BOR: Te dokumenty zostały odtajnione legalnie

Teczka z dokumentami nt. zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2007 r. została odtajniona zgodnie z prawem. O dostęp do niej wystąpiły cztery redakcje. BOR nie ujawniło metod swego działania - zapewnił w Sejmie p.o. szef BOR płk Krzysztof Klimek.

W czwartek na wniosek posłów PiS sejmowa komisja spraw wewnętrznych zajęła się sprawą ujawnienia przez szefa BOR gen. Mariana Janickiego dokumentów dotyczących wizyty prezydenta w Katyniu 17 września 2007 roku.

Reklama

P.o. szef BOR poinformował, że teczka operacji ochronnej o numerze Z285 dotycząca zabezpieczenia tej wizyty miała klauzulę zastrzeżoną. Dodał, że Janicki 6 czerwca 2008 r. powołał komisję, w skład której weszło 10 funkcjonariuszy Biura. Jej zadaniem było dokonanie oceny ponad 7,4 tys. dokumentów wytworzonych w BOR od 2 stycznia 2006 r. do 31 grudnia 2007 roku.

- 27 listopada 2009 r. na podstawie ustawy o ochronie informacji niejawnych minął ustawowy okres ochronny materiałów zawartych w teczce. 26 maja 2010 r. kierownik archiwum BOR skreślił przyznanej klauzuli tajności - powiedział Klimek.

Poinformował, że wnioski o udostępnienie informacji publicznej i dostęp do dokumentacji zabezpieczenia wizyty prezydenta złożyło czterech dziennikarzy: z tygodnika "Polityka", "Gazety Wyborczej", "Gazety Polskiej Codziennie" oraz Radia Zet. W siedzibie BOR mieli oni wgląd do tych informacji za zgodą generała Janickiego. - Dziennikarze zostali poinformowani o zakazie publikowania danych wrażliwych m.in. danych osobowych funkcjonariuszy - powiedział Klimek.

Zastępca szefa BOR płk Mirosław Depko podkreślił, że w teczce BOR nie ujawniło metod swego działania. - Utrzymanie takiej klauzuli (niejawności) spowodowałoby, że historycy nie mieliby dostępu do informacji jak żeśmy ochraniali b. prezydenta Lecha Wałęsę, czy ojca świętego podczas wizyt w Polsce. Nie ma tam natomiast żadnych metod i form działania BOR - zaznaczył Depko.

Poinformował, że zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych teczka operacji ochronnej BOR z 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku mogłaby zostać odtajniona najwcześniej w 2015 roku.

- Po powołaniu specjalnej komisji mogłaby być dopiero ta teczka odtajniona. Jeżeli komisja powołana wewnątrz BOR uzna, że ze względu na interes służby albo na informacje zawarte w dokumentach tam się znajdujących należy ten okres wydłużyć, to tak się stanie. Mając na względzie tragedię jaka dotknęła nasz kraj wtedy, jestem przekonany, że to zostanie wydłużone. Obecnie teczka ta znajduje się w dyspozycji prokuratury, która decyduje o tym, jaką klauzulę tajności będą posiadały te dokumenty - powiedział Depko.

Posłowie PiS ocenili, że tego typu informacje nie powinny być udostępniane, ponieważ ujawniają metody pracy BOR, co może tworzyć zagrożenie dla ochranianych osób. - Problem polega na tym, że mieliśmy do czynienia z pewną operacją polityczną. Mamy tutaj do czynienia z nagannym sposobem postępowania. To jest rzecz niedopuszczalna - powiedział Antoni Macierewicz.

Jerzy Polaczek (PiS) powiedział, że ujawnienie teczki, która - jego zdaniem - zawiera szczegóły operacji ochronnej, jest bulwersujące. - To polityczna gra informacjami mającymi znaczenie dla funkcjonowania instytucji rządowej odpowiedzialnej za bezpieczeństwo najważniejszych osób publicznych - powiedział Polaczek. - Tutaj prawo nie zostało złamane - odpowiedział szef komisji Marek Biernacki (PO).

Szczegóły dokumentów zostały opublikowane w prasie po lutowej konferencji ekspertów parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza na warszawskim Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Szef BOR w latach 2006-2007 płk Andrzej Pawlikowski i b. wiceszef BOR płk. Tomasz Grudziński mówili tam o złej, w ich ocenie, pracy BOR w 2010 r., związanej z przygotowywaniem kwietniowej wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu.

Odnosząc się m.in. do tych wypowiedzi "Gazeta Wyborcza", napisała, na podstawie ujawnionej teczki, że także w 2007 r. funkcjonariusze BOR nie tylko nie weszli na lotnisko w Smoleńsku, ale nie zrobili też rozpoznania w miejscach, które miał odwiedzić prezydent. Nie sprawdzili tras przejazdu ani składu kolumny pojazdów z delegacją. Rosjanie nie przyznali im częstotliwości radiowej, na której mogli się porozumiewać.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje