Mikołajczak: Opór przeciwko upamiętnieniu ofiar katastrofy smoleńskiej jest antypolski

Opór przeciwko upamiętnieniu ofiar katastrofy smoleńskiej jest po prostu antypolski. Na szczęście młode pokolenie lepiej pojmuje patriotyzm - powiedział PAP prof. Stanisław Mikołajczak ze Społecznego Komitetu Budowy Pomników: Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Katastrofy Smoleńskiej.


Reklama

PAP: We wtorek na pl. Piłsudskiego odbędzie się uroczystość odsłonięcia Pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Projekt monumentu, którego autorem jest uznany rzeźbiarz Jerzy Kalina, wyłoniono w drodze konkursu. Czym przekonał Sąd Konkursowy?

Prof. Stanisław Mikołajczak: Realizacja Pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej jest wydarzeniem o randze narodowej i państwowej, które należy postrzegać w szerokim kontekście pewnej polityki historycznej i pedagogiki społecznej. Ten kontekst jest dla mnie niezwykle istotny. Jeśli zaś chodzi o wybór projektu pomnika to rzeczywiście był on trudny. Zainteresowanie konkursem było duże, wpłynęło ponad 70 prac, w tym sporo naprawdę interesujących. Sąd Konkursowy uznał jednak, że to właśnie praca Jerzego Kaliny wyróżnia się najwyższą wartością artystyczną, prostotą oraz szlachetnością formy, posuniętą prawie do skrajności. Odznacza się także właściwym doborem materiałów niezbędnych do realizacji projektu. Ta decyzja zapadła jednomyślnie. Skoro zasiadający w sądzie wybitni specjaliści w sferze artystycznej i plastycznej byli zgodni to chyba najlepiej świadczy o wartości tego pomysłu.

Jaka jest symbolika zwycięskiego projektu?

- Kształt pomnika, który przywodzi na myśl statecznik samolotu, może wyrażać przekroczenie sfery życia realnego i wejście w sferę symboliczną. Ten projekt pokazuje, że życia oddane w katastrofie smoleńskiej przez polską elitę służyły pięknej sprawie. Przypomnijmy, że w tej tragedii zginęły osoby niezwykle ważne dla narodu i państwa polskiego, m.in. najwybitniejszy prezydent RP po 1989 r. w opinii znacznej części Polaków Lech Kaczyński, pani Anna Walentynowicz - z dzisiejszej perspektywy jedna z najważniejszych postaci "Solidarności" oraz całe dowództwo wojskowe RP. To wielkie wyzwanie dla artysty oddać dramat tej skali w tak prostej formie.

Jerzy Kalina zaprojektował Pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej z myślą o innej lokalizacji - skwerze ks. Jana Twardowskiego, obok Krakowskiego Przedmieścia. Czy ten fakt okazał się utrudnieniem w realizacji projektu?

- Niewątpliwie jest to pewne utrudnienie, ponieważ pomniki zazwyczaj projektowane są pod kątem określonego kompleksu urbanistyczno-architektonicznego. Zmiana lokalizacji pociąga za sobą konieczność przeorganizowania pracy. Uważam jednak, że Pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej dzięki swojej prostej formie i uniwersalnemu charakterowi wpisze się w nowy kompleks urbanistyczny równie dobrze, jak wpisywał się w pierwotnie wskazywane miejsce. Istotnym utrudnieniem jest natomiast fakt, że ten pomnik, podobnie jak pomnik śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który niedługo powstanie, rodzi się przy wielkim, absolutnie niezrozumiałym oporze władz m.st. Warszawy, a tak de facto poprzedniej partii rządzącej. Fakt, że opór został przełamany i doszło do realizacji tego projektu jest wielką zasługą i wyrazem determinacji ludzi, którzy za tym stali. Tak należy to postrzegać.

Komitet podkreśla, że władze Warszawy do tej pory nie zrobiły nic ws. upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej. Jakie były pana zdaniem ich główne zaniedbania w tej kwestii?

- Zaniedbania to zbyt delikatnie powiedziane. Mówimy tutaj o celowych działaniach utrudniających utrwalenie pamięci. Rozpoczęły się od awantury związanej z krzyżem pod Pałacem Prezydenckim, która zepsuła przepiękną atmosferę jedności narodowej, wytworzoną w pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej. Odbywało się to przy milczącej aprobacie, a może nawet zachętach przeciwników upamiętnienia śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Są dowody na to, że policja i straż miejska stały obok i nie reagowały na haniebne czyny profanacji, połączone z szarpaniem i obrażaniem ludzi. Za każdym razem przy organizacji kolejnych miesięcznic i rocznic katastrofy trzeba było pokonywać opór. Tylko dzięki determinacji Polaków, a przede wszystkim mieszkańców Warszawy, uroczystości te miały godny charakter. Jeżeli elita państwa ginie w niewyjaśnionej katastrofie to upamiętnienie tych osób powinno być kwestią oczywistą. Jak szanujący się naród i państwo mogą nie pamiętać o prezydencie, ministrach, senatorach, posłach i innych osobach, które wówczas straciły życie? Śp. prezydent Lech Kaczyński miał olbrzymie zasługi dla naszego kraju. Dzisiaj dokładnie widać, jak dalekowzrocznym był politykiem. Opór wobec upamiętnienia jego i pozostałych ofiar jest naprawdę niezrozumiały i niepotrzebnie podsyca antagonizmy polityczne.

Pomnik tej rangi powinien powstawać ponad podziałami politycznymi?

- Zdecydowanie tak. Prezydent jest reprezentantem całego narodu. Oczywiście, zostaje wybrany z jakiejś opcji politycznej, bo to jest kwestia demokratycznych wyborów, ale później reprezentuje majestat Rzeczypospolitej. Jeżeli ginie podczas pracy dla tej Rzeczypospolitej to państwo ma obowiązek to upamiętnić.

Pod koniec marca władze m.st. Warszawy złożyły zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez ówczesnego szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Według stołecznych urzędników, "przejął" on pl. Piłsudskiego na potrzeby bezpieczeństwa i obronności, a "wykorzystuje go do innych celów". Jak odniósłby się pan do tych zarzutów?

- To rozpaczliwe działania, których celem jest tworzenie nieprzyjaznej atmosfery wokół budowy pomników i obrzydzenie Polakom tej idei. One oczywiście są skazane na porażkę, ale nasza opozycja, a zwłaszcza władze Warszawy przyzwyczaiły nas do tego, że zachowują się nieracjonalnie. Władze miasta powinny zająć się wyjaśnieniem realnych problemów i własnych zaniedbań. Chociażby komisja wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego pokazuje, ile tam jest do zrobienia. To ewidentny przykład naruszania prawa, a władze Warszawy nawet nie próbują tego wyjaśniać. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz nie stawia się na posiedzenia. Tymczasem gdy chodzi o pomniki upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej w dalszym ciągu usiłuje jątrzyć i ukazać rzekomo niepraworządne działania związane z ich budową. Te pomniki powstaną, bo taka jest wola większości społeczeństwa Polski, w tym Warszawy, i będą stały niezależnie od tego, co dzieje się wokół nich. W Poznaniu, skąd pochodzę, od lat staramy się przywrócić Pomnik Wdzięczności upamiętniający ofiary powstania wielkopolskiego, który Niemcy zburzyli natychmiast po wejściu do miasta. Obecne władze miasta kontynuują więc politykę hitlerowskich Niemiec, które chciały żeby ten pomnik nie istniał. Twierdzą, że jest to inicjatywa polityczna, mimo że komitet stara się całkowicie abstrahować od kontekstu politycznego. To także jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Opór przeciwko upamiętnieniu ofiar katastrofy smoleńskiej i przeciwko polskiej polityce patriotycznej w wersji symbolicznej jest po prostu antypolski. Na szczęście w młodym pokoleniu nastawienie do pojęcia patriotyzmu i jego manifestacji zmienia się na lepsze. Mam nadzieję, że dzięki temu hejt wokół pomnika szybko się skończy.

Nie obawia się pan, że w przyszłości politycy opozycji będą chcieli go zdemontować?

- Nasza opozycja jest tak nieracjonalna, że takie pomysły mogą im przyjść do głowy. W mediach pojawiają się nawet zapowiedzi tego typu działań. Sądzę jednak, że Polacy na to nie pozwolą. To jest po prostu niewyobrażalne, żeby doszło do realizacji takiego planu.

W marcu komitet złożył wniosek o przedłużenie zbiórki na budowę pomników do 10 listopada, czyli do momentu planowanego odsłonięcia pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy koszt pomnika okazał się wyższy niż pierwotnie zakładano?

- Nie znam szczegółów technicznych tej decyzji. Prawdopodobnie nie zgromadzono jeszcze wystarczającej sumy pieniędzy. Pomnik o tej randze musi przetrwać wieki, dlatego powinien być solidnie wykonany. W takim przypadku nie może być mowy o cięciu kosztów. Ten pomnik ma być także piękny i estetyczny, a to czy będzie kosztował kilkaset tysięcy złotych więcej czy mniej nie jest tak istotne. Liczy się idea i sposób, w jaki zostanie ona zrealizowana. Poza tym przedłużenie zbiórki podtrzymuje zainteresowanie pomnikiem, co także jest niezwykle ważne. Przyznam, że moim zdaniem pomników upamiętniających śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ofiary katastrofy smoleńskiej nie powinno stawiać wyłącznie społeczeństwo. To projekty o znaczeniu narodowym, dlatego państwo powinno partycypować w kosztach ich budowy. Przecież ono również czci najwyższych funkcjonariuszy, którzy oddali życie w służbie ojczyźnie.

Czy pana zdaniem jest szansa, że ósma rocznica katastrofy smoleńskiej przebiegnie w atmosferze spokoju i zadumy, a spór wokół pomnika na pewien czas ucichnie?

- Sądzę, że właśnie tak będzie i bardzo na to liczę. Gdy pomnik już powstanie przeciwnicy jego budowy będą musieli po prostu zaakceptować ten fakt. Historia nie raz udowodniła, że budowle, które początkowo wzbudzały opór niektórych grup społecznych mogły trwale wpisać się w obraz miasta. Przytoczmy choćby przykład wieży Eiffla, która pod koniec XIX wieku spotykała się z olbrzymim oporem. Zarzuty były najróżniejsze - od estetycznych po ideowe, a dzisiaj to jeden z najważniejszych symboli Paryża. Tak to bywa, tak się właśnie układa historia.

Rozmawiała Daria Porycka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje