Kwaśniewski: Putin nie miał powodu, by zabijać Lecha Kaczyńskiego

- Mówienie o tym, że Władimir Putin miał interes w śmierci Lecha Kaczyńskiego, to "political fiction" - w takich słowach do komentarzy polityków Prawa i Sprawiedliwości odniósł się na antenie TVN24 były prezydent Aleksander Kwaśniewski. W jego ocenie sprawa katastrofy smoleńskiej jest dla Rosjan "marginalna".

Minister Antoni Macierewicz i wiceminister SWiA Jarosław Zieliński podpisali dziś  dokumenty, które umożliwią wznowienie badania katastrofy smoleńskiej. Jest to nowelizacja rozporządzenia ws. organizacji oraz działania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) oraz dwie decyzje - ws. powołania w ramach KBWLLP podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej oraz ws. składu tej podkomisji.

Reklama

Podkomisja do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej liczy 21 członków. Jej szefem został dr inż. Wacław Berczyński, a wiceprzewodniczącymi prof. Kazimierz Nowaczyk i dr inż. Bogdan Gajewski. Komisji doradzać będą też cztery osoby z zagranicy.

"Na zdrowy rozum nie powinien być tym zainteresowany"

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski pytany o komentarz do wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy wskazują, że Władimir Putin miał w 2010 roku polityczny interes w  śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego określił tego typu opinie jako "political fiction".  - Na zdrowy rozum nie powinien być tym zainteresowany - argumentował na antenie TVN24.

Kwaśniewski zwrócił również uwagę na to, że do katastrofy w Smoleńsku doszło kilka miesięcy przed wyborami w Polsce, a wówczas sondaże nie wskazywały na zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego. "Podejrzewanie Putina o to, iż ten miałby mieć takie zamiary  wobec kogokolwiek na arenie międzynarodowej, jest niesprawiedliwe" - stwierdził.

W ocenie byłego prezydenta, szanse na to, że Moskwa zwróci Warszawie wrak, jest nikłe. Zaznaczył też dla Rosjan sprawa katastrofy smoleńskiej ma dla Rosjan "marginalne" znacznie. "Oni mają dzisiaj sprawę Ukrainy, sankcje, Syrię, niskie ceny ropy  -  wyjaśniał.

Jednocześnie zaznaczył, że kwestia katastrofy smoleńskiej będzie jeszcze dzielić Polaków przez pokolenia. " Zaczynamy przypominać dwa plemiona, które nie dość, że inaczej  myślą, to nie umieją ze sobą prowadzić dialogu, nie słyszą się nawzajem - zwrócił uwagę na antenie TVN24.

PiS: Polacy mają prawo, aby poznać prawdę o tragedii

Przypomnijmy, że minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zaznaczył, że "skala katastrofy smoleńskiej była większa niż tylko skala tragedii indywidualnej, narodowej i państwowej; związana była też z tym, jak ówcześni rządzący potraktowali tych, którzy polegli". "Jak się z nich naśmiewali, jak ich wyszydzali, jak ich porzucili w najbardziej dramatycznej chwili państwa polskiego, jak się za nimi nie ujęli, oddając badanie i śledztwo z tym związane w obce ręce" - argumentował.

Petru: Zemsta i posadzenie paru osób w więzieniu

 "Polacy mają prawo, aby poznać prawdę o tragedii" - przekonywał z kolei senator PiS Jan Maria Jackowski. Głos w sprawie zabrał też rzecznik klub Kukiz'15 Jakub Kulesza. "Wszystko zależy, czy nowa podkomisja będzie dysponowała nowymi dowodami w sprawie, bardzo ważne jest, aby wnieść nowe światło na pewne aspekty, by dysponować odpowiednimi dowodami, takimi jak wrak samolotu czy oryginalne czarne skrzynki" - wyjaśniał.

Z kolei poseł PO Rafał Grupiński ocenił, że "powołanie ze skompromitowanych "pseudoekspertów" komisji, która ma zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej, to żałosna decyzja". Jego zdaniem Antoni Macierewicz "nie przestaje uprawiać polityki na grobach ofiar".

Natomiast zdaniem lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru celem powołania podkomisji jest "zemsta i posadzenie paru osób w więzieniu". "Prace komisji będą show trwającym przez cały rok" - przekonywał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje