Kryzys w górnictwie

W kopalniach JSW górnicy rozpoczęli protest pod ziemią

W ósmej dobie strajku górnicy rozpoczęli podziemne protesty we wszystkich kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej - poinformował wiceprzewodniczący Solidarności w JSW Roman Brudziński. Na środowe popołudnie zaplanowano kolejne rozmowy związków z zarządem JSW.

Według związkowców w każdej kopalni JSW podziemny protest podjęło po kilkadziesiąt osób. Chętnych miało być więcej, ale ze względów bezpieczeństwa liczbę uczestników tej formy protestu ograniczono.

Reklama

Dotychczasowy strajk w kopalniach JSW polegał na wstrzymaniu wydobycia i pozostawaniu górników w godzinach pracy na powierzchni. Załogi po przyjściu do pracy nie zjeżdżały pod ziemię, a zostawały do końca zmiany na cechowniach. Na dół zjeżdżały tylko służby utrzymania ruchu zakładów.

Według przedstawicieli Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego JSW, zaostrzenie strajku to odpowiedź załóg na brak efektów kolejnej rundy rozmów między związkami, a reprezentantami zarządu i rady nadzorczej spółki. Zasadniczym postulatem strajkujących jest odwołanie prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego. Ich zdaniem jest on głównym winowajcą trudnej sytuacji finansowej spółki i zaostrzającego się strajku.

- 80 mln kosztował remont siedziby zarządu spółki, 27 mln zł JSW wpakowała w hotel Różany Gaj w Gdyni. Wielomilionowe kwoty płyną do zewnętrznych firm, m.in. piarowskich czy konsultingowych. W sumie te 400 mln zł, które prezes chce uzyskać z realizacji programu naprawczego, sam wyrzucił w błoto, bo lista jego nietrafionych inwestycji i bezsensownych wydatków jest bardzo długa. I teraz ten prezes chce, aby górnicy zapłacili za jego niekompetencję - ocenił wiceszef Solidarności w JSW.

Zasygnalizował, że załogi są gotowe na ustępstwa, na zmiany organizacyjne, a nawet na zaciśnięcie pasa, aby ratować kopalnie. - Ale pod jednym zasadniczym warunkiem: bez tego prezesa - powiedział Brudziński. Zastrzegł, że załogi są gotowe na szybkie odpracowanie strat będących następstwem trwającej już ponad tydzień przerwy w wydobyciu.

Kolejna runda rozmów między związkami, a władzami spółki, ma rozpocząć się w środę o godz. 13. Ostatnie, nocne rozmowy - z udziałem mediatora, byłego ministra pracy Longina Komołowskiego - trwały ok. sześciu godzin i zakończyły się w środę nad ranem.

Mediator zapowiedział, że w środę po południu zarząd przedstawi kolejne informacje uwzględniające wcześniejszą dyskusję. - Mam nadzieję , że od tego momentu zaczniemy już spisywać jakiś kształt porozumienia - wskazał b. minister. Zaapelował do stron, aby już przygotowywały swoje projekty porozumienia, by można było zacząć je konfrontować.

Związkowcy opuszczający w nocy siedzibę JSW mówili m.in., że efekty rozmów są "na razie takie same, jak na początku". - Przedstawiamy swoje argumenty; zarząd odpowiada na pytania, które złożyliśmy - powiedział Krzysztof Łabądź z Sierpnia 80. Wyraził nadzieję, że dojdzie do zbliżenia stanowisk, zastrzegł jednak, że na razie "protest trwa i będzie trwał". - Jedziemy do górników przekazać im, że na tę chwilę nie ma żadnych uzgodnień - mówił Łabądź.

Ta tura rozmów w siedzibie JSW miała się rozpocząć we wtorek o godz. 19. Opóźniły je jednak o ok. dwie godziny starcia uczestników demonstracji, która odbywała się wówczas przed budynkiem spółki, z policją. Demonstracja zgromadziła ok. tysiąca osób, w tym wiele bardzo agresywnych, w części też nietrzeźwych. Funkcjonariusze użyli broni gładkolufowej i gazu.

Demonstrujący kilkukrotnie atakowali ochraniających budynek policjantów, rzucając m.in. petardy, świece dymne, butelki, kamienie i inne ciężkie przedmioty. Część osób atakujących policjantów była zamaskowana, niektóre miały na sobie barwy klubów sportowych.

Związkowcy apelowali, aby nie utożsamiać ich akcji protestacyjno-strajkowej z wieczornymi wydarzeniami przed spółką. Ich przedstawiciele mówili m.in., że "każdą burdę należy potępić". Sugerowali, że manifestacja to niezależna od nich inicjatywa mieszkańców Jastrzębia-Zdroju i okolic. Wskazywali na inicjatywy zwoływane na portalach społecznościowych.

- Nie jest to dobry sposób prowadzenia dialogu, robienie takiego nacisku, wywoływania takich burd w momencie kiedy sytuacja jest naprawdę poważna, kiedy ważą się losy spółki, kiedy ważą się losy 26 tys. zatrudnionych w spółce, kiedy chcemy wdrażać program oszczędnościowy, kilku liderów związkowych zapowiada, że lud jest żądny krwi, że lud chce głowy prezesa. Sprowadza się kibiców, którzy nie wiadomo dlaczego tutaj się znaleźli - mówił po starciach prezes JSW Jarosław Zagórowski, który - zgodnie z żądaniem związków - nie bierze udziału w negocjacjach.

Rzecznik Wspólnej Reprezentacji Związków Zawodowych w JSW Piotr Szereda przekonywał, że "żadna ze stron organizacji związkowych nie organizowała (...) tej pikiety czy manifestacji, czy rozruchów pod JSW". - Nie było górników - mówił. Jego zdaniem niektórzy młodzi chcieli się "wyżyć". - Tego nie pochwalamy - powiedział.

Według policji w starciach uczestniczyło ok. tysiąca osób. Jastrzębska policja otrzymała wsparcie z innych jednostek; łącznie w akcji uczestniczyło ok. 200 policjantów. Zatrzymano ok. 10 osób. Przedstawiciele policji nie podali informacji o liczbie osób rannych, ale mówili, że nie mają one "poważnych obrażeń". Wśród rannych nie było policjantów.

Bezterminowy strajk w kopalniach JSW trwa od środy 28 stycznia. Wcześniej zarząd tej spółki ogłosił plan oszczędnościowy przekonując, że jest on konieczny, aby trwale poprawić kondycję firmy. Pierwsze rozmowy związków i zarządu spółki z udziałem mediatora, b. wicepremiera i b. ministra pracy Longina Komołowskiego rozpoczęły się w poniedziałek.

Strajki na bogato. Związkowcy to krezusi


Dowiedz się więcej na temat: Jastrzębska Spółka Węglowa SA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy