Ewa Kopacz: Nie widziałam żadnego aktu nieposzanowania zwłok

"Gdyby były gesty nieposzanowania zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej tam na miejscu - w Moskwie - to nie tylko ja, tam byli też pracownicy konsulatu, ktoś zwróciłby na to uwagę" - mówiła była premier Ewa Kopacz na antenie TVN24.

Była premier i była minister zdrowia Ewa Kopacz, pytana w programie "Kropka nad i", czy informacje zastępcy prokuratora generalnego Marka Pasionka, że w wyniku ekshumacji odnaleziono szczątki różnych ofiar w trumnach ofiar katastrofy smoleńskiej są dla niej wstrząsające, odpowiedziała, że zastanawiała się, dlaczego mówi o tym prokurator Pasionek, który - jak dodała - był w Moskwie po katastrofie smoleńskiej.

Reklama

"Niezależnie od tego, jak byłam wstrząśnięta tym, co mówił pan prokurator, to równie mocno albo jeszcze mocniej byłam wstrząśnięta tym, co tam widziałam, bo w tej Moskwie byłam i w przeciwieństwie do innych, którzy nie chcieli tego oglądać, ja to widziałam i byłam wstrząśnięta" - powiedziała.

Kopacz: Nie widziałam scen bezczeszczenia zwłok

Pytana, czy słysząc o tym, że w trumnach znajdowały się szczątki innych osób, że znajdowały się np. trzy dłonie, uważa, że Rosjanie z godnością potraktowali ofiary katastrofy smoleńskiej, Kopacz odpowiedziała, że "jest to karygodne". 

"Jeśli rzeczywiście tak było, ja nie byłam wtedy, kiedy wkładano te dłonie do trumien, nie byłam wtedy, kiedy te szczątki układano w tych trumnach" - powiedziała. 

Jak podkreśliła, nie widziała scen bezczeszczenia zwłok ofiar. "Jeśli ktokolwiek takie sceny widział, nie zgłaszał tego do mnie. Ja widziałam pracę polskich lekarzy (...) worki oczywiście, że widziałam, bo w tych workach wkładano te ciała do trumien" - mówiła.

Kopacz zaznaczyła, jeśli tylko chciały, rodziny ofiar mogły być obecne przy plombowaniu trumien. Na uwagę, że chwaliła w 2010 r. pracę Rosjan w kwestii identyfikacji ciał ofiar katastrofy Kopacz odpowiedziała, że mówiła o współpracy polskich lekarzy z rosyjskimi.

"Nie widziałam żadnego aktu takiego, który zwróciłby moją uwagę, ja naprawdę jestem bardzo wyczulona na tego typu historie, gdyby były jakiekolwiek gesty nieposzanowania zwłok tam na miejscu, to nie tylko ja, tam były dziesiątki pracowników konsulatu, ktoś zwróciłby na to uwagę" - powiedziała.

Dopytywana, kto z polskiej delegacji był przy trumnach, kiedy je zamykano i wkładano szczątki, odpowiedziała, że była tam komisja składająca się z przedstawicieli strony polskiej i rosyjskiej. "Wtedy wkładano te ciała do trumien, oczywiście rodziny mogły w tym uczestniczyć, rodziny mogły tam być. Ja przypominam sobie taki przypadek, kiedy jedna z żon stała dość długo, ok. 40 min, powiedziała, że życzy sobie, żeby były zamknięte drzwi i nikt jej w tym nie przeszkadzał" - mówiła Kopacz.

Kopacz: Nie wszystkie ciała były do rozpoznania

Zapytana, czy przypasowanie szczątków do danych osób było możliwe w tak krótkim czasie, Ewa Kopacz odpowiedziała, że w tej sytuacji były dwa wyjścia: albo zabrać ciało jak najszybciej z Moskwy do Polski albo poczekać na pełną identyfikację.

"Rodziny, które pojechały do Moskwy to były te rodziny, które jak najszybciej chciały zabrać swoich najbliższych i przywieźć tu do ojczystego kraju" - stwierdziła.

"Nie wszystkie ciała były do rozpoznania, one były po prostu bardzo uszkodzone (...) można było te 400 kawałków identyfikować genetycznie, poukładać w trumnach zgodnie z kodem genetycznym części przypisane do tej osoby, tylko trwałoby to tyle, ile by to trwało" - dodała.

Na uwagę, że z trybuny sejmowej dziękowała Rosjanom za traktowanie z szacunkiem zwłok ofiar, a rodziny teraz widzą w trumnach worki foliowe, odpowiedziała: "Pamiętajmy, że ciało podlega rozkładowi. Niekiedy te przesiąkające części i kawałki muszą znaleźć się w czymś, co nie przesiąka. Nie ja decydowałam o worku, o jego kolorze, o wkładaniu do trumny".

"My cały czas mówimy o tych drastycznych obrazach i wiem, że to jest tragiczne, szczególnie dla tych rodzin, które również muszą tego słuchać i mojego wystąpienia dzisiaj muszą słuchać, mówimy o tym, a nie mówimy o rzeczy najważniejszej: przecież nie byłoby tych ciał, gdyby nie było katastrofy, ktoś musiał zdecydować, że lądują w tak ekstremalnych warunkach" - podkreśliła była premier.

Kopacz: Straszna rzecz się stała

Kopacz pytana o to, dlaczego nie otwierano trumien po ich powrocie do Polski, stwierdziła, że o tym, czy trumny były otwierane, decydowała prokuratora. "Wiemy, że jedna trumna została otwarta i tę trumnę, która nie przyleciała z Moskwy, ś.p. pana prezydenta Kaczyńskiego, zabrano nie z Moskwy, zabrano ze Smoleńska (...) pytam, jak to się mogło stać, skoro jedna trumna została otwarta, a prokurator osobiście powiedział, że w tej trumnie również były inne części ciała dwóch innych osób" - mówiła.

"Ja dzisiaj mogę oczywiście tylko powiedzieć: straszna rzecz się stała, bo nie mogło się to stać, nie powinno się to stać, żeby te kawałki znalazły się w tych trumnach, żeby były wymieszane na tyle, żeby dzisiaj rodziny od nowa to przeżywały, tylko nie bez powodu w wielu krajach na świecie, gdzie są właśnie katastrofy lotnicze, chowa się tych ludzi do jednej wspólnej mogiły" - dodała była premier.

Na uwagę, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej są oburzone pomysłem pochowania ich bliskich w jednej zbiorowej mogile, odpowiedziała, że ci, którzy zginęli pod Smoleńskiem "lecieli w jednym samolocie i w tym jednym samolocie zginęli".

"Czy to jest ujmą modlić się również za kogoś, kto leciał w tym samolocie, nawet jeśli to była osoba nieznana? Czy to w naszej tradycji, tej katolickiej, chrześcijańskiej jest ujmą modlić się za kogoś, kto zginął w jednej katastrofie? Dla mnie nie byłoby to ujmą modlić się przy jednej mogile" - powiedziała Kopacz.

Prokuratura przedstawiła wyniki ekshumacji

Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek poinformował w ubiegły czwartek, że podczas dotychczasowych ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej stwierdzono dwa przypadki zamiany ciał, w 9 przypadkach znaleziono części ciał innych osób; w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego ujawniono fragmenty ciał dwóch innych osób.

Na początku ubiegłego tygodnia Prokuratura Krajowa potwierdziła medialne doniesienia, że w trumnie gen. Bronisława Kwiatkowskiego i gen. Włodzimierza Potasińskiego znajdowały się szczątki innych ofiar katastrofy. Wcześniej zespół prokuratorów wyjaśniających okoliczności katastrofy smoleńskiej informował, że podczas przeprowadzanych obecnie ekshumacji stwierdzono dwa przypadki zamiany ciał. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje