości parlamentarnej, z większością PiS-owską, uznała za właściwe - podkreślił.

- Do sytuacji, do której do tego głosowania musiało dojść, doprowadziła opozycja, ale uznawanie, że to jest sytuacja normalna dla Polaków, dla państwa, dla społeczeństwa, nie jest rzeczą właściwą - dodał.

Od piątku 16 grudnia w sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie opozycji, którzy rozpoczęli wtedy protest wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, domagając się zachowania jej dotychczasowych reguł. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r. Wcześniej w tej samej sali odbyło się posiedzenie klubu PiS. Opozycja uważa, że głosowania w Sali Kolumnowej były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje