"wPolityce" ujawnia zapis rozmowy Tuska z rodzinami smoleńskimi

Odpowiedzialność polityczną przyjmuję na siebie; wszystkie decyzje, jakie w ciągu tych miesięcy zapadały, które podejmowała administracja państwowa, są za moją wiedzą, zgodą - zapewniał Donald Tusk 10 listopada 2010 r. na spotkaniu z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej.

Portal wPolityce.pl dotarł do pełnego stenogramu z tego spotkania.

Reklama

Na początku spotkania Tusk mówił: "Wiele wątków tej sprawy ma przecież charakter ściśle prawny. Czeka nas jeszcze wiele procedur także o charakterze karnym w przyszłości w związku z odpowiedzialnością za katastrofę etc. Że to spotkanie jest nie dla użytku publicznego tylko urzędowego rejestrowania i znaczy nie widzimy innej możliwości. Także zapis tego spotkania będzie oczywiście w pełni udokumentowany".

"Odpowiedzialność polityczną, i nie robię tu łaski, przyjmuję oczywiście na siebie. Wszystkie decyzje, jakie w ciągu tych tygodni, miesięcy zapadały, które podejmowała administracja państwowa mi podległa, są za moją wiedzą, zgodą, i ja ponoszę za to pełną odpowiedzialność" - przytacza słowa Tuska wPolityce.pl.

"Nawet jeśli niektóre z tych decyzji, na przykład dotyczące sposobu prowadzenia badania i śledztwa, wynikają z procedur, z przepisów, albo czasami z braku przepisów, to ja oczywiście także za to biorę odpowiedzialność i ponoszę odpowiedzialność, niezależnie od tego, jakie to będzie dalej miało konsekwencje dla mnie i dla innych osób" - oświadczył ówczesny premier.

"I dlatego, i proszę nie szukać w tym żadnego podstępu, i oczywiście i prokuratura, i komisje, ale w tym przypadku prokuratura - i to polska prokuratura - będzie przecież szczegółowo badała także odpowiedzialność poszczególnych osób za każdą minutę, godzinę, za każdy sposób postępowania. I nikt z nas za granicę nie ucieknie" - mówił Tusk.

wPolityce przytacza też inne słowa Tuska: "Tak jak katastrofy mają z reguły kilka, a czasami kilkanaście przyczyn, tak i po stronie rosyjskiej jak i po stronie polskiej są pewnie ludzie i instytucje, które obawiają się pełnego wyjaśnienia prawdy, bo na końcu jest gdzieś odpowiedzialność karna".

B. premier był pytany podczas spotkania o komunikat, jaki pojawił się 10 kwietnia 2010 r. na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów po rozmowie polskiego premiera z Dmitrijem Miedwiediewem zapewniającym, że śledztwo ws. katastrofy będzie prowadzone wspólnie.

"Proszę traktować to sformułowanie - ja to tak też odbierałem - jako raczej deklarację dobrej woli, że nie będzie ze strony rosyjskiej - Miedwiediew chciał jakby zademonstrować..., że swoją empatię i gotowość do pełnej współpracy w tej kwestii" - mówił Tusk.

"Jeśli mnie państwo pytacie, szczerze odpowiem, czy ja w pierwszej minucie i pierwszej godzinie po katastrofie miałem w głowie ułożony cały harmonogram działań i wszystkie procedury, i umowy międzynarodowe - oczywiście, że nie" - podkreślił.

"I sytuacja w tych pierwszych godzinach, znaczy to co wiedzieliśmy - że musimy natychmiast podjąć - to po pierwsze jak najszybsza identyfikacja jakby sytuacji ustrojowo-państwowej. Wiedzieliśmy, kto zginął, ale nikt nie miał broszurki w ręku, jak działa państwo, jak działa każdy z nas w sytuacji, kiedy ginie lwia część elity politycznej, też w sensie administracyjnej. To nie jest tak, że każdy ma wydrukowane, albo gdzieś wisi na ścianie harmonogram postępowania wtedy, kiedy się dzieje tak straszna rzecz" - podkreślił.

Przedstawiciele rodzin ofiar katastrofy zadawali liczne pytania podczas spotkania.

Dariusz Fedorowicz, brat ś.p. Aleksandra Fedorowicza, tłumacza prezydenta Lecha Kaczyńskiego, pytał Tuska - co zrobił, aby śledztwo było równoprawnie prowadzone przez stronę polską i stronę rosyjską. Andrzej Melak chciał poznać datę, kiedy rząd Polski wystąpił pisemnie do Rosjan o zabezpieczenie wraku samolotu.

Izabella Januszko pytała o status lotu, zwracała uwagę, że wszyscy słyszeli, iż był to samolot wojskowy, załoga wojskowa, wystartowała z wojskowymi na pokładzie. "Natomiast słyszałam, że pojawiły się właśnie informacje, że był to status, że był to samolot rejs cywilny" - mówiła.

Piotr Walentynowicz chciał wiedzieć m.in. dlaczego polscy patomorfologowie nie uczestniczyli w sekcjach zwłok. Dariusz Fedorowicz pytał: "Dlaczego strona polska jeszcze w kwietniu nie wykorzystała niezmiernie istotnych dowodów", jakimi były "ciała naszych drogich zmarłych, którymi strona polska w kwietniu dysponowała, ponieważ trumny ze zwłokami przybyły do kraju?". 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje