Kryzys w górnictwie

Kosiniak-Kamysz: Bardzo trudne rozmowy z górnikami

"Nie można mówić, że się ktokolwiek kogokolwiek przestraszył. Widziałem u związkowców chęć znalezienia drogi naprawczej" – mówi o porozumieniu z górnikami minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz w Kontrwywiadzie RMF FM.

Konrad Piasecki: Ma pan odwagę przyznać, że z górnikami to nie udało się wam wygrać?

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz: - Z górnikami, ze związkowcami osiągnęliśmy dobre porozumienie, które...

Dobre porozumienie, ale nie zwycięskie dla rządu.

- ...które gwarantuje naprawę systemu górnictwa, Kompanii Węglowej. Nie mówimy o zwycięzcach i pokonanych, bo to nie jest wojna, a związkowcy nie są przeciwnikami, tylko są partnerami.

Wojny to było blisko. To, co działo się na ulicach śląskich miast, i to, co działo się w projektach związkowców - to wojna była.

- Ja widziałem u tych związkowców, z którymi debatowaliśmy, chęć znalezienia wspólnej drogi naprawczej dla Kompanii Węglowej, której groziło widmo upadłości, likwidacji, utraty 50 tysięcy miejsc pracy lub nawet więcej, bo w firmach powiązanych.

Związkowcy mówią: "Nie daliśmy się zrobić w ciula". Będzie pan przekonywał, że się jednak dali?

- Nie. W negocjacjach i dochodzeniu do wspólnej drogi nie chodzi o to, żeby ktoś kogoś przechytrzył. I tutaj nikt nie ma takiego podejścia do tej sprawy. Chodzi o to, żeby znaleźć wspólne rozwiązanie - i to się udało. To jest na pewno wartość.

Politycy i ekonomiści mówili: "Trzeba zamykać kopalnie" - nie zamykacie. Mówili: "Trzeba zwalniać ludzi" - nie zwalniacie. A w dodatku jeszcze pokazaliście związkowcom, że jak twardo postawią sprawę i twardo postawią się rządowi, to są w stanie wywalczyć wiele.

- Wszyscy mówili - oprócz opozycji, do tego zaraz przejdziemy - że trzeba naprawiać i restrukturyzować. I tutaj jest zgoda i związków, i rządu - idziemy w proces naprawczy. Opozycja nie chciała przyjąć ustawy, która jest dzisiaj procedowana w Senacie i za chwilę będzie przekazana do pana prezydenta - a ona daje szanse na przeprowadzenie tych zmian. Opozycja była tej ustawie przeciwna. O tej ustawie jest również zapisane w porozumieniu, że trzeba ją zmienić.

Ale przyzna pan, że dodaliście związkom wiatru w żagle.

- Doszliśmy do porozumienia i porozumienie jest wartością. Jeżeli możemy mówić o sposobie dochodzenia do naprawiania - jeżeli to się dzieje w porozumieniu, to jest to dużo lepsze dla ludzi i dużo lepsze do przeprowadzenia.

Z ręką na sercu: przyzna pan, że przestraszyliście się groźby protestów, strajków i paraliżu kraju.

- Panie redaktorze, pamięta pan wielką demonstrację Solidarności, kilkudniową, tutaj w Warszawie we wrześniu 2013 roku?

Pamiętam.

- Ona była przeciwko ustawie o elastycznym czasie pracy - którą też resort pracy proponował. I czy wycofaliśmy się z zapisów tej ustawy. ..

No ale teraz trochę się wycofaliście.

- Nie można mówić, że się ktokolwiek kogokolwiek przestraszył, tylko chciał uratować miejsca pracy i wykonać cel podstawowy, jakim jest ochrona miejsc pracy, bezpieczeństwo energetyczne, wytwarzania i odbiorcy.

Skończyło się tak, że cały ten proces będzie i dłuższy i droższy.

- Skończyło się tak, że jest szansa na uratowanie miejsc pracy i na zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego. Czy postawienie sobie celu i osiąganie go w porozumieniu z ludźmi jest czymś złym czy dobrym?

Tylko pytanie, jak się to porozumienie załatwia, bo można było to porozumienie negocjować miesiącami, a nie zacząć wojnę, a potem wywiesić białą flagę.

- Tu jest różnie, bo to nie są łatwe negocjacje i mieliśmy bardzo mało czasu. Oczywiście te intensywne rozmowy przez ostatni tydzień w Katowicach, były bardzo trudne. Dla jednej i dla drugiej strony. Ale dobrze, że były.

A to dlaczego mieliście tak mało czasu, gdzie byli szefowie Kompanii Węglowej, wyznaczani przez ministra gospodarki? Gdzie był wiceminister gospodarki? Gdzie był minister gospodarki i wicepremier przez ostatnie miesiące, kiedy było widać, że Kompania Węglowa się sypie?

- Gdzie były ceny surowców energetycznych, które spadają od wielu miesięcy...

Od wielu miesięcy, właśnie.

- Tylko ta dynamika spadku jest coraz większa. I zmiany na rynkach światowych, które zachodziły, spowodowały, że też intensywność działań, w tym względzie, musi być bardzo szybka.

Panie ministrze, ale powie pan, że w ostatnich miesiącach rządzący państwem i Kompanią Węglową stanęli na wysokości zadania?

- No widać, że wczoraj część zarządu, duża, bo cztery osoby, podało się do dymisji, więc wyciągnęli też wnioski z różnych kwestii. I trzeba wprowadzić teraz te zmiany, które uzgodniliśmy, przeprowadzić z jednej strony ustawę i jak najszybciej skierować ją do pana prezydenta, i wdrażać program naprawczy, bo to ratuje miejsca pracy.

A może pan powiedzieć, na mocy jakich przepisów pieniądze dla górników będą pochodzić z funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych?

- Ta zmiana jest zapisana właśnie w tej ustawie...

Górniczej, tak?

- O węglu, o górnictwie węgla kamiennego, procedowanej w Senacie w tym momencie.

Ale sam pomysł na fundusz i ustawa o funduszu takiej sytuacji nie przewiduje...

- Gdyby upadła Kompania Węglowa, to ten Fundusz Gwarantowany Świadczeń Pracowniczych wypłacałby setki milionów złotych zobowiązań wobec pracowników. A w tej ustawie mamy zagwarantowany zwrot około miliarda - który może być, nie musi być użyty, bo to jest na ten pakiet osłonowy, zależy ile osób z tego skorzysta... Zwrot z prywatyzacji na lata 2016-18 właśnie miliarda, więc finalnie nie ma straty Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. 

Wszyscy eksperci cytowani dzisiaj przez Rzeczpospolitą mówią" "to bez sensu, to bezprawne, to złe rozwiązanie".

- W Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych nie będzie straty miliarda, ponieważ będzie ona pokryta wpływami z prywatyzacji. Gdyby upadła kompania...

O ile będą wpływy z prywatyzacji. 

- A co by powiedzieli przedsiębiorcy, którzy składają się i na ten fundusz, i ja rozumiem, że dbają o ten fundusz i bardzo dobrze, bardzo im za to dziękuję...

Ja też dbam, bo ja się też składam.

- Pana pracodawca się składa.

No nie, akurat ja.

- Bo to pracodawca odprowadza tę składkę.

Ale jestem własnym pracodawcą. 

- No to to jest taki stosunek pracy, taki macie w radiu. Miliard złotych będzie zwrócony z prywatyzacji. Jakby upadła kompania, ten miliard złotych by poszedł na zobowiązania wobec pracowników i nie byłby zwrócony z prywatyzacji. Wtedy strata dla pracodawców, którzy odprowadzają składki, byłaby większa.

Panie ministrze, pan by pozwolił frankowiczom się wykrwawiać czy ruszył im na pomoc?

- No jest dzisiaj spotkanie komitetu, który prowadzi minister finansów z szefem Narodowego Banku Polskiego, z innymi instytucjami.

Pan na co ich namawia? Czy co im podpowiada?

- To ja, powiem szczerze, jako minister pracy oczekuję rekomendacji od ministra finansów, no jest jednak porządek funkcjonowania państwa.

Ale jak pan rozmawia z kolegami z rządu, to czy pojawiają się jakieś pomysły na to, żeby rząd coś w tej sprawie zrobił, takiego formalnego?

- Mamy za chwilę posiedzenie Rady Ministrów, myślę że będzie o tym dyskusja i będziemy uważnie wsłuchiwać się w to, co będzie proponował minister finansów, jaka jest jego ocena sytuacji. Po pierwsze dlaczego doszło do takiej zmiany w polityce banku szwajcarskiego, są tutaj różne opinie ekonomistów... Zobaczymy, jaki będzie efekt tych spotkań.

Ale wyobraża pan sobie, że rząd nic w tej sprawie nie zrobi i powie: "Widziały gały co brały" i "Wiedzieliście ludzie, co robiliście"?

- Widać, że jest aktywność rządu, żeby z wszystkimi instytucjami finansowymi podjąć ten temat, ale nie potrafię, bo nie chciałbym mówić czegoś za dużo. Tutaj odpowiedzialność leży po stronie finansów. 

Czyli na dzisiaj pomysłu Budapesztu w Warszawie nie ma.

- Na dzisiaj jest pomysł poważnej analizy sytuacji, rozważenia możliwych scenariuszy, jak dalej będzie się ten kurs utrzymywał, bo tutaj też wszyscy są zainteresowani, jak długotrwała jest to zmiana i wyciągnięcia odpowiednich wniosków.

Czy Polskie Stronnictwo Ludowe nie może sobie znaleźć jakiejś dobrej księgowej?

- Myślę, że mamy bardzo dobrą księgową.

Bo co i rusz kolejne kłopoty z rozliczeniami finansowymi i znowu tracicie subwencję budżetową.

- To jest oczywiście ta decyzja PKW, od której się odwołaliśmy do Sądu Najwyższego i będziemy czekać na to rozstrzygnięcie. Wynika z tego, że w Polsce ktoś założył sobie konto bez wiedzy władz wojewódzkich, władz krajowych...

Ale innym takie rzeczy się nie przytrafiają!

- I karę, którą ponosimy po raz kolejny od PKW jest niewspółmierna do winy.

Czyli PKW was niesprawiedliwie traktuje.

- Nie! Pamiętam jak po wyborach samorządowych wiele osób mówiło tak, bo PKW i PSL i dlatego takie dobre wyniki PSL-u, a my od PKW doświadczamy bardzo często trudnych decyzji.

Czyli złośliwie mógłbym powiedzieć, że w czasie wyborów was nagradzają, to potem wyrównują.

- Nie no, panie redaktorze, naprawdę. Tamto było nieuprawnione, liczę na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego.

Czy to cofnięcie pieniędzy może sprawić, że nie będziecie mieli kandydata na prezydenta?

- To nie łączy w ogóle tych dwóch kwestii.

Nie no, bo będziecie mieli mniej pieniędzy na kampanię w związku z tym.

- I tak mamy trudną sytuację wynikającą ze zobowiązań i z długu, który spłacamy. Ten dług wynosił 20 milionów. I tak jest trudna sytuacja, potrafiliśmy sobie z nią poradzić w wyborach samorządowych, europejskich. Odpowiedzialność PSL-u i kandydatów jest tutaj duża, to nie wpływa na podjęcie decyzji o wystawieniu kandydata.

Pan stawia na Jarubasa, Struzika czy Piechocińskiego?

- Stawiam na kandydata Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Jego nazwisko?

- Jest posiedzenie Naczelnego Komitetu Wyborczego, później konwencja wyborcza. Kibicuję kandydatowi Polskiego Stronnictwa Ludowego i silnej pozycji PSL-u w tych wyborach.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje