Roth: Ktoś w polskim rządzie puścił farbę

Raport niemieckiego wywiadu mówiący o eksplozji na pokładzie Tu-154M istnieje, agent BND, który go sporządził istnieje, jego źródła także istnieją. Będę to powtarzał do upadłego - mówi Jurgen Roth, autor książki "Tajne akta. Smoleńsk" w rozmowie z tygodnikiem "wSieci".

Niemiecki dziennikarz śledczy skomentował oświadczenie niemieckiego wywiadu BND, który w reakcji na publikację książki "Tajne akta. Smoleńsk" stwierdził, iż raport mówiący o eksplozji na pokładzie polskiego tupolewa nie istnieje. Jurgen Roth stwierdza, że BND "pewnie nie ma innego wyjścia". "Trudno się spodziewać, by niemiecki wywiad teraz przyznał, że od lat wiedział o tym, że w Smoleńsku doszło do zamachu i ukrywał to z powodów politycznych" - uważa.

Reklama

Dodaje, że zna źródła, z których korzystał agent BND przy sporządzeniu raportu i przekonuje, że są "bardzo wiarygodne". Jedno ma być w Rosji, a drugie w Polsce i jest to "źródło rządowe". "To ktoś w polskim rządzie puścił farbę i przekazał tę informację niemieckim służbom" - ujawnia. 

Jurgen Roth mówi, że te źródła się nie znają, dlatego należy wykluczyć, by doszło między nimi do zmowy. "Powiedziały dokładnie to samo: (...) że na pokładzie Tu-154M doszło do eksplozji" - powtarza dziennikarz. I przypomina, że z raportu BND wynika, że zamach przeprowadziła jedna z jednostek FSB. "W raporcie znajduje się skan dowodu osobistego generała Jurijego D. ten człowiek istnieje. (...) to on miał dowodzić całą operacją" - wyjaśnia.

Pytany o doniesienia, iż to jeden z polskich polityków miał zlecić ten zamach, precyzuje, że "to polityk z kręgów rządowych, który jest wymieniany w raporcie BND z imienia i nazwiska". Jurgen Roth tłumaczy, że nie ujawnił jego danych, bo "kocha życie i nie ma tendencji samobójczych".

Autor książki "Tajne akta. Smoleńsk" odniósł się także do publikacji przez radio RMF FM nowych stenogramów z kokpitów tupolewa. Ocenia, że jest to "typowa propagandowa wrzutka" i powrót od wersji z raportu rosyjskiego MAK. "Dziwię się, że są w Polsce ludzie, którzy dają sobie wciskać takie bzdury" - powiedział w rozmowie z "wSieci" Jurgen Roth.

Rzecznik niemieckiego wywiadu Martin Heinemann mówił w ubiegłym tygodniu, że Federalna Służba Wywiadowcza "w żadnym momencie nie reprezentowała poglądu, że w Smoleńsku w kwietniu 2010 roku mogło dojść do zamachu". Podkreślał, że Jürgen Roth nigdy z nim się nie kontaktował. Odnosząc się do notatki, na którą powołuje się dziennikarz, oświadczył: "Zaczęliśmy szukać tych dokumentów w naszej bazie, ale bez sukcesu".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje