"wSieci": Śledczy zmanipulowali zeznania pilotów Jaka-40?

​Tygodnik "wSieci" dotarł do nieznanych dokumentów z zeznaniami pilotów Jaka-40, złożonymi tuż po katastrofie smoleńskiej. Oświadczyli oni wówczas, że rosyjscy kontrolerzy wydali załodze Tu-154 M komendę dotyczącą "odejścia na drugi krąg z 50 metrów".

Dokumenty, na jakie powołuje się gazeta, to zeznania złożone przez por. Artura Wosztyla, pierwszego pilota Jaka-40 w dniu katastrofy smoleńskiej, technika pokładowego chor. Remigiusza Musia, a także II pilota por. Rafała Kowaleczki.
Datowane są one odpowiednio na 19 kwietnia, 15 kwietnia i 19 kwietnia 2010 roku.

Reklama

Każdy z nich powiedział wówczas, że piloci z tupolewa otrzymali od wieży w Smoleńsku polecenie, by "byli gotowi na odejście na drugi krąg z 50 m".

Marek Pyza pisze na łamach "wSieci", że jest jeszcze drugi dowód - transkrypcja rozmów kontrolerów z załogą transportowego Iła-76.

Nagranie odsłuchali eksperci z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wynika z nich, że wieża poleciła pilotom, by byli gotowi do odejścia na wysokości 50 m. To potwierdza zeznania na ten temat Remigiusza Musia z 23 czerwca 2010 roku. Pozwala także, by z zaufaniem i wiarygodnością podejść do jego zeznań dotyczących tego, że piloci tupolewa otrzymali od wieży smoleńskiej podobną komendę.

Gazeta informuje, że śledczy wiedzieli o sprawie "50 metrów" od lat, jednak "zignorowali wszystkie dokumenty" na ten temat.

Konferencja śledczych

W środę 21 stycznia, mjr Marcin Maksjan, zastępca rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej, poinformował podczas konferencji prasowej, że z opinii nagrania z wieży smoleńskiego lotniska wynika, że kontrolerzy nie polecili załodze Tu-154 zejścia do wysokości 50 metrów. Maksjan sprecyzował, iż polecenie dla załogi Tu-154 dotyczyło gotowości do odejścia na drugi krąg od wysokości 100 m.

Manipulacja?

Marek Pyza komentując oświadczenie śledczych z ubiegłotygodniowej konferencji, stwierdza, iż dopuścili się oni manipulacji. Jak pisze, komenda dotycząca gotowości do odejścia na drugi krąg od 100 metrów rzeczywiście padła, ale w innym momencie niż ta o 50 m.

Prokuratorzy w rozmowie z dziennikarzami zwracali uwagę, iż zeznania składane przez pilotów Jaka "ewoluowały" i przypominali oświadczenie Musia i Wosztyla z 2012 roku. Przyznali oni wówczas, podczas odsłuchania fragmentu nagrania  z czarnej skrzynki, że słyszą komendę o 100 m. "wSieci" zwraca jednak uwagę na to, iż chodziło o inny moment z korespondencji pokładowej.

Artur Wosztyl mówi w rozmowie z gazetą, że on cały czas utrzymuje to samo. Dodaje, że śledczy ujawniają tylko jego odpowiedzi, bez pytań i stwierdza, że mówienie iż "jego zeznania ewoluują jest zwykłym pomówieniem".

Więcej na ten temat w najnowszym numerze "wSieci".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy