​Krasnodębski: Słowa o ewentualnym usunięciu pomnika są haniebne

"Pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej powinien powstać rok po katastrofie, a słowa o jego ewentualnym usunięciu są haniebne" - powiedział we wtorek europoseł PiS prof. Zdzisław Krasnodębski. Jego zdaniem, zachowanie władz polskich po 10 kwietnia 2010 r. "było na granicy zdrady stanu".

Prof. Krasnodębski powiedział podczas rozmowy w TVP1, że pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej "powinien powstać w rok po katastrofie". Pytany o ocenę słów radnych i polityków PO, z których może wynikać, że pomnik zostanie usunięty po wygraniu wyborów przez opozycję, prof. Krasnodębski stwierdził, że są one "haniebne".

Reklama

"Wszyscy wiemy, jak wybitnym był on (śp. Lech Kaczyński) politykiem i wybitnym prezydentem. Nie mówiąc już o tym, że zginęła tam elita. Żaden normalny kraj nie traktowałby tak tej katastrofy" - podkreślił europoseł. "Od samego początku, już od 11 kwietnia 2010 r., uważałem, że zachowanie wówczas władz polskich było na granicy zdrady stanu" - stwierdził prof. Krasnodębski.

Społeczny komitet budowy pomników smoleńskich zapowiedział w środę, że Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r. ma stanąć na obszarze zielonym między placem Piłsudskiego w Warszawie, a ul. Królewską. Prace już się rozpoczęły.

W czwartek Rada Warszawy, głosami PO, przyjęła stanowisko, w którym nie wyraża zgody na budowę pomnika smoleńskiego na pl. Piłsudskiego. Szef klubu radnych PO Jarosław Szostakowski powiedział wtedy, że gdy PiS przegra za rok wybory parlamentarne, pomnika smoleńskiego "nie będzie na placu Piłsudskiego". Słowa te zostały zrozumiane przez część polityków jako zapowiedź rozbiórki monumentu.

W sobotę, podczas obchodów 94. miesięcznicy smoleńskiej, prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że 10 kwietnia w miejscu, w którym ma stanąć pomnik b. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zostanie postawione "coś w rodzaju cokołu, postumentu", który będzie symbolizował ten pomnik.

"Wrak Tu-154 wróci do Polski"

Krasnodębski, pytany w TVP1 o to, czy jest nadzieja na to, że wrak Tu-154 wróci do Polski, odpowiedział: "Myślę, że wrak kiedyś wróci do Polski. Ale wróci pewnie wtedy, kiedy nastąpi zmiana władzy w Rosji, a ona nastąpi prędzej czy później".

Jak mówił, prawda o katastrofie smoleńskiej "jest coraz bardziej widoczna". "Myślę, że ta prawda ujrzy światło dzienne, kiedy przyjdzie kiedyś następca prezydenta Putina - czy będzie się nazywał Nawalny, czy jakoś inaczej. To jest moment, którego niektórzy ludzie w Polsce się niezwykle obawiają" - powiedział.

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Warszawie Siergiej Andriejew w opublikowanym w piątek wywiadzie dla rosyjskiej agencji RIA-Nowosti powiedział, że temat zwrócenia Polsce szczątków samolotu prezydenckiego jest nadmiernie upolityczniony. "Wokół niego sztucznie tworzy się podwyższone zainteresowanie, jakby ta kwestia miała jakieś znaczenie symboliczne. Tymczasem z praktycznego punktu widzenia kwestia miejsca, gdzie znajduje się wrak - czy w Polsce, czy w Rosji - nie ma istotnego znaczenia. Polskim śledczym i ekspertom na wszystkich etapach śledztwa zapewniano do niego dostęp w pełnym zakresie" - oświadczył ambasador.

Andriejew powtórzył stanowisko wyrażane wcześniej przez Rosję, że wrak Tu-154M pozostaje w tym kraju ze względu na wciąż toczące się śledztwo. Dodał następnie: "Kwestia polega na czymś innym: dlaczego do tej pory nie zakończono śledztwa? Przecież obraz katastrofy, jej przyczyny i okoliczności były jasne jeszcze w 2011 roku, kiedy opublikowano raporty naszego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i polskiej komisji Millera. Nie ma od tej pory niczego, co podawałoby w wątpliwość ich główne wnioski. Jednak władze polskie nie kończą śledztwa, wysuwają coraz to nowe wersje, dlatego i rosyjskie śledztwo musi przedłużać swoją pracę".

Mieczysław Rudy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje