Duński naukowiec: Nie było kontaktu samolotu z brzozą

Duński specjalistyczny tygodnik "Ingeniøren" publikuje wyniki pracy mgr inż. Glenna Jørgensena, który twierdzi, że zderzenie z brzozą nie mogło być przyczyną katastrofy prezydenckiego tupolewa z 10 kwietnia 2010 r.

Szerokie omówienie tekstu "Ingeniøren" zamieszcza na swoich stronach internetowych zespół Macierewicza, którego Jørgensen jest ekspertem.

Reklama

"Brzoza nie mogła być przyczyną katastrofy polskiego samolotu" - stwierdził między innymi duński inżynier i pilot.

Według jego obliczeń w momencie utraty pierwszej części lewego skrzydła w miejscu, gdzie rosła brzoza, samolot musiałby znajdować się co najmniej 30 metrów nad ziemią, aby dolecieć do miejsca uderzenia w ziemię 340 metrów dalej.

Jorgensen na tej podstawie uważa, że powody katastrofy musiały być inne niż te, które wskazuje raport komisji MAK.

Ekspert zespołu Macierewicza nie wyklucza teorii zamachu.

"Jeżeli ja miałbym za zadanie dokonać ataku na samolot tak, aby wyglądał jak najzwyklejszy wypadek, to użyłbym ładunków wybuchowych na niskiej wysokości" - powiedział w rozmowie z duńską gazetą ekspert, cytowany na stronach zespołu Macierewicza.

"Ingeniøren" pisze, że prowadzący spór z Jørgensenem prof. Grzegorz Kowaleczko, którego gazeta określa głównym ekspertem rządu Tuska, nie odpowiedział na jej pytania w tej sprawie.

Dowiedz się więcej na temat: tupolew | Smoleńsk | Katastrofa samolotu prezydenckiego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne