RMF24: Nowy zapis rozmów z tupolewa. "Wstrząsające ustalenia"

Dziennikarze radia RMF FM dotarli do najnowszej opinii biegłych, którzy na nowo odczytali zapis rejestratora rozmów w kokpicie prezydenckiego tupolewa. Śledczym udało się odczytać o 1/3 więcej słów niż w dotychczas publikowanych odczytach.

Więcej na stronach RMF24.pl

Reklama

Dziennikarze radia RMF FM dysponują najnowszą analizą dźwięku, zarejestrowanego przez rejestrator w kokpicie prezydenckiego tupolewa. Biegli powołani przez Prokuraturę Wojskową w Warszawie ujawniają w niej o 1/3 więcej słów niż w dotychczas publikowanych odczytach.

Nowy zapis rozmów w kokpice. Przeczytaj na stronach RMF24

Na podstawie stenogramu obraz tego, co działo się w kabinie pilotów tupolewa, znacząco odbiega od wcześniejszych ustaleń zespołów ekspertów.

Dowódca Sił Powietrznych do końca przebywał w kokpicie

W kabinie pilotów do samego końca przebywała osoba opisana przez biegłych jako DSP, czyli Dowódca Sił Powietrznych. DSP nie opuszcza kokpitu mimo wezwania stewardessy do zajęcia swoich miejsc, wydaje także polecenia członkom załogi.

Dowódcy Sił Powietrznych eksperci z dużym prawdopodobieństwem przypisują słowa: "Faktem jest, że my musimy to robić, do skutku". Chodzi o próby podejścia do lądowania.

Według odczytu biegłych DSP uciszał inne osoby przebywające w kokpicie. Po pierwszym "TERRAIN AHEAD" oczekiwał od załogi "Po-my-słów", a na wysokości 300 metrów zachęcał pilota "Zmieścisz się śmiało". Sugestie o konieczności lądowania padają również z ust dyrektora protokołu Mariusza Kazany. 

Załodze nieustannie przeszkadzały osoby trzecie

Z dokumentów, do których dotarli dziennikarze radia RMF FM, wynika, że przez cały czas, do ostatnich minut lotu ktoś pojawiał się w kabinie pilotów. Co więcej, odczytano uporczywie powtarzające się wielokrotne próby uciszenia przebywających obok albo w samym kokpicie osób trzecich. 

W ciągu 20 minut przed katastrofą magnetofon zarejestrował aż 7 prób uspokajania i uciszania. Od zwykłego "ćśś-ćśś", "cicho tam!", przez "wychodzić mi stąd!", po "ku(...), przestańcie proszę" na 2,5 minuty przed rozbiciem się samolotu.

Na pokładzie podawano "piwko"

Na pół godziny przed katastrofą mikrofony zarejestrowały rozmowę, w czasie której ktoś z załogi - raczej nie piloci - rozmawiali o piciu piwa w czasie lotu. Alkoholowi poświęcone są dialogi niezidentyfikowanych osób. -  Co to jest?

- Piwko, a ty nie pijesz?

Dwie minuty później stewardessa pyta kogoś "Wypijesz?", a ten odpowiada przeciągłym "Taaak".

Ekspertyza inne niż wszystkie

Opinia biegłych, którzy na nowo odczytali zapis rejestratora rozmów w kokpicie prezydenckiego tupolewa zawiera o ok. 30 proc. więcej odczytanych słów niż odczytali eksperci z Instytutu Sehna i o ok. 40 proc. więcej niż w stenogramach Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji.

Opinia ta stawia pod znakiem zapytania solidność wcześniej prowadzonych ekspertyz zapisu rozmów w kokpicie. Najnowsza opinia bezceremonialnie uznaje za wadliwe wszystkie wcześniejsze ekspertyzy nagrania - zarówno prowadzone przez MAK, jak przez tzw. Komisję Millera, Krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Sehna czy Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji.  

Na nowo - od własnej kopii

Wszystkie wcześniejsze badania oparte były na jednakowych kopiach zapisu przechowanego w Moskwie rejestratora MARS, wykonanych z nieodpowiednią dla uzyskania pełnego zapisu tzw. częstotliwością próbkowania. Biegli prokuratury wykorzystali zaś własną kopię zapisu, zarejestrowaną podczas specjalnej, dodatkowej wizyty w Moskwie w lutym 2014.

Dopiero oni ujawnili, że w zamontowanym w tupolewie recorderze użyto taśmy niezgodnej ze specyfikacją producenta. Niewłaściwie dobrana częstotliwość próbkowania sprawiła, że silnie zaszumiony sygnał mowy, w większości wypowiedzi cichych i powyżej szumu, przez sztuczne zawężenie filtrem w paśmie poniżej 5 kHz pozbawiony został m.in. istotnych głosek ć, ś, ź ż, sz oraz spółgłosek świszczących, sięgających pasmem ponad 10 kHz.

Innymi słowy - dotychczas znane kopie nagrania z rejestratora MARS były znacząco zubożone przez sam sposób ich skopiowania, usuwający część zarejestrowanych i wciąż możliwych do odczytania danych na taśmie magnetycznej.

14 razy dokładniejsze dane?

Opinia biegłych zawiera 70 stron podobnie brzmiącego opisu metodologii badań. Na użytek kogoś, kto nie nie styka się z tą dziedziną wiedzy dość powiedzieć, że rozmiar badanych plików "wav" zawierających kopię nagrania dokonanego przez biegłych w lutym 2014 jest 14 razy (!) większy od wcześniejszych kopii tego samego nagrania, na których pracowali biegli Instytutu Sehna i CLKP.

Wcześniejsze kopie "ważyły" 0,2 GB, te wykonane w lutym 2014 - 2,8 GB.

Dokładność badań, prowadzonych na takim materiale, biegli potwierdzają np. nie tylko odkryciem, ale i wyjaśnieniem zarejestrowania na taśmie ok. 660 regularnych, co 1,26 s, ledwo uchwytnych zakłóceń. Ustalono, że źródłem tego impulsu jest umieszczona pod kadłubem Tu-154 błyskowa lampa pozycyjna, której impulsowy sygnał może się przenosić do kanałów radiowych.

Zasięg mikrofonów - tylko kokpit

Biegli prokuratury w oparciu o najnowsze badanie zakwestionowali też twierdzenia Krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, że na taśmie utrwalono słowa wypowiadane nawet w odległości 5 metrów od wejścia do kokpitu. Oznaczałoby to, że zapis z umieszczonych w kokpicie mikrofonów obejmowałby także odgłosy z umieszczonej za nim salonki.

Najnowsza ekspertyza przecząc temu, stwierdza, że zapisane na taśmie nagrania pochodzą z kabiny bądź wejścia do kabiny samolotu. Potwierdzający to wykres zrozumiałej mowy przy włączonej awionice stwierdza brak czytelności wypowiadanych słów już w odległości jednego metra od drzwi kabiny pilotów. To dość istotna różnica, zważywszy, że ktokolwiek znalazł się w zasięgu mikrofonów - podczas podchodzenia do lądowania powinien być na swoim miejscu. A jeśli nie był członkiem załogi - nie powinien być nagrany, bo jego miejsce było w kabinie pasażerskiej, a nie w kokpicie.

Rewolucja w świadomości

Wyniki, uzyskane przez biegłych prokuratury, drastycznie odmawiają wiarygodności wcześniejszym analizom, prowadzonym przez poważne przecież instytucje jak Krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych czy Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Obie te instytucje mogą próbować się bronić przed zarzutem braku elementarnego profesjonalizmu twierdzeniami, że badały to, co im do badania przekazano. Nikt nie oczekiwał od nich samodzielnego pobierania materiału do badań.

Zespół biegłych, pracujących na zlecenie prokuratury miał w tej dziedzinie większą swobodę. Wątpiąc w efektywność badania wadliwie ich zdaniem sporządzonych kopii - wystąpili o samodzielne ich sporządzenie, ze znacznie większą dokładnością. I to też - uzyskując zgodę prokuratury, a potem Komitetu Śledczego FR - uczynili.

Szukając analogii można by powiedzieć, że zamiast być kolejnymi osobami, badającymi powierzchnię Księżyca na przyzwoitej jakości zdjęciu, zrobionym aparatem i obiektywem średniej klasy - sami zrobili zdjęcie, sięgając po profesjonalny aparat i wysokiej klasy teleobiektyw.

I dostrzegli na nim 30-40 proc. więcej szczegółów niż poprzednicy.

RMF FM publikuje fragmenty stenogramu powstałego na zlecenie Prokuratury Wojskowej w Warszawie, prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy, do której doszło 5 lat temu w Smoleńsku. 

Opinia biegłych, której ustalenia przedstawia radio RMF FM, znacząco odbiega od wcześniejszych ustaleń zespołów ekspertów, pracujących nad opisem tego, co w ostatnich chwilach działo się w kokpicie prezydenckiego tupolewa. Odbiega od nich tak bardzo, że wręcz kwestionuje zarówno te ustalenia, jak i metodę dochodzenia do nich, zdaniem autorów - wadliwą od samego początku, tj. od skopiowania danych z przechowywanego w Moskwie rejestratora.

Poniżej fragmenty stenogramu. Jak informuje radio RMF FM, stanowią one wybór najistotniejszych, a przy tym niepojawiających się w znanych już opinii publicznej stenogramach. Opisują nie tyle znane już techniczne aspekty wydarzeń, ale ich atmosferę i warunki, w jakich załoga Tu154M zbliżała się do lotniska w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.

Od początku problemy

8:14:28 - po odebraniu przez radio komunikatu "Smolensk eee visibility four-zero-zero meters, fog"

-    O ku(...)!!! - mówi nawigator. W rubryce "Uwagi" adnotacja: "zaskoczenie, zdziwienie, reakcja na informację o mgle".

-    Cooo? - pyta drugi pilot

-    Fantastico i to za fryko - mówi technik.

8:14:57 - na treść komunikatu reaguje drugi pilot:

 -    Ku (...), to nasze meteo, naprawdę! Rubryka "uwagi" opisuje to lakonicznie "Krytyczna wypowiedź o meteo"

-    Mhm - głos niezidentyfikowany

-    Co?! - oczekuje na potwierdzenie przyjęcia komunikatu nawigator

-    Nasze meteo jest naprawdę zaje(...)ste - stwierdza dowódca.

8:15:33 - magnetofon rejestruje dialog "osób trzecich" na dalszym planie nagrania:

- Co to jest?

- Piwko. A ty nie pijesz?

- A mamy paliwo do dwudziestu? - pyta nieco głośniej technik.

- Maamy - odpowiada  na bliższym planie nawigator, wg "uwag" "odwrócony od mikrofonu".

Głosy pozostałych rozmawiających nie zostały zidentyfikowane.

Zła prognoza 8:16:49 - rozmowa w kokpicie:

-    Ale dziesiąta i mgła? - dziwi się warunkom drugi pilot.

-    Tu masz kurwa przybliżenie. Jak jest kontakt wizualny, oni nie rozumieją wcale tego - odpowiada nawigator.

-    Kur(...) co - mówi niezidentyfikowana osoba. Poziom głośności jest nieco niższy.

-    Za ile te uroczystości się zaczynają? - pyta nawigator.

-    Za godzinę? - odpowiadający nie jest pewien tego, co mówi.

-    Nie wiem, ale jak, my nie usiądziemy do minimów, nie skoczą te rybki(?) - niezrozumiała częściowo wypowiedź dowódcy samolotu. W rubryce "Uwagi" opisana jest "zdenerwowanie w głosie, lekkie jąkanie".

8:17:05 - mikrofony w kabinie rejestrują rozmowę stewardessy Basi:

-    Wypijesz?

-    Taaaak - odpowiada ktoś opisany jako "osoba trzecia".

8:17:40 - dowódca przekazuje do kabiny informację o warunkach:

-    Basiu! - wzywa szefową personelu - Jest nieciekawie, wyszła mgła. Nie wiadomo, czy wylądujemy!

-    Tak? - upewnia się kobieta - Oni nie zdążą! - mówi.

-    Sorry - odpowiada dowódca.

-    Muszą tam być! - stwierdza Basia bądź któraś z "osób trzecich". Nagranie jest ciche, pewność odczytu jest jednak duża.

-    A jak nie wylądujemy, to co? - pyta głos opisany jako "osoba trzecia".

-    Dowództwa nie ma - zwraca uwagę głos "osoby trzeciej", nagrany nieco ciszej.

-    To odejdziemy - odpowiada drugi pilot.

-    Poczekamy pół godziny, nie mamy czasu - dodaje kapitan.

-    Para będzie szła! - mówi kilkanaście sekund później nawigator. Uwaga do tej wypowiedzi wyjaśnia "W sensie, że będzie gorąca atmosfera"

-    To jest nie do wybaczenia - stwierdza drugi pilot niejasno, po czym pada nieprzypisana nikomu konkretnemu wypowiedź, mogąca mieć związek z wcześniejszą uwagą o braku dowództwa:

 -    Z tym jakiem nie powiem, bym poszedł do tyłu.

Więcej na stronach RMF24.pl

Tomasz Skory

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy