​Macierewicz dla "GP": W Smoleńsku coś uniemożliwiło odejście na drugi krąg

W Smoleńsku musiało się stać coś, co uniemożliwiło realizację decyzji kapitana Tu-154M o odejściu na drugi krąg - powiedział w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" szef MON Antoni Macierewicz. Jego zdaniem, piloci "chcieli uratować polską delegację z zasadzki".

Pytany, czego można się spodziewać po pracach Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, której podkomisja ponownie bada katastrofę smoleńską, Macierewicz powiedział, że raportu, "który wskaże przyczyny katastrofy smoleńskiej od strony działania służb nawigacyjnych oraz innych czynników, które wpłynęły na tę straszliwą tragedię".

Reklama

Zdaniem szefa MON, "przekaz na temat tragedii smoleńskiej" pokazuje "działanie dezinformacji jako narzędzia walki przeciwko Polsce". "Klasycznym już przykładem jest manipulacja dotycząca pilotów Tu-154M wprowadzonych w błąd przez nawigatorów rosyjskich. Żaden z badających katastrofę specjalistów rządowych w latach 2010-2015 nie koncentrował swojej uwagi na badaniu jej przyczyn. Z góry obwiniano pilotów, mimo że podjęli decyzję o odejściu na drugi krąg. Nikt się nie zastanawiał, czy nie było awarii samolotu, czy nie wystąpiły inne czynniki - obwinia się natomiast tych, którzy podjęli działania zgodne ze sztuką lotniczą, którzy nie popełnili żadnego istotnego błędu" - twierdzi Macierewicz.

Zdaniem ministra, na właściwej wysokości i we właściwym miejscu załoga Tu-154M podjęła decyzję, że nie będzie lądować i odleci na drugi krąg. "Udało im się to w ostatniej chwili po dramatycznych sekundach obserwowania, jak samolot wbrew ich woli schodzi coraz niżej. Dla każdego pilota jest oczywiste, że stało się tam coś strasznego. Gdy kapitan wydaje decyzję 'odchodzimy', wszyscy w kokpicie działają jednomyślnie i nie ma miejsca na dyskusję, sprawny samolot odchodzi więc na drugie zajście, odlatuje. Jeśli dzieje się inaczej, to znaczy, że musiało się stać coś, co uniemożliwiło realizację decyzji kapitana. Nie ma innej możliwości i obowiązkiem komisji badającej katastrofę jest ustalenie przyczyn takiego zdarzenia" - powiedział Macierewicz.

Jego zdaniem, w przypadku katastrofy smoleńskiej "winą obarcza się pilotów, którzy samolot ratowali, i czyni się wszystko, by uniemożliwić wyjaśnienie prawdziwych okoliczności tragedii".

"Za takie działanie odpowiedzialność ponosi przede wszystkim Donald Tusk. To oczywiście nie usprawiedliwia tych polityków, urzędników i dziennikarzy, którzy współtworzyli tę schizofreniczną i haniebną atmosferę zakłamania. Ale decyzję podejmował Donald Tusk jako premier i publicznie wziął na siebie za to odpowiedzialność!" - ocenił Macierewicz.

Na pytanie, czy można to już z pewnością stwierdzić, szef MON odpowiedział, że "zostały przeprowadzone bardzo dokładne analizy porównawcze i nie ma cienia wątpliwości, że polscy lotnicy zrobili wszystko, co mogli zrobić w tej sytuacji". "Chcieli uratować polską delegację z zasadzki, w jakiej się wszyscy znaleźli. I mimo tej wspaniałej postawy to właśnie piloci są oskarżani" - dodał.

Pytany o ekshumacje ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, Macierewicz powiedział, że jest za wcześnie, by mówić o wnioskach płynących z dotychczasowych ustaleń. "Dopiero po otwarciu wszystkich trumien będziemy mogli ocenić faktyczny stan rzeczy. Żeby sformułować ostateczną opinię, trzeba przeprowadzić do końca cały szereg innych badań. Dzisiaj można wskazać na fakt, że część ciał ofiar miało ślady poparzenia lub były wręcz spalone, a niektóre znaleziono w miejscu, gdzie nie było otwartych punktów ognia. Trzeba więc wyjaśnić, dlaczego na tych ciałach znalazły się ślady oparzeń" - powiedział minister. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje