Miażdżąca opinia prof. Frencha na temat nowych nagrań z tupolewa

Brytyjski naukowiec, prof. Peter French, komentuje nową metodę badania nagrań z rejestratora pokładowego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem. Jego zdaniem, stwierdzenie, że dzięki nowym kopiom nagrań udało się odczytać 30 proc. więcej słów, jest "wyssane z palca" i "przeczy podstawowym zasadom akustyki". Mówi o tym w wywiadzie, opublikowanym w "Gazecie Wyborczej".

Nowe kopie nagrań z rejestratora pokładowego prezydenckiego tupolewa, który 10 kwietnia 2010 rozbił się pod Smoleńskiem, wykonano w jakości 24 bit/96 kHz. Poprzedni zapis o jakości 16 bit/11 kHz ucinał sztucznie słowa - stwierdzili specjaliści, którym przewodził Andrzej Artymowicz. Dzięki nowym nagraniom - jak podkreślał Artymowicz - udało się odczytać o 30 proc. więcej słów. 

Reklama

Prof. Peter French, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Akustyki i Fonetyki Sądowej wyjaśnia m.in., że poprzednia kopia nagrań była wystarczająca "dla odwzorowania pełnego zakresu rozmów z czarnej skrzynki".

- "Ponieważ oryginalne nagranie było analogowe, czyli zapisane na taśmie magnetycznej, trzeba było je przekonwertować do pliku cyfrowego. Aby podczas konwersji nie utracić żadnej informacji, stosuje się tzw. teorię Nyquista. Mówi ona, że częstotliwość próbkowania kopii powinna być co najmniej dwukrotnie wyższa od maksymalnej częstotliwości oryginalnego sygnału" - mówi w rozmowie z Jackiem Krywką. 

- "Łatwo policzyć, że dla górnego zakresu wynoszącego 3,4 kHz to 6,8 kHz. Użyta przy wykonywaniu pierwszej kopii jakość 16 bit/11 kHz była więc w zupełności wystarczająca dla odwzorowania pełnego zakresu rozmów z czarnej skrzynki. Zostawiała nawet pewien margines bezpieczeństwa." - podkreśla ekspert. 

"To przeczy podstawowym zasadom akustyki"

Jednocześnie zaznacza, że ani eksperci, którzy wykonali pierwszą kopię nagrań, ani ci, którzy sporządzili nowe wersje, nie popełnili błędu. Według akustyka, konwersja do pliku o jakości 24 bit/96 kHz "z pewnością nie zaszkodzi".

- "W tym wypadku, zważywszy na źródło, zakres przenoszonych częstotliwości jest jednak absurdalnie szeroki" - mówi prof. French na łamach "GW". I wyjaśnia, obrazowo porównując taki zabieg do przewożenia myszy w kontenerze dla słonia - gryzoń nie stanie się większy przez to, że jedzie w olbrzymim kontenerze.

"Nie nazwałbym tego błędem - dźwięk nie stanie się od tego gorszy" - zaznacza naukowiec. - "Natomiast twierdzenia, że dzięki temu wypowiadane słowa stały się wyraźniejsze, są moim zdaniem wyssane z palca. To przeczy podstawowym zasadom akustyki." - dodaje.

Więcej na ten temat na stronie "Gazety Wyborczej".

Nowe analizy nagrań z tupolewa



W czwartek, 9 kwietnia br., Naczelna Prokuratura Wojskowa ujawniła stenogram z nowego odczytu nagrań z kokpitu Tu-154. Zawiera on zapis ostatnich ok. 40 minut lotu tupolewa. 

Na stronie internetowej NPW zamieszczono dwa dokumenty. Pierwszy zatytułowany: "Cyfrowe przetwarzanie i analiza dźwięku rejestratora dźwiękowego MARS-BM samolotu TU-154M" (opracowany przez biegłego Andrzeja Artymowicza) - wraz ze stenogramem oraz drugi zatytułowany: "Opinia w zakresie fonetyczno-akustycznej analizy zapisów dźwiękowych z samolotu TU-154M", opracowany przez prof. Grażynę Demenko.

W dokumencie opracowanym przez Artymowicza stwierdzono, że "zastosowanie podczas konwersji analogowo-cyfrowej zbyt niskiej częstotliwości próbkowania, czyli tak, jak to miało miejsce przy wszystkich poprzednich kopiach CVR" skutkuje powstaniem zniekształceń. Napisano także, że "wszystkie poprzednie kopie CR z lotu PLF 101 z dnia 10.04.2010 uznano za wadliwe".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje