Kryzys w Zatoce Perskiej

Zatoka Perska: Czy kryzys może przerodzić się w poważny konflikt?

Arabia Saudyjska, Egipt, Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie zerwały w poniedziałek stosunki dyplomatyczne z Katarem. Oficjalnym powodem są oskarżenia o wspieranie przez rząd w Dosze islamskich ekstremistów. - Tutaj decyduje Arabia Saudyjska i Iran oraz mocarstwa zewnętrzne – USA i Rosja. Katar jest elementem bardzo szerokiej układanki - mówi w rozmowie z Interią dr hab. Wiesław Lizak z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

23 maja katarska agencja prasowa opublikowała kontrowersyjne komentarze emira Kataru na temat Iranu, Izraela oraz innych państw regionu. Rząd w Dosze zapewnia, że były sfabrykowane. CNN sugeruje, powołując się na dane zebrane przez amerykański wywiad, że wpływ na tę sytuację mają rosyjscy hakerzy, którzy włamali się do systemu katarskiej agencji prasowej i umieścili tam fałszywe wiadomości. Celem miało być skłócenie Stanów Zjednoczonych z ich sojusznikami.

Reklama

Z kolei według Państwowego Instytutu Studiów Międzynarodowych, oskarżenia Kataru o wspieranie ekstremistów to tylko pretekst do konsolidacji przywództwa w antyirańskim obozie państw arabskich. Arabia Saudyjska chce w ten sposób ostrzec inne państwa przed rozwijaniem przez nie niezależnej polityki w tej kwestii.

Poszukiwanie przyczyn

Dr hab. Wiesław Lizak, w rozmowie z Interią, przychyla się do tej drugiej wersji. Podkreśla jednak, że problem jest dużo szerszy.

- Relacje Kataru z pozostałymi państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej (RWZP) już od pewnego czasu nie były najlepsze. Mniej więcej dwa lata temu można było zaobserwować podobną sytuację. Na kilka miesięcy Arabia Saudyjska i Emiraty Arabskie zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem, próbując wymusić w ten sposób bardziej ugodową politykę wobec pozostałych państw tego ugrupowania - wyjaśnia ekspert.

Dr hab. Wiesław Lizak podkreśla, że Katar od dawna ma odrębną wizję rozwoju współpracy w ramach RWZP. Angażuje się też w różnego rodzaju współpracę, m. in popierając kraje, które nie zawsze wpisywały się w strategiczne preferencje określane przez Arabie Saudyjską. Przykładem mogą być Bracia Muzułmanie.

- Katar, podobnie jak Turcja, jest oskarżany o popieranie Braci Muzułmanów w krajach, gdzie próbuje się izolować siły polityczne związane z tym ugrupowaniem. Egipt zdelegalizował bractwo, uznając je za organizację terrorystyczną pół roku po zamachu stanu. Pamiętajmy jednak, że Arabia Saudyjska też ma na sumieniu wspieranie różnych sił o charakterze fundamentalistycznym w Iraku czy Syrii, w trakcie trwania konfliktów w tych krajach. Także oskarżenia są "obosieczne" i można doszukiwać się tu próby pokazania, że to "inni" są odpowiedzialni za wspieranie sił, które w świecie zachodnim postrzegane są jako zagrażające bezpieczeństwu międzynarodowemu - przekonuje ekspert.

Raczej lokalna "próba sił"

Można zastanawiać się, czy lokalne kłótnie nie rozszerzą się w konflikt o większym zasięgu, jednak dr hab. Wiesław Lizak uspokaja, nie widząc daleko idących zagrożeń. Podkreśla, że najprawdopodobniej jest to próba przywołania do porządku jednego z państw tej części świata przez regionalne mocarstwo, za które uchodzi Arabia Saudyjska.

- To także wpisuje się w szerszy kontekst zarówno relacji Arabii Saudyjskiej z Iranem w regionie, jak i rywalizacji na terenie Syrii i Iraku, gdzie losy tych krajów są ciągle niepewne. Dalej nie wiemy, jaki reżim polityczny ukształtuje się w Syrii po zakończeniu wojny - twierdzi ekspert i dodaje, że mimo wszystko, Katar jest "małym" podmiotem w ramach szerszego systemu oddziaływań.

- Tutaj decyduje Arabia Saudyjska i Iran oraz mocarstwa zewnętrzne - USA i Rosja. Katar jest elementem bardzo szerokiej układanki, więc tego typu konflikt nie powinien mieć wpływu na dramatyczne zmiany porządku międzynarodowego i raczej dotyczy sytuacji w Zatoce Perskiej - podsumowuje dr hab. Wiesław Lizak.

Chwilowy kryzys czy głębsza chęć zmian?

Nasz rozmówca wskazuje także inną, możliwą przyczynę, która łączy się z wieloma wątkami, ale jednak w całości wynika z regionalnych układów.

- Cały kryzys mógłby doprowadzić do próby zmiany rządu w samym Katarze. Tego typu oceny już się kiedyś pojawiały, i taka opcja też jest brana pod uwagę, w kontekście całego kryzysu wynikającego z oskarżeń o ekstremizm. Izolacja międzynarodowa miałaby w tym przypadku wywrzeć nacisk na katarskie elity. A to z kolei, przy wsparciu zewnętrznym, umożliwiłoby przejęcie władzy przez siły interesom Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników - sugeruje dr hab. Wiesław Lizak.

Podkreśla jednak, że są to spekulacje, gdyż obecny władca cieszy się sporym poparciem społecznym i tego typu działania, bez wsparcia zewnętrznego, nie będą możliwe.

Pytany o możliwe rozwiązania kryzysu dyplomatycznego na Bliskim Wschodzie, dr hab. Wiesław Lizak stwierdza, że jego zdaniem, najbardziej prawdopodobna jest powtórka z sytuacji, która miała miejsce dwa lata temu.

- Po kilku miesiącach napięć i wzajemnych oskarżeń, gdy opadną emocje, Katar i inne państwa regionu zaczną szukać wspólnej płaszczyzny porozumienia. Być może uda się znaleźć jakąś formę kompromisu, z nadzieją, że w dłuższej perspektywie doprowadzi to do załagodzenia sprzeczności leżących u samych źródeł kryzysu - podsumowuje ekspert.

Joanna Bercal

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje